Nie ulega wątpliwości, że stan zamożności rodzin zależy przede wszystkim od ich dochodów z pracy. Jeżeli tej pracy z roku na rok jest mniej, to i poziom zamożności coraz większej liczby rodzin zaczyna się pogarszać
W ubiegłym roku po raz kolejny - nieznacznie, ale jednak zwiększył się odsetek rodzin żyjących poniżej granicy ubóstwa. I tak dzieje się od 1998 r. Przy wszystkich wątpliwościach, które budzą metody liczenia tego rodzaju wskaźnika, przedstawione przez GUS wielkości wskazują na bardzo szczególny rok zmiany trendu. Otóż należy pamiętać, że właśnie w 1998 roku - po okresie wzrostu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw - rozpoczął się jego spadek, który trwał do III kwartału ub.r. A przecież polska gospodarka w latach 1998-99, gdy rozpoczął się ów spadkowy trend, rosła w tempie 4-5 proc. rocznie, a więc takim, jakiego rozmaite prognozy oczekują obecnie, w latach 2005--2006. Rozwierające się nożyce między wzrostem liczby rodzin żyjących poniżej granicy ubóstwa a spadkiem liczby zatrudnionych (patrz rysunek) wskazują dowodnie na istnienie zależności między tymi zmiennymi.
Wzrost PKB rzędu 4-5 proc. rocznie to wzrost wysoki; kraje "starej" Europy mogą tylko pomarzyć o takim tempie. Najwyraźniej nagromadzenie barier instytucjonalnych w gospodarce polskiej - na które wskazują liczni ekonomiści - powoduje, iż potrzebuje ona niezwykle wysokiego tempa wzrostu, aby wreszcie zacząć wchłaniać siłę roboczą.
Znamy te bariery: przeregulowanie gospodarki (w tym rynku pracy), wysokie podatki i arbitralne decyzje aparatu skarbowego, niska sprawność administracji publicznej, korupcja, niewydolny system egzekwowania prawa, ogromnie wysoki udział wydatków publicznych (zwłaszcza nieinwestycyjnych) w PKB i inne. Dławią wzrost gospodarczy, a jeszcze bardziej skłonność do zatrudniania, zwiększania dochodów, oszczędzania i inwestowania.
Jak można radzić sobie z tymi barierami, pokazuje przykład kraju, który we wspomnianym 1998 r. był daleko w tyle za liderami procesu postkomunistycznej transformacji, w tym również za Polską. Mam na myśli Słowację. Wiemy, że tam właśnie uciekło sporo wielkich inwestycji w przemyśle samochodowym, na które i Polska miała chrapkę.
Wiemy też, że od początku minionego roku na Słowacji wprowadzono podatek liniowy: PIT, CIT i VAT w jednakowej wysokości 19 proc. Niewiele osób wie jednak, że w tym właśnie 2004 r. bezrobocie spadło tam prawie o 70 tys. osób. Aby osiągnąć porównywalny efekt w Polsce, biorąc pod uwagę ponadsiedmiokrotnie większą liczbę ludności, bezrobocie u nas musiałoby spaść o ponad pół miliona osób!
A przecież wzrost PKB na Słowacji w ubiegłym roku był nawet nieco niższy niż w Polsce - 5,2 proc. w porównaniu z 5,4 proc. Biorąc pod uwagę tamtejsze reformy podatkowe, można powiedzieć, że w świecie niskich podatków przedsiębiorcom opłaca się legalnie zatrudniać ludzi, a zatrudnionym opłaca się dobrze pracować i lepiej zarabiać. W ten sposób niższe podatki dają więcej pracy. Ciekawe, kiedy to dotrze do świadomości naszych zapatrzonych w "sprawiedliwość społeczną" polityków? Cóż bowiem po sprawiedliwości i równości, w której imię spycha się rosnącą część rodzin w sferę ubóstwa...
Na koniec kilka uwag po ostatnich danych GUS z 20 maja. Otóż gospodarka dostosowuje się do swojej "naturalnej stopy wzrostu gospodarczego", uwarunkowanej istniejącymi zniekształceniami instytucjonalnymi. Świadczy o tym coraz więcej danych. Produkcja przemysłowa na razie nie rośnie - mamy wzrost zaledwie o 0,3 proc. w okresie styczeń - kwiecień w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. A to nie tylko efekt bazy, lecz także słabości źródeł zasilania wzrostu gospodarczego. Produkcja zacznie rosnąć od maja, ale daleko jej będzie do tempa z 2004 r.
