Mimo niewygórowanych cen kupujących jest niewielu
W Polsce stare zegarki kieszonkowe mają atrakcyjne ceny. Można je kupić już za kilkaset złotych. Na rynku pojawiają się też zegary o historycznej wartości, które na Zachodzie sprzedawane są po kilkakrotnie wyższych cenach. Choć na polskich aukcjach nie znajdują wielu nabywców, antykwariusze są spokojni i utrzymują, że grupa kolekcjonerów czasomierzy wciąż rośnie.
- Zainteresowanie zegarami zawsze było i będzie. Uzależnione jest jednak od stopnia zamożności, bo i ceny są różne. Jedni zbierają rarytasy, inni tańsze, mniej popularne zegary domowe - mówi Sławomir Ilnicki z antykwariatu Kolekcjoner w Poznaniu, organizujący również aukcje. - W każdej grupie zegarów można znaleźć egzemplarze ciekawe, efektowne i pożądane. Jednak tylko ceny najrzadszych rosną - tłumaczy Ilnicki.
- Każdy, kto inwestuje, liczy się z możliwością spieniężenia kupowanego przedmiotu w przyszłości. A trudno jest sprzedać coś, co często pojawia się na rynku. Kolekcjonerzy kupują więc tylko bardzo rzadkie egzemplarze, które zyskują na wartości. Na stare, ale nie będące rarytasami, chętnych nie ma - twierdzi Andrzej Grześkowiak z warszawskiego Salonu Sztuki Dawnej i Współczesnej "Akon".
Mimo niewygórowanych cen w antykwariatach i na aukcjach, kupujących jest niewielu. Na ostatniej, czerwcowej organizowanej przez DA Rempex wystawiono 64 pozycje, ale tylko 11 licytowano, a aż na sześciu zawarto transakcje warunkowe.
Duże emocje wzbudziła sprzedaż zegara podłogowego z początku XVIII wieku, sygnowanego nazwiskiem jednego z najbardziej uznanych zegarmistrzów angielskich - Daniela Quare'a. Zegar wystawiono z ceną 290 tys. zł. Początkowo wydawało się, że jest zgłoszenie po cenie wywoławczej, ale doszło do pomyłki. Ostatecznie nabywca zadeklarował kupno po obniżonej cenie, za 190 tys. zł. Nie znalazł się natomiast chętny na siedemnastowieczny zegar kaflowy za 50 tys. zł, mimo że okazy takie trafiają na rynek niezwykle rzadko.
- Aukcja często jest traktowana jako promocja wystawionych przedmiotów. Wiele z nich jest do kupienia po jej zakończeniu i podlega pertraktacjom cenowym. Niektóre przedmioty znajdują nabywców w ciągu kilku dni, inne np. po pół roku - wyjaśnia Sławomir Ilnicki.
Ceny zegarów wystawianych na polskich aukcjach są niższe niż na Zachodzie, zwłaszcza w porównaniu z aukcjami genewskimi.
- Zdarza się, że na rynek trafiają zegary niedoszacowane, które za granicą byłyby bardzo drogie. Bywa też, że ceny są wyższe - twierdzi Sławomir Ilnicki. - Jeżeli jednak kupimy w Polsce zegar okazyjnie i będziemy go chcieli sprzedać za granicą, musimy uzyskać zezwolenie konserwatora wojewódzkiego - zaznacza antykwariusz. A okazje się zdarzają. Na ubiegłorocznej aukcji Rempeksu zegar stołowy typu bracket z połowy XVIII w., z mechanizmem o naciągu sprężynowym, z łańcuszkiem Galla i ceną wywoławczą 38 tys. zł, nie został kupiony, mimo że na aukcjach zachodnich podobne egzemplarze osiągają ceny trzykrotnie wyższe. Natomiast na ostatniej aukcji poznańskiego antykwariatu Kolekcjoner wystawiono klasyczny angielski zegar szafkowy typu bracket z warsztatu Nortona za 16,5 tys. zł. Ciekawą pozycją był również zegar podróżny z kwadransowym mechanizmem bicia, budzikiem i repetierem, firmowany nazwiskiem Franciszka Czapka. Zegar pochodzi z ok. 1860 roku, a więc z czasów, gdy wygasła już umowa Czapka z Patkiem. Gdyby powstał wcześniej, jego cena byłaby prawdopodobnie znacznie wyższa. Nazwisko Patek od lat elektryzuje bowiem kolekcjonerów z całego świata. W genewskim Antiquorum w listopadzie ubiegłego roku padł rekord cenowy za polski zegarek kieszonkowy nr 545 z 1842 roku z firmy Patek i Czapek. Estymacja wynosiła 50-70 tys. franków szwajcarskich, ale po zaciekłej walce cena wzrosła do 149 250 franków.
Dotychczas najbardziej pożądane zegarki kojarzyły się z firmą Patek Philippe. W ostatnich miesiącach okazało się jednak, że podobne ceny zaczynają osiągać produkty sygnowane Vacheron & Constantin. Na ubiegłorocznej październikowej aukcji Antiquorum sprzedano czasomierz tej marki za 100 tys. franków. Dwa lata wcześniej jego cena aukcyjna wynosiła "zaledwie" 33 tys. franków. Była to z pewnością jedna z lepszych inwestycji - nie tylko na rynku zegarów.
