Jak wydać mniej

Dodano:   /  Zmieniono: 
Goniec zamiast listonosza, broker zamiast urzędnika. BusinessWeek przedstawia idee godne naśladowania
Niektóre z tych pomysłów są już niemal powszechne. Inne wciąż czekają na odważnych, którzy zechcą je naśladować. Wydawanie publicznych pieniędzy wciąż pozostawia wiele do życzenia. Oto samorządy, które starają się to zmienić.

Goniec zamiast poczty
Grudziądz, Łódź, Płock, Poznań, Rybnik, Wałbrzych, Ruda Śląska i in.
Jeśli z dnia na dzień listonosz zmienił się nie do poznania, to znaczy, że twoi radni poszli po rozum do głowy. Rezygnowanie z usług państwowego monopolisty, który nie daje szans na negocjowanie cen nawet swoim największym klientom, staje się coraz bardziej popularne. Listonoszy zastępują zatrudniani przez magistraty gońcy - listy częściej docierają do adresatów, a strażnicy gminnej kasy pieją z zachwytu, bo interes okazuje się bardzo udany.
Na początku lutego z usług Poczty Polskiej zrezygnowały m.in. władze Łodzi. Zamiast listonoszy doręczaniem przesyłek zajęło się 34 studentów. Każdy musi miesięcznie dostarczyć 600 listów za potwierdzeniem odbioru. Poczta za taką usługę zażądałaby 3240 zł (5,40 zł za sztukę), goniec jest więc nieporównywalnie tańszy - swą pracę wykona za 1646,79 zł brutto - i to jedynie pod warunkiem że zasłuży na premię.
W Grudziądzu w ciągu pół roku koszty obsługi korespondencji były mniejsze o ponad 110 tys. zł. Miasto zyskało jeszcze na jednym. - Gońcy dostają wynagrodzenie tylko za skuteczne doręczenia. Czasami muszą więc poszukać adresata poza jego miejscem zameldowania. Dzięki temu urząd na bieżąco dowiaduje się, co się dzieje z adresatami - mówi Mirosława Rokicka z Urzędu Miejskiego w Grudziądzu.
Moda na gońców rozlewa się po całej Polsce. Zatrudniono ich m.in. w Płocku, Rybniku, Libiążu, Rudzie Śląskiej, Wałbrzychu, a od 1 stycznia - również w Poznaniu. Mundury założyło tam 17 bezrobotnych.
Oszczędności: wydatki na obsługę korespondencji obniżone o 25-40 proc.

Szkoły z menedżerami
Koszalin
Choć niż demograficzny pogłębia się, podwyżki dla nauczycieli powodują, iż gminne wydatki na utrzymanie oświaty rosną co roku o kilka procent. Koszalin znalazł sposób, by wzrost ten zminimalizować. Prezydent miasta Mirosław Mikietyński i szef wydziału oświaty Przemysław Krzyżanowski przed dwoma laty wprowadzili nowatorski system zarządzania oświatą. Rok później trafił on do finału konkursu Lider w zarządzaniu w samorządzie 2004.
W Koszalinie dyrektor szkoły został menedżerem. Ma zarządzać placówką w taki sposób, by przyciągnąć do niej jak najwięcej uczniów. Wtedy z budżetu gminy dostanie więcej pieniędzy, za które będzie mógł zatrudnić większą liczbę nauczycieli i pracowników administracji (w proporcji: 4:1). Sam też zdecyduje, czy wolne pół etatu przeznaczyć na obsługę świetlicy, czy też zajęcia pozalekcyjne.
Z wyliczeń koszalińskiego wydziału oświaty wynika, że w pierwszym roku działania systemu wydano o 440 tys. zł mniej niż przy wcześniej obowiązujących zasadach. W sumie koszt utrzymania szkół podstawowych i gimnazjów w Koszalinie w roku 2004 wzrósł (w porównaniu z 2003 r.) tylko o 1 proc., podczas gdy w innych miastach - zdaniem Krzyżanowskiego - wskaźnik ten był trzy-, czterokrotnie wyższy.
Oszczędności: zahamowanie wzrostu wydatków na oświatę

