W Przedsiębiorstwie Produkcji Zwierzęcej w Przybkowie w województwie zachodniopomorskim mało kto dzisiaj pamięta, że w 1992 r. ówczesny PGR stał na skraju bankructwa. Pracę i prawo do pracowniczych przywilejów, w tym mieszkań, mogło stracić 70 osób. Zadłużenie firmy sięgało wówczas 600 tys. złotych (6 mld starych). Jedynym ratunkiem była prywatyzacja. Znalezienie inwestora oznaczało jednocześnie przejęcie długów przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa. W takich warunkach firma mogła więc rozpoczynać nowe życie. Ale takich PGR-ów czekających na ratunek, czyli inwestora z pieniędzmi i pomysłem na ich funkcjonowanie, były tysiące.
Marian Kapłon, doktor rolnictwa z Instytutu Zootechniki w podkrakowskich Balicach, wrócił właśnie ze stypendium w USA, gdzie pracował nad postępem genetycznym w hodowli trzody w Polsce. Z analiz wynikało dobitnie, że od czasów II wojny światowej nie zrobiono w tej sprawie nic, wszak do niedawna mięso niezależnie od tego, czy było strasznie tłuste, czy też nie, i tak sprzedawało się na pniu.
Dzięki zdobytym na polu naukowym kontaktom Kapłon miał obiecany kredyt na zakup 1000 sztuk stada zarodowego z angielskiej firmy PIC International Group, reprezentującej światową czołówkę hodowlaną. Inwestor stawiał jednak warunek: należało znaleźć farmę, gdzie można rozwinąć hodowlę. Marian Kapłon rozpoczął więc poszukiwania.
- Objechałem ponad 80 PGR-ów i dopiero w Przybkowie spotkałem takich dyrektorów, z którymi mogłem wspólnie opracować plan ratowania Przedsiębiorstwa Produkcji Zwierzęcej tworzonego właśnie na gruzach dawnego PGR.
Do pełni szczęścia potrzebne były pieniądze. Hodowla wymagała funduszy. Marian Kapłon i jego dwaj nowi wspólnicy ruszyli do boju o kredyty. Zaczęły się wizyty w bankach. I szybko pojawiło się rozczarowanie.
- Bardzo szybko zrozumieliśmy, że żaden z nich, w tym BGŻ, który stracił bardzo wiele na kredytowaniu PGR-ów, nie jest zainteresowany inwestycjami w rolnictwo. Kiedy więc wróciliśmy z niczym, zwróciliśmy się do Fundacji na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa - mówi Kapłon. Tu trafiliśmy na ludzi znających się na rolnictwie, którzy zrozumieli nasze potrzeby. Rozmowy potoczyły się błyskawicznie i po kilku miesiącach prosiaczki z Anglii były już w Przybkowie. Jednak sama fundacja nie była w stanie udźwinąć kosztów inwestycji i zaproponowała nam współpracę z funduszem Caresbac, o którego działalności nie mieliśmy nawet pojęcia - mówi Kapłon.
W efekcie fundacja wyłożyła 200 tys. zł, a 100 tys. dał Caresbac. Kolejne 28 tys. zł stanowił wkład czterech polskich udziałowców - trójki pracowników (obecnie dwójki) PGR oraz Kapłona - i tak powstało Przedsiębiorstwo Produkcji Zwierzęcej "Przybkowo".
Firma od początku swego istnienia nie zanotowała straty. Właściciele indywidualni mogli więc zwiększać kapitał założycielski poprzez kupowanie udziałów spółki.
Z czasem zmieniała się też wartość udziałów samego Caresbaca, który po kilku latach odkupił od fundacji udziały firmie z Przybkowa, i dzisiaj trójka inwestorów indywidualnych (Kapłon plus dwóch dawnych dyrektorów PGR) ma łącznie 60 proc. akcji firmy (każdy z udziałowców po 20 proc.), a Caresbac Polska - 40 proc. Według informacji uzyskanych w funduszu, łączne wydatki na zakup PPZP wyniosły 400 tys. dolarów.
Przez trzynaście lat załoga dawnego PGR rozrosła się trzykrotnie i liczy obecnie 210 osób. Równie dynamicznie rosła sama firma, która sprzedaje rocznie 8 tys. ton mięsa i kilka tysięcy sztuk materiału hodowlanego. PPZP ubiegły rok zamknął obrotami na poziomie 50 mln zł.
Kapłon z dumą podkreśla, że wszystkie nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej właśnie z Przybkowa brały tuczniki, gdy rozwijały swoje nowoczesne hodowle.