Do kupienia:
- Garnitur kominkowy, Niemcy, XIX w., Ostoya, Galeria na Grodzkiej, Kraków, cena: 17 tys. zł
- Garnitur kominkowy, Francja, XIX w., Panorama Art Gallery, Warszawa, cena: 28 tys. zł
- Zegarek kieszonkowy męski Doxa, szwajcarski, lata 30. XX w., złoto pr. 3, masa brutto 63,4 g, Arlo - Antyki - Dzieła Sztuki, Warszawa, cena: 2,2 tys. zł
- Zegarek IWC Schaffhausen z lat 30., Leszek Wąs - Sztuka i Antyki, Bielsko-Biała, cena: 3,6 tys. zł
- Zainteresowanie zegarami zawsze było i będzie. Uzależnione jest jednak od stopnia zamożności, bo i ceny są różne. Jedni zbierają rarytasy, inni tańsze, mniej popularne zegary domowe - mówi Sławomir Ilnicki z antykwariatu Kolekcjoner w Poznaniu, organizujący również aukcje. - W każdej grupie zegarów można znaleźć egzemplarze ciekawe, efektowne i pożądane. Jednak tylko ceny najrzadszych rosną - tłumaczy Ilnicki.
- Każdy, kto inwestuje, liczy się z możliwością spieniężenia kupowanego przedmiotu w przyszłości. A trudno jest sprzedać coś, co często pojawia się na rynku. Kolekcjonerzy kupują więc tylko bardzo rzadkie egzemplarze, które zyskują na wartości. Na stare, ale nie będące rarytasami, chętnych nie ma - twierdzi Andrzej Grześkowiak z warszawskiego Salonu Sztuki Dawnej i Współczesnej "Akon".
Mimo niewygórowanych cen w antykwariatach i na aukcjach, kupujących jest niewielu. Na ostatniej, czerwcowej organizowanej przez DA Rempex wystawiono 64 pozycje, ale tylko 11 licytowano, a aż na sześciu zawarto transakcje warunkowe.
Duże emocje wzbudziła sprzedaż zegara podłogowego z początku XVIII wieku, sygnowanego nazwiskiem jednego z najbardziej uznanych zegarmistrzów angielskich - Daniela Quare'a. Zegar wystawiono z ceną 290 tys. zł. Początkowo wydawało się, że jest zgłoszenie po cenie wywoławczej, ale doszło do pomyłki. Ostatecznie nabywca zadeklarował kupno po obniżonej cenie, za 190 tys. zł. Nie znalazł się natomiast chętny na siedemnastowieczny zegar kaflowy za 50 tys. zł, mimo że okazy takie trafiają na rynek niezwykle rzadko.
- Aukcja często jest traktowana jako promocja wystawionych przedmiotów. Wiele z nich jest do kupienia po jej zakończeniu i podlega pertraktacjom cenowym. Niektóre przedmioty znajdują nabywców w ciągu kilku dni, inne np. po pół roku - wyjaśnia Sławomir Ilnicki.
Ceny zegarów wystawianych na polskich aukcjach są niższe niż na Zachodzie, zwłaszcza w porównaniu z aukcjami genewskimi.
- Zdarza się, że na rynek trafiają zegary niedoszacowane, które za granicą byłyby bardzo drogie. Bywa też, że ceny są wyższe - twierdzi Sławomir Ilnicki. - Jeżeli jednak kupimy w Polsce zegar okazyjnie i będziemy go chcieli sprzedać za granicą, musimy uzyskać zezwolenie konserwatora wojewódzkiego - zaznacza antykwariusz. A okazje się zdarzają. Na ubiegłorocznej aukcji Rempeksu zegar stołowy typu bracket z połowy XVIII w., z mechanizmem o naciągu sprężynowym, z łańcuszkiem Galla i ceną wywoławczą 38 tys. zł, nie został kupiony, mimo że na aukcjach zachodnich podobne egzemplarze osiągają ceny trzykrotnie wyższe. Natomiast na ostatniej aukcji poznańskiego antykwariatu Kolekcjoner wystawiono klasyczny angielski zegar szafkowy typu bracket z warsztatu Nortona za 16,5 tys. zł. Ciekawą pozycją był również zegar podróżny z kwadransowym mechanizmem bicia, budzikiem i repetierem, firmowany nazwiskiem Franciszka Czapka. Zegar pochodzi z ok. 1860 roku, a więc z czasów, gdy wygasła już umowa Czapka z Patkiem. Gdyby powstał wcześniej, jego cena byłaby prawdopodobnie znacznie wyższa. Nazwisko Patek od lat elektryzuje bowiem kolekcjonerów z całego świata. W genewskim Antiquorum w listopadzie ubiegłego roku padł rekord cenowy za polski zegarek kieszonkowy nr 545 z 1842 roku z firmy Patek i Czapek. Estymacja wynosiła 50-70 tys. franków szwajcarskich, ale po zaciekłej walce cena wzrosła do 149 250 franków.
Dotychczas najbardziej pożądane zegarki kojarzyły się z firmą Patek Philippe. W ostatnich miesiącach okazało się jednak, że podobne ceny zaczynają osiągać produkty sygnowane Vacheron & Constantin. Na ubiegłorocznej październikowej aukcji Antiquorum sprzedano czasomierz tej marki za 100 tys. franków. Dwa lata wcześniej jego cena aukcyjna wynosiła "zaledwie" 33 tys. franków. Była to z pewnością jedna z lepszych inwestycji - nie tylko na rynku zegarów.
Do kupienia:
- Garnitur kominkowy, Niemcy, XIX w., Ostoya, Galeria na Grodzkiej, Kraków, cena: 17 tys. zł
- Garnitur kominkowy, Francja, XIX w., Panorama Art Gallery, Warszawa, cena: 28 tys. zł
- Zegarek kieszonkowy męski Doxa, szwajcarski, lata 30. XX w., złoto pr. 3, masa brutto 63,4 g, Arlo - Antyki - Dzieła Sztuki, Warszawa, cena: 2,2 tys. zł
- Zegarek IWC Schaffhausen z lat 30., Leszek Wąs - Sztuka i Antyki, Bielsko-Biała, cena: 3,6 tys. zł