Kogo kocha Socha

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sprzedaż Polmosu Białystok pokazała, że Ministerstwo Skarbu ma zamiejscowe delegatury. Kierują nimi... związki zawodowe
Nie chcieli Sobieskiego - minister Socha zgodził się na CEDC. Nie dogadali się z CEDC - do gry wrócił Sobieski. Awantury wokół Polmosu Białystok pokazują, jak dalekie od standardów są stosowane w Polsce procedury prywatyzacyjne. To, kto przejmie ponad 20-proc. udział w polskim rynku alkoholu, zależało nie od ministra Jacka Sochy, lecz od kilku szerzej nieznanych związkowców. Na przełomie czerwca i lipca do upadłego kłócili się oni o to, czy otrzymają siedmio-, czy może dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia. A minister Socha siedział w Warszawie i wyciągał z faksu kolejne apele, protesty i memoranda, czekając na wiadomość od związkowców: dali, ile chcieliśmy, możesz podpisywać!
Polityka prywatyzacyjna Ministerstwa Skarbu od dłuższego już czasu prowadzona jest poza gabinetem ministra, który ustanawiając niejasne kryteria w przetargach, pozostawia olbrzymie pole do działania dla związkowców i lobbystów - choć praktyka ta ewidentnie skutkuje uszczupleniem wpływów budżetowych. Dlaczego minister Socha ustępuje? Możliwości są dwie, obie smutne. Albo ministerialni urzędnicy nie są w stanie ocenić ofert tak wnikliwie jak załogi, albo - co jeszcze gorsze - oceniają inwestorów właściwie, ale ustępują pod naciskiem związkowców, których nie interesują wpływy do budżetu, tylko do własnych kieszeni. Zły przykład idzie w Polskę
- wpływu na prywatyzację żądają nie tylko załogi firm nadzorowanych przez ministra skarbu, ale także tych podlegających wojewodom i gminom (patrz ramka). I często zwyciężają.

Koniec sojuszu
Dopóki związki zawodowe i zarząd Polmosu Białystok działały wspólnie, członek zarządu spółki Sergiusz Gwoździej nie widział niczego złego w tak dużym wpływie załogi na przebieg prywatyzacji. - Pracowników trzeba zapytać o ich zdanie - przekonywał. - Finansowy i rynkowy sukces tej fabryki to w dużej mierze ich zasługa. Przed czterema laty za Polmos Białystok nikt nie chciał dać nawet 300 mln złotych. Teraz, dzięki wysiłkowi załogi, firma warta jest ponad 1 mld zł.
W ubiegły piątek, gdy po fiasku rozmów z CEDC związkowcy ciepło zareagowali na pakiet socjalny zaproponowany przez Sobieskiego, Gwoździej mógł stracić przekonanie do tych słów. Gdy oddawaliśmy do druku ten numer BusinessWeeka, wiele wskazywało na to, że drogi zarządu Polmosu i związkowców się rozejdą. Władze spółki wciąż będą za CEDC, związki dadzą się skusić na 10-letnie gwarancje zatrudnienie oferowane przez Sobieskiego (CEDC oferuje maksymalnie 7-letni okres ochronny). Francuzi nie tylko postanowili zdobyć przychylność załogi, ale również podnieśli cenę dla ministerstwa.
W trakcie awantury związkowcy z Polmosu Białystok używali argumentów podobnych do tych, które przedstawiał Gwoździej: mamy prawo walczyć o pakiet socjalny, bo to dzięki naszej pracy firma odniosła finansowy i rynkowy sukces, z którego będzie korzystać inwestor. To bardzo popularne wśród załóg myślenie: zysk to zasługa załogi, więc musi ona mieć w nim swój udział. Strata to wina zarządu, który dla dobra załogi trzeba wymienić. Tę konstrukcję myślową zastosowano np. w Hucie Częstochowa. Negocjującym związkowcom nie psuło humorów to, że reprezentują spółkę, która wskutek niskiej efektywności znalazła się na skraju bankructwa. Urządzili swoistą licytację, mając sojusznika w Ministerstwie Skarbu. Przez dłuższy czas negocjowali pakiet socjalny z Mittalem, by w końcu ulec lobbingowi Ukraińców, proponujących związkowcom bizantyjskie przywileje. Minister Jacek Socha posłusznie uległ sugestiom załogi i podpisał umowę, z kim trzeba. Pracownicy otrzymali 10-letnie gwarancje zatrudnienia, premię prywatyzacyjną i podwyżkę. Ostatecznie pakiet socjalny wart był 881 mln zł. Jest oczywiste, że gdyby był niższy, MSP mogłoby uzyskać więcej do budżetu.
Na wieści z Częstochowy natychmiast zareagowali pracownicy szykowanych do prywatyzacji spółek z grupy Huty Stalowa Wola. Zażądali dla siebie identycznych zobowiązań ze strony inwestorów. Tymczasem ci - m.in. amerykański Ladish - są gotowi na zaledwie 2-letni okres ochronny. Rozmowy zostały zerwane, a związkowcy poprosili ministra skarbu o wstrzymanie prywatyzacji. Co oznacza, że ich zdaniem, nadal podatnicy powinni dopłacać ciężkie miliony do Huty.
Waldemar Rudnik z Sobieskiego Dystrybucji nie ma wątpliwości, że załogi w trakcie procesów prywatyzacyjnych mają zbyt wiele do powiedzenia.
- W normalnych warunkach powinna obowiązywać zasada - ile odpowiedzialności, tyle przywilejów. Tymczasem związkowcy nie biorą odpowiedzialności za nic, a przywileje chcieliby gigantyczne - mówi Rudnik.
Dlaczego więc zdecydował się walczyć o względy załogi? - Cóż, gra się tak, jak przeciwnik pozwala - mówi.
- Gdyby nie obowiązek zawarcia umowy z pracownikami, nasza oferta dla Ministerstwa Skarbu byłaby jeszcze wyższa.


