Zanim zaszczeka cyfrowy pies

Zanim zaszczeka cyfrowy pies

Dodano:   /  Zmieniono: 
Łatwiej dziś przewidzieć, z jakich technologii będziemy korzystać za pięć lat, niż prognozować, które firmy wyjdą zwycięsko z walki konkurencyjnej. Zmiany na rynku są nieuchronne
Wyobraźcie sobie elektronicznego psa - skrzyżowanie pudla z foksterierem wypełnionego mikroprocesorami, z wbudowaną kamerą cyfrową i superczułymi mikrofonami. Takie właśnie cyberzwierzę, a nie możliwości central telefonicznych nowej generacji, jest dumą naukowców pracujących dla British Telecom (BT). Szefowie tej firmy nie mają wątpliwości, że ich przyszłością jest bogata oferta usług opartych na szerokopasmowym internecie i rozwiązaniach bezprzewodowych. Ich elektroniczny czworonóg to nie ekstrawagancka zabawka, ale urządzenie, które może kontrolować, co się dzieje np. w mieszkaniu. Do właściciela obraz dociera za pomocą sieci bezprzewodowej przez 24 godziny na dobę. Badacze z BT usilnie pracują nad tym, aby urządzenie, które dziś kosztuje 15 tys. funtów, było 15 razy tańsze.
Elektroniczny pies, koncepcja cyfrowego domu, gdzie urządzenia elektroniczne są nadzorowane i zarządzane zdalnie, szpitale, w których wydawanie i dozowanie leków kontrolowane jest elektronicznie, to tylko niektóre z projektów, których wdrożenie za kilka lat ma przynieść brytyjskiemu telekomowi spore zyski. Projekty te są realizowane w ramach strategii "XXI Century Network".


Jedna oferta
Także w Polsce firmy telekomunikacyjne zdają sobie sprawę z tego, że przyszłość to połączenie w ofercie usług komórkowych, stacjonarnych, dostępu do internetu i telewizji. Takie rozwiązanie z jednej strony pozwala na obniżkę kosztów, z drugiej daje szansę na zwiększenie przychodów.
- W ciągu pięciu lat branże telekomunikacyjna, informatyczna i multimedialna (rozrywkowa) zaczną bardzo mocno się przenikać - nie ma wątpliwości Karol Wołkowiński, prezes Telefonii Dialog. Jego zdaniem, wygrają ci operatorzy, którzy zaoferują klientom wszystkie typy usług telekomunikacyjnych (stacjonarne, mobilne i szybki internet). - Łączenie tych usług w pakiety doprowadzi do powstania rozwiązań konwergentnych - skierowanych zarówno dla użytkowników indywidualnych, jak i biznesowych - uważa prezes. W efekcie klient będzie dysponował jednym urządzeniem łączącym w sobie funkcje komórki, telefonu stacjonarnego i komputera.
Oferty operatorów będą więc obejmować nowe usługi, takie jak wideorozmowy, transmisję filmów czy programów telewizyjnych za pośrednictwem łączy szerokopasmowych. Znajdą się w nich także inteligentne zdalnie sterowane sieci teleinformatyczne łączące z sobą wszystkie elektroniczne urządzenia domowe lub biurowe. W takich właśnie rozwiązaniach Karol Wołkowiński upatruje wielkiej szansy dla swojej firmy.
- Już za kilka lat połączenia kierowane będą bezpośrednio do klienta. W domu osiągalny on będzie dzięki szybkiemu łączu internetowemu, w biurze lub w podróży za pośrednictwem łączności komórkowej - wyjaśnia Jarosław Roszkowski, dyrektor generalny Crowley Data Poland. Z kolei Grzegorz Smolicz, dyrektor pionu telekomunikacyjnego w Unisys Polska, uważa, że za pięć lat powszechnie stosowana będzie telefonia IP, umożliwiająca prowadzenie rozmów za pośrednictwem internetu. Powszechnym zjawiskiem będzie także przenoszenie się klientów do operatorów oferujących tańsze usługi bez zmiany numeru telefonu. Niewykluczone, że doczekamy się także wspólnej książki telefonicznej. Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że klienci indywidualni będą mogli się cieszyć kompleksową ofertą rozrywkową zawierającą filmy, muzykę i gry.
- Wykształca się nowy typ usług łączący z rozrywkę z przesyłaniem informacji. Będzie to najszybciej rosnący segment usług telekomunikacyjnych - uważa Jan Moszczyński, dyrektor sektora telekomunikacji w firmie konsultingowej Infovide.