Biada gapowiczom
Radomsko
Wsiadasz do autobusu - kasuj elektroniczną kartę. To nowe przykazanie pasażerów MPK w Radomsku. Każdy z nich zaraz po wejściu do pojazdu musi zbliżyć kartę do czytnika lub kupić bilet u kierowcy. Jeśli tego nie zrobi - cały autobus wie, że jedzie na gapę.
Nowy system kosztował 730 tys. zł. Spłacany będzie w miesięcznych ratach przez trzy lata. Ale - jak wyliczyli szefowie spółki - wysokość rat odpowiada oszczędnościom uzyskanym dzięki biletowej rewolucji. Zmniejszy się liczba gapowiczów i koszt dystrybucji biletów, będzie też można na bieżąco monitorować, które linie są najmniej rentowne. Zainstalowany w autobusach system GPS pozwoli też na nadzór nad punktualnością kursowania, co w opinii szefów MPK ma zmniejszyć zużycie paliwa o mniej więcej 10 proc.
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne jest w 100 proc. własnością miasta. Budżet Radomska dopłaca do przewozów ulgowych i co roku pokrywa stratę, jaką wykazuje firma (w 2003 r. było to ok. 100 tys. zł, w ubiegłym roku - ok. 300 tys. zł). Gdyby nie nowy system, strata mogłaby być jeszcze większa. - Lepsze wyniki MPK będą ewidentną korzyścią dla budżetu - mówi skarbniczka Radomska Mariola Wypych.
- Z symulacji wynika, że po planowanej wymianie taboru MPK wyjdzie na zero. To oznacza, że budżet miasta oszczędzi 100-300 tys. zł rocznie.
Wypych nie ukrywa, że w wypadku Radomska, gdzie tabor jest bardzo stary, nowy system biletowy to na razie raczej racjonalizacja wydatków aniżeli oszczędności. - Ale wszędzie tam, gdzie autobusy się naprawia rzadziej, nasz pomysł zagwarantowałby zdecydowane zmniejszenie kosztów - mówi skarbniczka Radomska.
Oszczędności: koszty MPK mniejsze o 10 proc.

broker zarządza ryzykiem
Poznań
W stolicy Wielkopolski system działa od siedmiu lat. Wcześniej każda jednostka miejska ubezpieczała się oddzielnie. Część umów nie obejmowała niektórych rodzajów ryzyka, sumy ubezpieczeń nie zawsze były odpowiednie, a rodzaj i zakres ubezpieczeń - szczególnie odpowiedzialności cywilnej - były nieprecyzyjnie zdefiniowane.
Teraz wszystkie podmioty, w których miasto ma interes majątkowy, ubezpieczają się za pośrednictwem spółki City Broker, wybranej w konkursie przez zarząd miasta. - Przy przetargach o wartości powyżej 6 tys. euro opracowujemy specyfikację istotnych warunków zamówienia lub tylko przedmiot zamówienia - mówi Jacek Banasiak z City Brokera. - Dla procedur poniżej 6 tys. euro opracowujemy warunki zamówienia, analizujemy rynek i przedstawiamy szefowi danej jednostki propozycję.
Poznań oszczędza m.in. na efekcie skali - np. wydział oświaty magistratu ubezpiecza budynki podległych placówek w jednym przetargu. - Spowodowało to kilkakrotne obniżenie składki w porównaniu ze składkami obliczanymi indywidualnie dla każdego podmiotu - mówi Banasiak.
Miasto szuka też oszczędności, podpisując umowy na dłużej niż rok. Banasiak podkreśla, że pozwala to na ustabilizowanie wysokości składek, co jest szczególnie korzystne w wypadku ryzyka o wysokiej szkodowości. - Przykładem może być ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej szpitali. W związku z rosnącą liczbą pozwów stawki rosną o 50-100 proc. rocznie. Dzięki ubezpieczeniu na 2-3 lata miejskie szpitale uniknęły tych podwyżek.
Z badań City Brokera wynika, że w jednostkach o niskiej szkodowości umowy na 2-3 lata zapewniły oszczędność w składce na poziomie 20-30 proc. rocznie. Miasto nie płaci spółce ani złotówki.
Oszczędności: koszt ubezpieczenia budynków oświatowych mniejszy o 20 proc.

Telefonowanie za darmo
Słupsk
W Słupsku stanieją koszty rozmów telefonicznych. Za 2 mln zł powstaje w mieście lokalna sieć światłowodowa, dzięki czemu możliwe będzie wykorzystanie technologii VoiP.
Inwestycja była możliwa dzięki grantowi w wysokości 1,46 mln zł, który władze Słupska otrzymały od amerykańskiej spółki Cisco Systems. Chce ona na przykładzie Słupska zachęcić do podobnych inwestycji inne miasta.
Władze miasta dołożą do projektu 500 tys. zł. Ale spodziewane oszczędności są olbrzymie. Koszty rozmów międzymiastowych i międzynarodowych zostaną obniżone o blisko 60 proc. Połączenia między jednostkami uczestniczącymi w systemie (urzędami, szkołami, przychodniami) będą niższe nawet o 90 proc., a dostęp do internetu - o połowę. Mniej kosztowna będzie również rozbudowa systemu monitoringu miejskiego, bo będzie można wykorzystać do tego budowaną właśnie infrastrukturę.
- W ciągu pięciu lat miasto może zaoszczędzić nawet 3,5 mln dolarów - mówi Andrzej Kaczmarczyk, sekretarz miasta, który pilotuje projekt.
Oszczędności: minimum 50 proc. kosztów telekomunikacyjnych

