Plastex
Kosmiczne Łodzie znad Wisły
Jak ktoś ma szczęście, to nad Kanałem Żerańskim w Warszawie może zdobyć autografy najlepszych kanadyjkarzy na świecie. Przyjeżdżają oni po sprzęt do siedziby polskiej firmy Plastex, która jest światowym liderem w konstrukcji i budowie zawodniczego sprzętu.
Właścicielem Plasteksu jest Ryszard Seruga, niegdyś mistrz świata w kajakarstwie górskim. Początek działalności firmy to rok 1994, kiedy Ryszard Seruga pierwszy zaczął produkować łodzie z kompozytów, materiałów używanych m.in. w przemyśle kosmicznym. Dzięki opracowanym przez siebie technologiom w ciągu kilku lat zdominował światową produkcję zawodniczego sprzętu.
Obecnie Plastex zatrudnia 34 osoby, które wytwarzają łódki kosztujące 2-3 tys. euro. Z informacji właściciela firmy wynika, że ubiegłoroczne obroty to 2 mln euro. Seruga jest również konstruktorem łodzi. W ciągu ostatnich dwóch lat zaprojektował kilkadziesiąt nowych modeli.
Ostatnio firma uruchomiła produkcję tzw. łodzi smoczych (dragon boat). Największe, ponad 12-metrowe jednostki tego typu mieszczą 20 zawodników oraz sternika i dobosza dyktującego rytm wioślarzom. Ważą ćwierć tony. W tym roku Plastex zebrał już zamówienia na 100 sztuk takich jednostek. - Z rynkiem sprzętu popularnego nie mam szans, ale w niszach, owszem - uważa Seruga, który ostro pracuje nad nową konstrukcją na olimpiadę w Pekinie. Cóż, szlachectwo zobowiązuje.
Źródło sukcesu: nowoczesne konstrukcje dla profesjonalistów i prototypowy 15-metrowy piec do wygrzewania kompozytów (nadaje im to odpowiednią sztywność) zbudowany według projektu właściciela firmy
Mrówka - moda młodzieżowa
Najszybszy obrót na dziewczynach
Jak się okazuje, w świecie mody mogą się odnaleźć nie tylko zawodowi projektanci, ale także absolwent wydziału obsługi ruchu turystycznego na AWF w duecie z doktorantem zarządzania i marketingu, właściciele firmy Mrówka. Dwaj mieszkańcy Torunia: Piotr Grzebień i Piotr Śmieszek zaczynali w 1996 roku od jednego sklepu w centrum miasta. Obecnie mają ok. 200 punktów, z czego 12 należy bezpośrednio do firmy, a reszta to franchising i sklepy współpracujące.
- Chcieliśmy sprzedawać niedrogie i niekonwencjonalne stroje, podkreślające indywidualny charakter - wspomina początki Piotr Śmieszek. Teraz stawiają kolejny krok, poszerzając ofertę o odzież dla chłopców, bo do tej pory 80 proc. kolekcji to ubiory dla pań. - Ten kierunek wydawał się nam najłatwiejszy, bo na dziewczynach jest szybszy obrót - wyjaśnia Śmieszek.
Wzory odzieży powstają w Toruniu. Tam na potrzeby firmy pracują dwie projektantki i grafik. - Stroje szyte są w Turcji, gdzie od zamówienia do dostawy mija miesiąc.
W roku 2004 obrót roczny firmy, która daje prace ponad 100 osobom, wyniósł 4,7 mln zł, ale zysk zaledwie 30 tys. zł. Udziałowcy jednak nie uważają, że był to czas stracony. - Udało się nam wypracować dobry model sklepu firmowego i wzmocnić markę - twierdzą.
Obecnie firma się przepoczwarza. Na wiosnę ma być spółką akcyjną. Kolejny krok to giełda? - To także mamy w planach - przyznaje Śmieszek.
Źródło sukcesu: szybka zmiana oferty, determinacja w działaniu, jasna wizja
BPSC
Sprzedaż oprogramowania to tylko połowa sukcesu
Rok 2004 śląska spółka Biuro Projektowania Systemów Cyfrowych SA, producent systemów klasy ERP, zakończyła prawie 30-proc. wzrostem przychodów ze sprzedaży. Zysk spółki przekroczył 1,2 mln zł. Do grona klientów BPSC w ubiegłym roku dołączyły kolejne 43 firmy, a przedsiębiorstwo od trzech lat regularnie notowane jest w rankingu firmy audytorskiej Deloitte 50 najszybciej rozwijających się firm Europy Wschodniej.
Prezes i jeden z założycieli firmy Ignacy Miedziński zaczynał w 1988 roku z dwoma przyjaciółmi. Obecnie firma zatrudnia prawie 150 osób. Od 1988 roku BPSC zajmuje się projektowaniem i wdrażaniem systemów informatycznych wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Podstawą są programy dla małych i średnich firm.
Firma jest obecnie piątym co do wielkości dostawcą oprogramowania w Polsce i numerem jeden wśród polskich spółek oferujących własne technologie informatyczne. - Sama sprzedaż oprogramowania to jednak tylko połowa sukcesu - uważa prezes Miedziński. - Trzeba jeszcze doprowadzić do pełnego wdrożenia oprogramowania.