Niepewny los TP SA
Przedstawiciele branży są znacznie mniej zgodni co do przyszłej pozycji czołowych firm na rynku telekomunikacyjnym. Rynek połączeń stacjonarnych będzie z pewnością tracił na znaczeniu, jednak w tym świetle przyszłość Telekomunikacji Polskiej SA nie dla wszystkich jest oczywista. Robert Nowak z firmy konsultingowej Booz Allen Hamilton twierdzi, że za pięć lat przedsiębiorstwo to nadal będzie dominować na rynku, choć może stracić nieco udziałów w wyniku upowszechniania się technologii UMTS oraz aktywności telewizji kablowych.
Tego poglądu nie podziela Grzegorz Smolicz z Unisysa. - Za pięć lat znajdziemy się u szczytu fali fuzji i przejęć, a TP SA może być łakomym kąskiem. - Rynek zdominują bowiem 2-3 firmy z kompletną ofertą obejmującą rozmowy, przysyłanie danych, plików wideo, internet przy zapewnieniu klientowi pełnej mobilności - wyjaśnia nasz rozmówca.
Krzysztof Maciuszko, prezes firmy Eisei Pirst zajmującej się audytem telekomunikacyjnym, twierdzi z kolei, że wiele będzie zależało od postawy Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Jego zdaniem, jeśli instytucja ta zdecyduje się na uwolnienie rynku, do Polski błyskawicznie wkroczą wielkie zagraniczne koncerny telekomunikacyjne. Wtedy TP SA może się podzielić na mniejsze firmy regionalne, co uniezależni ją od dyrektyw regulatora. - Spółki wywodzące się z TP SA wciąż będą jednak zajmowały większą część rynku - podkreśla Maciuszko.
Operatorom alternatywnym nie będzie więc łatwo walczyć z kolosem. Jan Moszczyński z Infovide nie ma wątpliwości, że w średnim segmencie rynku telekomunikacyjnego konsolidacja jest nieunikniona. - Znaczącą rolę w tym procesie będzie odgrywać najprawdopodobniej największa firma tego rynku - Netia - uważa. W grupie alternatywnych operatorów przedsiębiorstwo to dysponuje bowiem największą liczbą atutów. - Firmy niemające w ofercie cyfrowej transmisji danych w długim okresie nie mają szans - twierdzi Robert Nowak z Booz Allen Hamilton.
Walkę z dominacją TP SA zapowiada Karol Wołkowiński:
- W 2010 roku TP SA utraci część rynku na korzyść skonsolidowanych operatorów alternatywnych. Firmy te zwiększą zasięg działania, wykorzystają efekt skali, zredukują koszty i znacząco wzmocnią swoją pozycję rynkową - mówi prezes Dialogu.
Andrzej Dąbrowa, wiceprezes TelePolski, nie ma wątpliwości, że najbliższe dwa lata zweryfikują, kogo stać na to, by dalej być operatorem telefonii stacjonarnej.


Komórkowcy do przodu
O wiele spokojniej spać mogą operatorzy telefonii mobilnej. - Rynek nadal będzie się rozwijał kwitnąco dzięki niskiemu nasyceniu usługami sektora klientów indywidualnych, relatywnie wysokim marżom i możliwości inwestowania w rynek usług dla firm. Wzrost będzie wsparty promocją innowacji w rodzaju UMTS - uważa Jarosław Roszkowski z Crowleya. Dzięki pojawieniu się operatorów wirtualnych konkurencja jednak nieco się zaostrzy, a skorzystają na tym klienci. Wpłynie to z jednej strony na spadek cen i marż, a z drugiej na poszerzenie oferty dla firm i klientów indywidualnych.
Z nieco mniejszym optymizmem wypowiada się Jan Moszczyński z Infovide. Jego zdaniem, URTiP nie wykazuje determinacji i siły niezbędnej do złamania dominacji trzech naszych operatorów telefonii mobilnej. - Mimo ostatnio rozstrzygniętego przetargu nie należy się spodziewać istotnych zmian w poziomie cen oferowanych klientom. Wzrost trójki operatorów GSM będzie mniej dynamiczny - uważa Moszczyński.
W tej sytuacji optymizm operatorów telefonii komórkowej jest w pełni uzasadniony. - W 2010 r. Polska Telefonia Cyfrowa zachowa pozycję lidera na rynku, będzie wyznaczała strategiczne kierunki i stanowiła swego rodzaju punkt referencyjny dla innych operatorów - zapewnia Witold Pasek, rzecznik właściciela sieci Era. Przyznaje, że konkurencja będzie ostrzejsza, a tak spektakularne sukcesy jak ubiegłoroczne wprowadzenie na rynek Heyah trudno będzie powtórzyć. Jednak co ciekawe, także on największe zagrożenie dla rozwoju i stabilności tego rynku widzi w działaniach URTiP, który - jego zdaniem - ingeruje w mechanizmy konkurencyjne bez odpowiedniej wiedzy o rynku i zrozumienia konsekwencji tych działań.
Generalnie jednak - jak twierdzi Krzysztof Maciuszko z Eisei Pirst - walka w tym segmencie rynku będzie w mniejszym stopniu polegała na oferowaniu niższych cen, a w większym na wyścigu technologicznym. Większość zapytanych przez nas przedstawicieli branży uważa, że współczynnik penetracji telefonii komórkowej w 2010 r. przekroczy w Polsce 90 proc.
Z pewnością upowszechni się też UMTS. W tę technologię operatorzy już inwestują i nadal będą to robić. - UMTS może wiele zmienić w ofercie, gdyż pozwala uzupełnić ją o wideotelefonię, szybką transmisję danych i dużą liczbę usług dodanych - mówi Jarosław Roszkowski.