Związkowcy wyręczają ministra

Przykłady firm, w których decyzje prywatyzacyjne podjęły lub chciałyby podjąć załogi
Koksownia Przyjaźń - na sprzedawane przez PKP udziały w tej spółce było dwóch chętnych: Mittal Steel i Jastrzębska Spółka Węglowa. Pierwsza z firm oferowała większe pieniądze, ale załoga Koksowni Przyjaźń zagroziła strajkiem - nie chciała słyszeć o wejściu do spółki Hindusów. Udziały przejęła JSW.

Enea - tuż po opublikowaniu prospektu emisyjnego związkowcy zażądali wycofania wniosku o prywatyzację. Zarzucili zarządowi spółki, że nie zapewnił uczestnictwa przedstawicieli związków zawodowych w procesie przygotowawczym do prywatyzacji oraz nabycia po cenach preferencyjnych kolejnych 15 proc. akcji proponowanych w ofercie publicznej. Od piątku 1 lipca w Enei trwa spór zbiorowy, który może zniweczyć prywatyzację.

Elektrownie Ostrołęka, Kozienice, Dolna Odra - pracownicy sprzeciwiają się prywatyzacji spółki. W maju tego roku zorganizowali pikiety w Warszawie i - jak twierdzą - uzyskali zapewnienie wiceministra skarbu, że odstąpi on od sprzedania akcji tych spółek. Oficjalnych zmian w harmonogramie prywatyzacyjnym tych przedsiębiorstw jednak nie wprowadzono.

PKS Łomża - w zakładowym referendum 90 proc. pracowników opowiedziało się przeciwko prywatyzacji przedsiębiorstwa. Inwestorem miał zostać czołowy operator na rynku przewozów autobusowych - spółka Connex Polska. Jedną z przyczyn sprzeciwu załogi było odrzucenie przez inwestora żądań 5-letnich gwarancji zatrudnienia.

MZEC Świdnica - pracownicy nie zgodzili się na planowaną prywatyzację miejskiej spółki ciepłowniczej, twierdząc, że potencjalny inwestor zwolni część pracowników, a gmina straci wpływ na ceny ciepła.