Prezes PPZP wie, że bez pomocy funduszu nie udałoby się stworzyć dobrze prosperującej firmy. Mówi, że choć obecnie właściciele przedsiębiorstw poszukujący kapitału mają wielokrotnie więcej możliwości niż kiedyś, to jednak zdobycie pieniędzy nadal jest bardzo ciężkim zadaniem.
- W rozmowie wiedzy z pieniędzmi wiedza nic nie jest warta - mówi Kapłon, którego firma w ciągu ostatnich lat zaciągała już 70 różnych kredytów i wszystkie spłaciła bez problemów. Mimo to jednak przy każdej próbie uzyskania nowej pożyczki firma z Przybkowa nadal traktowana jest jak nowicjusz -oburza się Kapłon. Gdyby miał dziś doradzać przedsiębiorcom szukającym kapitału, poleciłby im szukanie firm zagranicznych z branży, w której działają.
Caresbac Polska
Caresbac to jeden z czterech funduszy inwestycyjnych obecny na polskim rynku, który deklaruje, że interesuje go finansowanie wczesnych etapów rozwoju firmy.
- Naszą misją jest wspieranie drobnej przedsiębiorczości. Szukamy różnych ciekawych branż - deklaruje Piotr Kalaman, dyrektor generalny Caresbac Polska.
Na interesującą go inwestycję fundusz gotowy jest wyłożyć od 50 tys. do 3 mln dolarów. W ciągu ponad 13 lat obecności nad Wisłą firma zainwestowała w ponad 30 przedsiębiorstw 17,2 mln dolarów.- W 12 z nich już zakończyliśmy naszą działalność, a kilka inwestycji zakończyło się bankructwem - przyznaje Piotr Kalaman. Stało się tak dlatego, że we wczesnych latach 90. Caresbac inwestował w projekty typu greenfield, czyli spółki tworzone od podstaw, i w wiele firm tzw. garażowych, a to przedsięwzięcia dużego ryzyka.
Ale niektóre inwestycje z tamtego okresu okazały się na tyle opłacalne i rozwojowe, że Caresbac nadal jest w nich udziałowcem. Tak jest m. in. w wypadku katowickiej firmy komputerowej BPSC, w którą w 1994 roku zainwestował 80 tys. USD i gdzie ma 30 proc. udziałów. Ostatni rok śląska spółka specjalizująca się w produkcji oprogramowania do zarządzania przedsiębiorstwem zamknęła obrotami w wysokości 21 mln zł. Obecnie fundusz, którego spółka-matka ma siedzibę w Waszyngtonie, zaangażowany jest w 13 inwestycji w Polsce, wśród nich znajdziemy oprócz BPSC i PPZP sieć księgarni Matras, producenta karmy dla zwierząt Pupil, sieć supermarketów SPAR czy spółkę Symbiol, produkującą ekologiczne warzywa i owoce.
Marian Kapłon, doktor rolnictwa z Instytutu Zootechniki w podkrakowskich Balicach, wrócił właśnie ze stypendium w USA, gdzie pracował nad postępem genetycznym w hodowli trzody w Polsce. Z analiz wynikało dobitnie, że od czasów II wojny światowej nie zrobiono w tej sprawie nic, wszak do niedawna mięso niezależnie od tego, czy było strasznie tłuste, czy też nie, i tak sprzedawało się na pniu.
Dzięki zdobytym na polu naukowym kontaktom Kapłon miał obiecany kredyt na zakup 1000 sztuk stada zarodowego z angielskiej firmy PIC International Group, reprezentującej światową czołówkę hodowlaną. Inwestor stawiał jednak warunek: należało znaleźć farmę, gdzie można rozwinąć hodowlę. Marian Kapłon rozpoczął więc poszukiwania.
- Objechałem ponad 80 PGR-ów i dopiero w Przybkowie spotkałem takich dyrektorów, z którymi mogłem wspólnie opracować plan ratowania Przedsiębiorstwa Produkcji Zwierzęcej tworzonego właśnie na gruzach dawnego PGR.
Do pełni szczęścia potrzebne były pieniądze. Hodowla wymagała funduszy. Marian Kapłon i jego dwaj nowi wspólnicy ruszyli do boju o kredyty. Zaczęły się wizyty w bankach. I szybko pojawiło się rozczarowanie.
- Bardzo szybko zrozumieliśmy, że żaden z nich, w tym BGŻ, który stracił bardzo wiele na kredytowaniu PGR-ów, nie jest zainteresowany inwestycjami w rolnictwo. Kiedy więc wróciliśmy z niczym, zwróciliśmy się do Fundacji na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa - mówi Kapłon. Tu trafiliśmy na ludzi znających się na rolnictwie, którzy zrozumieli nasze potrzeby. Rozmowy potoczyły się błyskawicznie i po kilku miesiącach prosiaczki z Anglii były już w Przybkowie. Jednak sama fundacja nie była w stanie udźwinąć kosztów inwestycji i zaproponowała nam współpracę z funduszem Caresbac, o którego działalności nie mieliśmy nawet pojęcia - mówi Kapłon.