Klient wyda więcej
Nikt nie ma wątpliwości, że w ostatecznym rozrachunku w 2010 r. najwięcej zyskają klienci. Czego więc można się spodziewać za pięć lat? - Wygodnej i przyjemnej obsługi za ryczałtową opłatę - odpowiada Grzegorz Smolicz z Unisysa. Jan Moszczyński z Infovide przewiduje, że ceny połączeń telekomunikacyjnych będą spadać, a abonenci mogą oczekiwać ciekawej oferty rozrywkowej wykorzystującej komórki. Witold Pasek z PTC Era ocenia, że nie tylko taryfy będą coraz tańsze, choć w mniejszym zakresie niż w ciągu ostatnich 3-5 lat. Mniej kosztować będą także same telefony, choć operatorzy będą rezygnowali z ich subsydiowania.
Obniżka taryf nie oznacza jednak, że na usługi telekomunikacyjne statystyczny Kowalski będzie wydawać mniej. Wręcz przeciwnie - pojawią się nowe usługi, produkty, a operatorzy komórkowi zrobią wszystko, aby przekonać klientów o tym, że są atrakcyjne i niezbędne. Sytuacja statystycznego Kowalskiego zmieni się więc tak, że jeśli dziś, korzystając z telefonii komórkowej, stacjonarnej, internetu i telewizji kablowej, płaci cztery oddzielne rachunki w wysokości mniej więcej 400 zł, to za pięć lat będzie miał do uregulowania tylko jeden, ale za to na 500-600 zł. To właśnie pozwoli operatywnym telekomom wyjść na swoje.