Tańsze Światło
Starachowice, Kraków, Elbląg i in.
Właśnie skończyliśmy - chwali się Stanisław Kaczorek. Szef referatu w wydziale inwestycji magistratu w Starachowicach jeszcze nie obejrzał dokładnie nowych lamp, ale już wie, że będą oszczędności. - Wszystkie drogi w gminie są już oświetlone nowym sprzętem - mówi.
Modernizację oświetlenia w Starachowicach rozpoczęto przed trzema laty. Na latarniach wzdłuż dróg zarządzanych wówczas przez gminę wymieniono oprawy i żarówki - rtęciowe zastąpiono sodowymi, które są bardziej energooszczędne. W ubiegłym roku, gdy po zmianach prawnych również oświetlenie dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych zaczęło być finansowane z budżetu Starachowic, zdecydowano się na dalszą modernizację. Roboty zakończono w pierwszych dniach lutego. W sumie wymieniono ponad 3,5 tys. opraw i żarówek, a inwestycje kosztowały ok. 650 tys. zł. Gmina nie angażowała własnych środków - przez pewien czas będzie płaciła rachunki za oświetlenie ulic dotychczasowej wysokości, a z wykonawcą prac rozliczy się dostawca energii. - Pierwszy etap spłacił się już w lipcu ubiegłego roku. Drugi spłaci się za trzy lata. Wtedy budżet odczuje faktyczne oszczędności - mówi Kaczorek. Włodarze Starachowic szacują, że budżetowe wydatki na oświetlenie ulic zmniejszą się w 2008 roku - w porównaniu z rokiem 2002 - o połowę.
Oszczędności: wydatki na oświetlenie ulic niższe o blisko 50 proc. Koniec niewolenia

Gdynia, Wejherowo, Wałbrzych
Ograniczenia w zatrudnieniu to jeden z najprostszych sposobów oszczędzania - nie wszystkim radnym wystarcza jednak odwagi, by je wprowadzić. Nieliczni zdecydowali się np. na likwidację izb wytrzeźwień. W Gdyni się jednak udało. - Roczne oszczędności z tego tytułu wyniosą ok. 300 tys. zł - mówi rzecznik UM w Gdyni Joanna Grejter. Podkreśla jednak, że to nie chęć zmniejszenia wydatków była motorem działań. - Chodziło przede wszystkim o to, by zerwać z tradycją czasów, w których niewolono ludzi pod byle pretekstem.
Dziś pijanymi w Gdyni zajmują się policjanci. To oni decydują, czy do delikwenta trzeba wezwać lekarza, czy też wystarczy go zawieźć do domu. - Ustawa o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i wychowaniu w trzeźwości nie nakłada na gminę obowiązku prowadzenia izby wytrzeźwień - tłumaczy wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel.
Oszczędności: w Gdyni ok. 300 tys. zł rocznie

Przetargi w sieci
Piotrków Trybunalski, Chełm, Łódź i in.
Możliwość organizowania przetargów w sieci pojawiła się w marcu zeszłego roku, gdy weszła w życie nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych. Nie tylko zdefiniowano w niej pojęcia aukcji i przetargu internetowego, ale - co najważniejsze - umożliwiono samorządom organizowanie e-przetargów o wartości dziesięciokrotnie większej niż dotychczas (do 60 tys. euro). - Z naszej oferty skorzystało już ponad 20 samorządów - mówi Dorota Grajewska z Polskiej Platformy Przetargowej, należącej do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.
Najaktywniej z platformy PWPW korzysta Piotrków Trybunalski. - Mamy już za sobą dwa duże przetargi na dostawę oprogramowania i sprzętu komputerowego - mówi Halina Biniek, szefowa referatu zamówień publicznych w piotrkowskim magistracie. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników i planujemy kolejne aukcje - tym razem na dostawę kiosku multimedialnego i osprzętu do komputerów.
Dzięki e-przetargom oszczędności mogą sięgać setek tysięcy złotych. Oferenci mają mniej papierkowej roboty, dzięki czemu mogą obniżyć swe koszty i zaproponować niższe ceny. - Podczas ostatniego przetargu w sieci uzyskaliśmy cenę o 15 tys. mniejszą od szacowanej wartości zamówienia - mówi Biniek.
Oszczędności: ceny dostaw niższe średnio o 20 proc. w stosunku do szacowanej wartości

