Kandydaci na prezydenta mnożą się jak króliki. Czy jest się o co bić? O ile inwestycja w mandat poselski zwraca się w czasie kadencji kilkakrotnie, to walka o Pałac Prezydencki z ekonomicznego punktu widzenia jest bezsensowna. Warto jednak stworzyć prezydencką spółkę.
Na kampanię prezydencką kandydaci mogą wydać maksymalnie 12 mln zł. Nawet jeśli wygrają, nie mogą liczyć na zwrot choćby złotówki z budżetu państwa. A jak wyliczył BusinessWeek, z pensji prezydenckiej nie uda się odłożyć zainwestowanej kwoty.
Aleksander Kwaśniewski tuż przed końcem drugiej kadencji zarabia niespełna 19 tys. zł (brutto). Tak więc nawet gdyby odkładał pełną pensję, co nie jest trudne, bo głowa państwa ma darmowe mieszkanie, wyżywienie i przejazdy, odzyskanie 12 mln zł zajęłoby mu ponad 50 lat.
Gdyby jednak na walkę o miejsce w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu zrzuciło się więcej osób, być może takiej grupie udałoby się osiągnąć zysk. Prezydent decyduje o obsadzie stanowisk ministrów w swojej kancelarii, Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, a także urzędników w pałacu.
Dobrych etatów wystarczy dla wszystkich, bo prezydencka spółka powinna liczyć ok. 30 osób. Takiej grupie trzymającej władzę w pałacu w ciągu kadencji uda się spłacić cały kredyt. Prezydent musiałby także zatrudnić księgowego, który prowadziłby rozliczenia i ściągał co miesiąc należności od każdego członka prezydenckiej spółki.
Walka o mandat poselski jest bardziej opłacalna. Według ekspertów od kreowania wizerunku, koszt "stworzenia" idealnego kandydata na posła to mniej więcej 100 tys. zł, parlamentarzysta zaś przez cztery lata zarobi w Sejmie ok. 400 tys. zł. J.O.
Na kampanię prezydencką kandydaci mogą wydać maksymalnie 12 mln zł. Nawet jeśli wygrają, nie mogą liczyć na zwrot choćby złotówki z budżetu państwa. A jak wyliczył BusinessWeek, z pensji prezydenckiej nie uda się odłożyć zainwestowanej kwoty.
Aleksander Kwaśniewski tuż przed końcem drugiej kadencji zarabia niespełna 19 tys. zł (brutto). Tak więc nawet gdyby odkładał pełną pensję, co nie jest trudne, bo głowa państwa ma darmowe mieszkanie, wyżywienie i przejazdy, odzyskanie 12 mln zł zajęłoby mu ponad 50 lat.
Gdyby jednak na walkę o miejsce w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu zrzuciło się więcej osób, być może takiej grupie udałoby się osiągnąć zysk. Prezydent decyduje o obsadzie stanowisk ministrów w swojej kancelarii, Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, a także urzędników w pałacu.
Dobrych etatów wystarczy dla wszystkich, bo prezydencka spółka powinna liczyć ok. 30 osób. Takiej grupie trzymającej władzę w pałacu w ciągu kadencji uda się spłacić cały kredyt. Prezydent musiałby także zatrudnić księgowego, który prowadziłby rozliczenia i ściągał co miesiąc należności od każdego członka prezydenckiej spółki.
Walka o mandat poselski jest bardziej opłacalna. Według ekspertów od kreowania wizerunku, koszt "stworzenia" idealnego kandydata na posła to mniej więcej 100 tys. zł, parlamentarzysta zaś przez cztery lata zarobi w Sejmie ok. 400 tys. zł. J.O.