W efekcie fundacja wyłożyła 200 tys. zł, a 100 tys. dał Caresbac. Kolejne 28 tys. zł stanowił wkład czterech polskich udziałowców - trójki pracowników (obecnie dwójki) PGR oraz Kapłona - i tak powstało Przedsiębiorstwo Produkcji Zwierzęcej "Przybkowo".
Firma od początku swego istnienia nie zanotowała straty. Właściciele indywidualni mogli więc zwiększać kapitał założycielski poprzez kupowanie udziałów spółki.
Z czasem zmieniała się też wartość udziałów samego Caresbaca, który po kilku latach odkupił od fundacji udziały firmie z Przybkowa, i dzisiaj trójka inwestorów indywidualnych (Kapłon plus dwóch dawnych dyrektorów PGR) ma łącznie 60 proc. akcji firmy (każdy z udziałowców po 20 proc.), a Caresbac Polska - 40 proc. Według informacji uzyskanych w funduszu, łączne wydatki na zakup PPZP wyniosły 400 tys. dolarów.
Przez trzynaście lat załoga dawnego PGR rozrosła się trzykrotnie i liczy obecnie 210 osób. Równie dynamicznie rosła sama firma, która sprzedaje rocznie 8 tys. ton mięsa i kilka tysięcy sztuk materiału hodowlanego. PPZP ubiegły rok zamknął obrotami na poziomie 50 mln zł.
Kapłon z dumą podkreśla, że wszystkie nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej właśnie z Przybkowa brały tuczniki, gdy rozwijały swoje nowoczesne hodowle.
Prezes PPZP wie, że bez pomocy funduszu nie udałoby się stworzyć dobrze prosperującej firmy. Mówi, że choć obecnie właściciele przedsiębiorstw poszukujący kapitału mają wielokrotnie więcej możliwości niż kiedyś, to jednak zdobycie pieniędzy nadal jest bardzo ciężkim zadaniem.
- W rozmowie wiedzy z pieniędzmi wiedza nic nie jest warta - mówi Kapłon, którego firma w ciągu ostatnich lat zaciągała już 70 różnych kredytów i wszystkie spłaciła bez problemów. Mimo to jednak przy każdej próbie uzyskania nowej pożyczki firma z Przybkowa nadal traktowana jest jak nowicjusz -oburza się Kapłon. Gdyby miał dziś doradzać przedsiębiorcom szukającym kapitału, poleciłby im szukanie firm zagranicznych z branży, w której działają.
Caresbac Polska
Caresbac to jeden z czterech funduszy inwestycyjnych obecny na polskim rynku, który deklaruje, że interesuje go finansowanie wczesnych etapów rozwoju firmy.
- Naszą misją jest wspieranie drobnej przedsiębiorczości. Szukamy różnych ciekawych branż - deklaruje Piotr Kalaman, dyrektor generalny Caresbac Polska.
Na interesującą go inwestycję fundusz gotowy jest wyłożyć od 50 tys. do 3 mln dolarów. W ciągu ponad 13 lat obecności nad Wisłą firma zainwestowała w ponad 30 przedsiębiorstw 17,2 mln dolarów.- W 12 z nich już zakończyliśmy naszą działalność, a kilka inwestycji zakończyło się bankructwem - przyznaje Piotr Kalaman. Stało się tak dlatego, że we wczesnych latach 90. Caresbac inwestował w projekty typu greenfield, czyli spółki tworzone od podstaw, i w wiele firm tzw. garażowych, a to przedsięwzięcia dużego ryzyka.
Ale niektóre inwestycje z tamtego okresu okazały się na tyle opłacalne i rozwojowe, że Caresbac nadal jest w nich udziałowcem. Tak jest m. in. w wypadku katowickiej firmy komputerowej BPSC, w którą w 1994 roku zainwestował 80 tys. USD i gdzie ma 30 proc. udziałów. Ostatni rok śląska spółka specjalizująca się w produkcji oprogramowania do zarządzania przedsiębiorstwem zamknęła obrotami w wysokości 21 mln zł. Obecnie fundusz, którego spółka-matka ma siedzibę w Waszyngtonie, zaangażowany jest w 13 inwestycji w Polsce, wśród nich znajdziemy oprócz BPSC i PPZP sieć księgarni Matras, producenta karmy dla zwierząt Pupil, sieć supermarketów SPAR czy spółkę Symbiol, produkującą ekologiczne warzywa i owoce.