Wiatr ze Wschodu

Dodano:   /  Zmieniono: 
W halach żerańskiej fabryki powiało optymizmem. Czy nie za wcześnie ?
Mamy sześć lat spokoju - cieszy się w rozmowie z BusinessWeekiem wiceprzewodniczący "Solidarności" w FSO Franciszek Piotrowski. Dlaczego? Z odpowiedzią na to pytanie miał już problem. Ukraińcy spłacili kilkadziesiąt milionów długu FSO, wprowadzili swojego przedstawiciela do rady nadzorczej i zarządu oraz przedstawili ambitne plany.
Fakty jednak są takie, że umowa podpisana pod koniec czerwca między AwtoZAZ a Ministerstwem Skarbu Państwa jest umową warunkową, zgody muszą wydać UOKiK oraz MSWiA. 19,9 proc. udziałów w FSO nadal jest własnością Skarbu Państwa. Jak powiedziała nam Agnieszka Dłuska z biura prasowego Ministerstwa Skarbu, "umowa stanie się ważna za kilka dni". Za pakiet akcji Ukraińcy zapłacili 100 zł.
Optymizm załogi i zarządu, którym kieruje Janusz Woźniak, opiera się wyłącznie na wierze w realizację przedstawionych przez AwtoZAZ planów. Tegoroczna produkcja 75 tys. wozów niemal w całości przeznaczona jest na rynek ukraiński. W kolejnych latach powinna wzrosnąć odpowiednio do 90 tys. i 155 tys. Moce wytwórcze żerańskiej fabryki to 250 tys. aut rocznie.
Na przełomie 2006 i 2007 roku na taśmy ma wejść nowy model auta. Do jesieni przyszłego roku FSO ma prawa do modeli Lanos i Matiz, a zgodnie z umową z General Motors, do połowy 2007 roku może handlować tymi wozami.
Lista wątpliwości dotyczących przyszłości FSO jest jednak długa. Po pierwsze, AwtoZAZ nie dał w umowie żadnej gwarancji odbierania żerańskiej produkcji. Po drugie, może wyprowadzić majątek spółki - w postaci nowoczesnej lakierni i tłoczni - na Ukrainę. Ma to tym większy sens, że do wyprodukowanych w Polsce karoserii AwtoZAZ montuje już u siebie silniki o pojemności 1,4 litra. Kto może zabronić takiego posunięcia? - To byłoby wrogie przejęcie. Rząd i media do tego by nie dopuściły - naiwnie wierzy Piotrowski. Domkiem z kart mogą się okazać też plany uruchomienia produkcji nowego modelu. Jego koszt to co najmniej kilkaset milionów dolarów.
Trzeba też postawić pytanie o przyszłość rynkową FSO. - Od mniej więcej trzech lat rynek ukraiński jest odbiorcą ok. 90 proc. produkcji Żerania. AwtoZAZ zapowiada rozwój zakładów FSO, wprowadzenie nowych modeli, wzrost zatrudnienia, jednak rynek ukraiński może się okazać zbyt mały, aby wchłonąć import większej liczby aut niż obecnie - ocenia David Green, szef zespołu ds. sektora motoryzacyjnego PricewaterhouseCoopers. Analityk uważa, że Ukraińcy będą musieli szukać nowych rynków zbytu. - Jeżeli z taśm Żerania zaczną zjeżdżać auta wyższej jakości, dla odbiorcy z Ukrainy mogą okazać się zbyt drogie. Wtedy proces ekspansji na inne rynki będzie zapewne przyspieszony - uważa ekspert.
Inwestor nie zawarł też z załogą umowy dotyczącej nowego pakietu socjalnego. W FSO obowiązuje układ zbiorowy zawarty osiem lat temu. Ma obowiązywać do końca 2009 roku. Przewiduje m.in. roczną waloryzację wynagrodzeń załogi liczącej 2200 pracowników. Jednak od sześciu lat żadnych podwyżek płac w spółce nie było. Średnie wynagrodzenie brutto wynosi 2300 zł.
Pracownicy szansy upatrują w regularnej produkcji, która prowadzona jest przez pięć dni w tygodniu na dwie zmiany.
Wiatr ze wschodu sprawił, że atmosfera na Żeraniu znacznie się ociepliła, to jednak za mało, aby mówić o pewnym uratowaniu spółki.

Inwestor z Ukrainy
AwtoZAZ z siedzibą w Zaporożu powstał w 1994 r. na bazie przedsiębiorstwa państwowego Zaporoska Fabryka Samochodów. Niegdyś była to Fabryka Maszyn Rolniczych, założona w 1863 r. przez niemieckiego osadnika Abrahama Koopa. Właścicielami są: Otwarta Spółka Akcyjna AwtoZAZ i Kompania Finansowo-Inwestycyjna Hirsh & Cie zarejestrowana w Szwajcarii. Spółka ma 60 oddziałów na Ukrainie. W 2004 r. wyprodukowała 126 tys. samochodów, prowadzi także sprzedaż innych marek. Zatrudnia 15 tys. osób.