Telefony przyszłości

Mobilne telefony przekształcą się w podręczne centra rozrywki. Niewykluczone, że urządzenia te będą wykorzystywać pamięci holograficzne, które pozwolą na zapisywanie danych w przestrzeni trójwymiarowej. Dla zobrazowania możliwości tej technologii wystarczy wyjaśnić, że w sześcianie takiej pamięci wielkości kostki cukru można pomieścić 1 terabajt danych, czyli 1000 gigabajtów.
Jednocześnie rosną wymagania dotyczące pojemności baterii w telefonach komórkowych. Będą one musiały wytrzymywać więcej cykli rozładowań przy znacznym skróceniu czasu samego ładowania. Naukowcy na całym świecie poszukują nowych rozwiązań tego typu. Przykładem może być Toshiba, gdzie opracowano baterie Advanced Lithium Batteries (ALB) - znacznie lżejsze od standardowych akumulatorów litowo-jonowych. Grubość tych ostatnich to mniej więcej 5 mm, ALB mają tylko 1 mm. Kolejnym ciekawym rozwiązaniem są baterie cynkowe, które do działania potrzebują tlenu. Firma Electric Fuel Corporation oferuje tego typu podzespoły do większości popularnych modelów telefonów komórkowych. Baterie te mają orientacyjną pojemność około 3300 mAh, czyli od 3 do 5 razy więcej niż standardowe akumulatory. Kłopot w tym, że są jednorazowe.
Wysokiej jakości wyświetlacze w telefonach komórkowych (niezbędne do oglądania telewizji, filmów wideo, grania w internecie, przeglądania stron WWW) to kolejne pole zmagań dla producentów aparatów. Chodzi o to, aby zagwarantować użytkownikom jak największy komfort, a to można osiągnąć, jedynie zwiększając rozmiar wyświetlacza. Niewykluczone, że wkrótce pojawią się elastyczne ekrany, które w razie potrzeby będzie można rozwijać. Znacznie łatwiejsze wydaje się jednak zbudowanie specjalnych okularów z małym ekranem o wysokiej rozdzielczości.
W przyszłości obudowy telefonów komórkowych mogą być produkowane z materiałów ulegających biodegradacji. Takie rozwiązanie zostało już opracowane przez inżynierów na Uniwersytecie Warwick. Obudowa zawiera nasiona, z których po wysadzeniu do ziemi wyrastają kwiaty. Do stworzenia obudowy telefonu wykorzystano nowy rodzaj polimeru biodegradowalnego, który po zakopaniu rozkłada się w ciągu dwóch tygodni. Nasiona są wszczepione w obudowę, co zabezpiecza je przed kiełkowaniem, zanim część nie zacznie się rozkładać.
Dzięki nanotechnologii i nanomateriałom możliwe będzie dalsze zmniejszanie masy telefonów, miniaturyzacja wielu elementów, zwiększenie ich funkcjonalności, pojemności baterii i ich trwałości. Niewykluczone, że w przyszłości telefony staną się tak małe, że będzie je można nosić na palcu jak pierścionki.



Rozmowa z Ianem Pearsonem, futurologiem
Czas dla graczy z refleksem


Ian Pearson, główny futurolog British Telecom. Absolwent matematyki stosowanej i fizyki teoretycznej uniwersytetu w Belfaście. Z BT związany od 1985 r. Pracę rozpoczął w dziale badań, a od 1992 r. zajmuje się przewidywaniem trendów technologicznych i ich wpływem na życie społeczne. Pearson to autor wielu artykułów i książek; jest m.in. współautorem Business 2010: Mapping the New Commercial Landscape.

- Czego jako klienci możemy się spodziewać ze strony firm telekomunikacyjnych za pięć lat?
- Sądzę, że stawki taryfowe za rozmowy telefoniczne w telefonii stacjonarnej przejdą do lamusa, a większość klientów będzie mogła dzwonić "za darmo" w ramach pakietów. Można się też spodziewać, że tańsze będą opłaty za rozmowy w telefonii mobilnej.

- Jakie technologie będą stosowane i z jakich usług będą mogli korzystać klienci?
- W większości przyłączy telekomunikacyjnych wciąż będzie stosowana technologia oparta na kablach miedzianych, jednak do nowych budynków doprowadzane będą światłowody. Podłączenie abonentów do terminali będzie realizowane drogą radiową, czyli bez pośrednictwa kabla. Ma to swoje zalety, bo użytkownicy wychodząc z domu, będą mogli wziąć aparat i przełączyć go na linię mobilną.

- Na które trendy z już obecnych w telekomunikacji należy zwrócić szczególną uwagę?
- Klienci skorzystają na konwergencji telefonii stacjonarnej i mobilnej. Na fali są i wciąż będą usługi szerokopasmowe. Te firmy, które nie będą w stanie zaproponować swoim klientom takiej oferty, przestaną się liczyć na rynku. Chcąc sprostać wymaganiom abonentów, którzy oczekują kompleksowej obsługi w domu, pracy i podczas podróży, przedsiębiorstwa telekomunikacyjne będą zmuszone do fuzji i strategicznych aliansów.

- Jaką strategię powinny przyjmować firmy telekomunikacyjne, by za pięć lat znaleźć się w grupie rynkowych zwycięzców?
- Za pięć lat abonenci będą używać telefonów o ogromnej pamięci i z dużymi wyświetlaczami. Urządzenia te będą bardzo szybkimi maszynkami do gier i urządzeniami do specjalistycznych zadań w pracy. To oczywiście pociąga za sobą spore wymagania w stosunku do sieci telekomunikacyjnych. Rozwijać się będą technologie GPS, umożliwiające nie tylko nawigację, ale i dokładną lokalizację klientów. Rozwiązania te stwarzają nowe możliwości dla telekomów, które powinny zapewnić im efekt finansowy rekompensujący spadek stawek za połączenia.