Pensja z Funduszu Pracy
Starostwo powiatowe w Łomży
Łomżyńskie starostwo lada dzień wprowadzi się do nowych pomieszczeń. Z budynku, w którym się gnieździ, wyniosły się bowiem przychodnie lekarskie. - Czekaliśmy na ten moment kilka lat - mówi rzecznik urzędu Wiesław Jemielity. - Był tylko jeden problem: biura trzeba było wyremontować. Wartość robót - według kosztorysu - miała wynieść ok. miliona złotych. Ale władze starostwa znalazły sposób, by zaoszczędzić.
- Skorzystaliśmy z tego, że powiatowy urząd pracy ma środki na roboty publiczne - mówi Jemielity. - Nie ogłaszaliśmy więc przetargu na całość robót, a jedynie na te trudniejsze - wymianę okien czy instalację sieci światłowodowej.
Resztę prac wykonali bezrobotni opłacani z funduszu pracy. Urząd musiał jedynie zapewnić im sprzęt, materiały budowlane i fachowy nadzór. Efekt finansowy był znakomity. - Zamiast miliona złotych remont będzie nas kosztował ok. 400 tysięcy - mówi rzecznik starostwa. - I już zamierzamy ten pomysł powielić. Przejęliśmy we władanie następną część budynku - wyremontujemy ją w taki sam sposób, a później wynajmiemy.
Oszczędności: koszty prostych robót budowlanych niższe o 60 proc.

Baza aktów prawnych
To pomysł, którego jeszcze nikt nie wprowadził. Ale rekomendują go fachowcy - m.in. Marcin Zawicki z Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej Akademii Ekonomicznej w Krakowie. - Liczba osób zatrudnionych w samorządach do śledzenia zmian w prawie jest ogromna - mówi Zawicki. - Kolekcjonują Dzienniki Ustaw i na własną rękę układają jednolite teksty ustaw i rozporządzeń, by się zorientować, jaki jest stan prawny. A przecież można to zrobić prościej - mówi Zawicki. Ekspert postuluje tworzenie wspólnych baz aktów prawnych, z których mogłyby korzystać dziesiątki samorządów. Dzięki temu można by ograniczyć zatrudnienie. - Moim zdaniem, najlepiej byłoby stworzyć takie centrum przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji - mówi Zawicki. - Ale przy ogólnokrajowych organizacjach samorządowych też mogą istnieć.
Oszczędności: zmniejszenie kosztów monitorowania prawa


Marcin Zawicki - Małopolska Szkoła Administracji Publicznej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, jeden z liderów Programu Rozwoju Instytucjonalnego realizowanego na zlecenie MSWiA

Pomysłów na oszczędności w polskich samorządach nie brakuje, a wymyślaniem oryginalnych rozwiązań nie zajmują się wyłącznie duże miasta. Często nie dostrzega się wysiłków małych samorządów, zdolnych do wprowadzania w życie innowacyjnych pomysłów przynoszących oszczędności. Pomysły małych, zwykle niezbyt zasobnych gmin często nie są tak spektakularne i nie przynoszą wielkich oszczędności. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę to, że najwięcej jest właśnie małych gmin, to skala potencjalnych oszczędności, które łącznie mogą one wygenerować, jest niebagatelna.
Barierą w zwiększaniu gospodarności polskich samorządów wcale nie jest deficyt dobrych pomysłów, ale brak mechanizmów ich upowszechniania. Podstawowymi źródłami wiedzy o innowacyjnych rozwiązaniach są media oraz prywatne kontakty. Ale jeżeli chcemy, aby dobre pomysły były upowszechniane na dużą skalę, powinny zadziałać również inne, trwałe mechanizmy, np. bazy praktyk czy cyklicznie organizowane konkursy. W Polsce zrealizowano dotychczas kilka programów i zorganizowano kilka konkursów finansowanych z krajowych lub zagranicznych środków publicznych, których celem było szerzenie innowacji w samorządach. Kiedy jednak źródła finansowania wyczerpywały się, przedsięwzięcia upowszechniające również się kończyły.