Źródło sukcesu: dbałość o klientów i pracowników, partnerska atmosfera w firmie
Kosmiczne Łodzie znad Wisły
Jak ktoś ma szczęście, to nad Kanałem Żerańskim w Warszawie może zdobyć autografy najlepszych kanadyjkarzy na świecie. Przyjeżdżają oni po sprzęt do siedziby polskiej firmy Plastex, która jest światowym liderem w konstrukcji i budowie zawodniczego sprzętu.
Właścicielem Plasteksu jest Ryszard Seruga, niegdyś mistrz świata w kajakarstwie górskim. Początek działalności firmy to rok 1994, kiedy Ryszard Seruga pierwszy zaczął produkować łodzie z kompozytów, materiałów używanych m.in. w przemyśle kosmicznym. Dzięki opracowanym przez siebie technologiom w ciągu kilku lat zdominował światową produkcję zawodniczego sprzętu.
Obecnie Plastex zatrudnia 34 osoby, które wytwarzają łódki kosztujące 2-3 tys. euro. Z informacji właściciela firmy wynika, że ubiegłoroczne obroty to 2 mln euro. Seruga jest również konstruktorem łodzi. W ciągu ostatnich dwóch lat zaprojektował kilkadziesiąt nowych modeli.
Ostatnio firma uruchomiła produkcję tzw. łodzi smoczych (dragon boat). Największe, ponad 12-metrowe jednostki tego typu mieszczą 20 zawodników oraz sternika i dobosza dyktującego rytm wioślarzom. Ważą ćwierć tony. W tym roku Plastex zebrał już zamówienia na 100 sztuk takich jednostek. - Z rynkiem sprzętu popularnego nie mam szans, ale w niszach, owszem - uważa Seruga, który ostro pracuje nad nową konstrukcją na olimpiadę w Pekinie. Cóż, szlachectwo zobowiązuje.
Źródło sukcesu: nowoczesne konstrukcje dla profesjonalistów i prototypowy 15-metrowy piec do wygrzewania kompozytów (nadaje im to odpowiednią sztywność) zbudowany według projektu właściciela firmy
Mrówka - moda młodzieżowa
Najszybszy obrót na dziewczynach
Jak się okazuje, w świecie mody mogą się odnaleźć nie tylko zawodowi projektanci, ale także absolwent wydziału obsługi ruchu turystycznego na AWF w duecie z doktorantem zarządzania i marketingu, właściciele firmy Mrówka. Dwaj mieszkańcy Torunia: Piotr Grzebień i Piotr Śmieszek zaczynali w 1996 roku od jednego sklepu w centrum miasta. Obecnie mają ok. 200 punktów, z czego 12 należy bezpośrednio do firmy, a reszta to franchising i sklepy współpracujące.
- Chcieliśmy sprzedawać niedrogie i niekonwencjonalne stroje, podkreślające indywidualny charakter - wspomina początki Piotr Śmieszek. Teraz stawiają kolejny krok, poszerzając ofertę o odzież dla chłopców, bo do tej pory 80 proc. kolekcji to ubiory dla pań. - Ten kierunek wydawał się nam najłatwiejszy, bo na dziewczynach jest szybszy obrót - wyjaśnia Śmieszek.
Wzory odzieży powstają w Toruniu. Tam na potrzeby firmy pracują dwie projektantki i grafik. - Stroje szyte są w Turcji, gdzie od zamówienia do dostawy mija miesiąc.
W roku 2004 obrót roczny firmy, która daje prace ponad 100 osobom, wyniósł 4,7 mln zł, ale zysk zaledwie 30 tys. zł. Udziałowcy jednak nie uważają, że był to czas stracony. - Udało się nam wypracować dobry model sklepu firmowego i wzmocnić markę - twierdzą.
Obecnie firma się przepoczwarza. Na wiosnę ma być spółką akcyjną. Kolejny krok to giełda? - To także mamy w planach - przyznaje Śmieszek.
Źródło sukcesu: szybka zmiana oferty, determinacja w działaniu, jasna wizja
BPSC
Sprzedaż oprogramowania to tylko połowa sukcesu
Rok 2004 śląska spółka Biuro Projektowania Systemów Cyfrowych SA, producent systemów klasy ERP, zakończyła prawie 30-proc. wzrostem przychodów ze sprzedaży. Zysk spółki przekroczył 1,2 mln zł. Do grona klientów BPSC w ubiegłym roku dołączyły kolejne 43 firmy, a przedsiębiorstwo od trzech lat regularnie notowane jest w rankingu firmy audytorskiej Deloitte 50 najszybciej rozwijających się firm Europy Wschodniej.
Prezes i jeden z założycieli firmy Ignacy Miedziński zaczynał w 1988 roku z dwoma przyjaciółmi. Obecnie firma zatrudnia prawie 150 osób. Od 1988 roku BPSC zajmuje się projektowaniem i wdrażaniem systemów informatycznych wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Podstawą są programy dla małych i średnich firm.
Firma jest obecnie piątym co do wielkości dostawcą oprogramowania w Polsce i numerem jeden wśród polskich spółek oferujących własne technologie informatyczne. - Sama sprzedaż oprogramowania to jednak tylko połowa sukcesu - uważa prezes Miedziński. - Trzeba jeszcze doprowadzić do pełnego wdrożenia oprogramowania.
Źródło sukcesu: dbałość o klientów i pracowników, partnerska atmosfera w firmie