Konsumpcja prywatna rośnie powoli, bo dochody ludności prawie nie rosną. Dane budownictwa za kwiecień - spadek w stosunku do marca br. o 3,8 proc. i w stosunku do kwietnia ub.r. aż o 17,7 proc. - sugerują także umiarkowanie w oczekiwaniach dotyczących inwestycji. Wygląda na to, że i w 2005 r. ich wzrost będzie niewielki, jeśli się weźmie pod uwagę, że jest to trzeci rok ożywienia. Czyli znowu - jak w poprzednich latach - liczyć możemy przede wszystkim na niezawodny eksport.
Wzrost PKB rzędu 4-5 proc. rocznie to wzrost wysoki; kraje "starej" Europy mogą tylko pomarzyć o takim tempie. Najwyraźniej nagromadzenie barier instytucjonalnych w gospodarce polskiej - na które wskazują liczni ekonomiści - powoduje, iż potrzebuje ona niezwykle wysokiego tempa wzrostu, aby wreszcie zacząć wchłaniać siłę roboczą.
Znamy te bariery: przeregulowanie gospodarki (w tym rynku pracy), wysokie podatki i arbitralne decyzje aparatu skarbowego, niska sprawność administracji publicznej, korupcja, niewydolny system egzekwowania prawa, ogromnie wysoki udział wydatków publicznych (zwłaszcza nieinwestycyjnych) w PKB i inne. Dławią wzrost gospodarczy, a jeszcze bardziej skłonność do zatrudniania, zwiększania dochodów, oszczędzania i inwestowania.
Jak można radzić sobie z tymi barierami, pokazuje przykład kraju, który we wspomnianym 1998 r. był daleko w tyle za liderami procesu postkomunistycznej transformacji, w tym również za Polską. Mam na myśli Słowację. Wiemy, że tam właśnie uciekło sporo wielkich inwestycji w przemyśle samochodowym, na które i Polska miała chrapkę.
Wiemy też, że od początku minionego roku na Słowacji wprowadzono podatek liniowy: PIT, CIT i VAT w jednakowej wysokości 19 proc. Niewiele osób wie jednak, że w tym właśnie 2004 r. bezrobocie spadło tam prawie o 70 tys. osób. Aby osiągnąć porównywalny efekt w Polsce, biorąc pod uwagę ponadsiedmiokrotnie większą liczbę ludności, bezrobocie u nas musiałoby spaść o ponad pół miliona osób!
A przecież wzrost PKB na Słowacji w ubiegłym roku był nawet nieco niższy niż w Polsce - 5,2 proc. w porównaniu z 5,4 proc. Biorąc pod uwagę tamtejsze reformy podatkowe, można powiedzieć, że w świecie niskich podatków przedsiębiorcom opłaca się legalnie zatrudniać ludzi, a zatrudnionym opłaca się dobrze pracować i lepiej zarabiać. W ten sposób niższe podatki dają więcej pracy. Ciekawe, kiedy to dotrze do świadomości naszych zapatrzonych w "sprawiedliwość społeczną" polityków? Cóż bowiem po sprawiedliwości i równości, w której imię spycha się rosnącą część rodzin w sferę ubóstwa...
Na koniec kilka uwag po ostatnich danych GUS z 20 maja. Otóż gospodarka dostosowuje się do swojej "naturalnej stopy wzrostu gospodarczego", uwarunkowanej istniejącymi zniekształceniami instytucjonalnymi. Świadczy o tym coraz więcej danych. Produkcja przemysłowa na razie nie rośnie - mamy wzrost zaledwie o 0,3 proc. w okresie styczeń - kwiecień w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. A to nie tylko efekt bazy, lecz także słabości źródeł zasilania wzrostu gospodarczego. Produkcja zacznie rosnąć od maja, ale daleko jej będzie do tempa z 2004 r.
Konsumpcja prywatna rośnie powoli, bo dochody ludności prawie nie rosną. Dane budownictwa za kwiecień - spadek w stosunku do marca br. o 3,8 proc. i w stosunku do kwietnia ub.r. aż o 17,7 proc. - sugerują także umiarkowanie w oczekiwaniach dotyczących inwestycji. Wygląda na to, że i w 2005 r. ich wzrost będzie niewielki, jeśli się weźmie pod uwagę, że jest to trzeci rok ożywienia. Czyli znowu - jak w poprzednich latach - liczyć możemy przede wszystkim na niezawodny eksport.