- Na czym firmy będą najwięcej zarabiać?
- Największe zyski będą przenosić nowe usługi, podczas gdy dochody z usług tradycyjnych będą marginalne. Klienci biznesowi coraz bardziej będą zwracać uwagę na bezpieczeństwo, coraz mniejszą ochotę będą mieli na samodzielne zajmowanie się swoimi systemami IT. Będą woleli skoncentrować na tym, na czym znają się najlepiej. Chętnie więc zapłacą za wszelkie narzędzia czy serwisy, które usprawnią im pracę i zarządzanie. Podobnie klienci indywidualni za usługi, które uatrakcyjnią im życie.

- W co zatem powinny inwestować telekomy?
- W łączenie usług telefonii stacjonarnej z mobilną i w zwiększanie przepustowości sieci. Firmy telekomunikacyjne powinny także aktywnie szukać partnerów mających dobrą bazę klientów, ponieważ kanał sprzedaży ich usług będzie o wiele bardziej zróżnicowany i rozbudowany niż obecnie. Operatorzy sieci będą się koncentrować na sprzedaży hurtowej. Bezwzględnie muszą też rozwijać usługi o wartości dodanej, takie jak zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom.

- A czy na przykład firmy energetyczne, które często mają odpowiednią infrastrukturę, by móc klientom zaoferować usługi komunikacyjne i interaktywne, nie powinny się bardziej zaangażować na rynku telekomunikacyjnym?
- Nie tylko one mają taką szansę. Dziś stopień elastyczności na rynku telekomunikacyjnym jest tak wysoki, że wkrótce mogą się na nim pojawić nawet supermarkety. Coraz większego znaczenia nabierają bowiem dostęp i dobre relacje z klientami.

- Jaką radę dałby Pan dziś szefowi firmy telekomunikacyjnej, który chce, by za pięć lat jego przedsiębiorstwo było konkurencyjne, zyskowne i innowacyjne?
- Kluczem do sukcesu na tym rynku jest szybkość reakcji. Wszystko błyskawicznie się zmienia i dlatego nie można się skupiać na jednej konkretnej technologii. Należy dokładnie śledzić potrzeby klientów i wdrażać rozwiązania, które najlepiej spełniają ich oczekiwania. Trzeba być gotowym przestawić się na nowszą i lepszą technologię, gdy tylko pojawi się ona na rynku.
Rozmawiał Marek Jaślan



Zwycięskie technologie

80 proc. technologii, które w ciągu 10 lat staną się powszechne, nie zostało jeszcze wynalezionych. Można jednak wskazać na kilka rozwiązań, które wejdą do użycia:

HDTV (High Definition TeleVision) - telewizja wysokiej rozdzielczości; standard wyróżniający się formatem 16:9 i znacznie wyższą jakością obrazu w porównaniu z telewizją konwencjonalną.

Mobilny VoIP - technologia transmisji dźwięku wykorzystująca używany w internecie protokół IP. Z tego rozwiązania coraz chętniej korzystają użytkownicy stacjonarnych linii telefonicznych. Zdaniem Roberta Nowaka z Booz Allen Hamilton, wprowadzenie ok. 2010 roku VoIP w wersji mobilnej może wstrząsnąć rynkiem telekomunikacyjnym, doprowadzając do spadku przychodów firm telekomunikacynych z usług głosowych i SMS.

SIP (Session Initiation Protocol) - prosty, pakietowy, tani protokół komunikacji głosowej zapewniający pełną konwergencję telekomunikacji mobilnej, internetowej i stacjonarnej. Rozwiązanie to pozwala na zestawianie połączeń głosowych, wideo i danych między urządzeniami IP. Dzięki wsparciu komitetów normalizacyjnych na całym świecie oraz łatwości wykorzystania przez programistów protokół SIP pozwala operatorom telekomunikacyjnym na szybkie wprowadzanie nowych i dochodowych usług. Umożliwia również wdrożenie w sieciach operatorskich nowych aplikacji multimedialnych oraz obsługę nowych urządzeń, takich jak oparte na SIP inteligentne telefony IP.

WiMAX - następca Wi-Fi. Ta właśnie technologia ma sprawić, że idea powszechnego szerokopasmowego bezprzewodowego dostępu do sieci znajdzie się w zasięgu zwykłego klienta. Nominalny zasięg nadajnika WiMAX to 50 km, a przepustowość to 75Mbit/s. Na WiMAX stawia Intel. Pierwsze notebooki z tym rozwiązaniem firma zaoferowuje już w 2006 r.