Po dwóch rozczarowujących kwartałach dane o wzroście gospodarczym w trzecim kwartale (3,7 proc.) okazały się znacznie lepsze, niż oczekiwano. Mimo że jedna jaskółka wiosny nie czyni - czy może biorąc pod uwagę obecną porę roku, pierwszy śnieg nie oznacza jeszcze zimy - tym razem śmiało można stwierdzić, że najgorsze już za nami
Tempo wzrostu PKB powróciło na ścieżkę stabilnego wzrostu i mimo że popyt wewnętrzny pozostawia wciąż wiele do życzenia, pojawiły się wyraźne przesłanki wskazujące na jego poprawę w przyszłości.
Według ostatnich szacunków GUS, popyt krajowy wzrósł realnie o 1,6 proc. w stosunku do analogicznego okresu przed rokiem. Ktoś mógłby skomentować: żadna rewelacja, skoro w ubiegłym roku popyt krajowy wzrósł o 6 proc. Jednak biorąc pod uwagę to, iż w poprzednim okresie odnotowano spadek popytu o 0,5 proc., ostatnie dane wskazują na wyraźne przyspieszenie. Warto przy okazji dodać, że wzrost popytu krajowego był dodatkowo obciążony niekorzystnym efektem bazowym, wynikającym ze znacznego wzrostu zapasów przed rokiem.
Z tego samego powodu całkowite inwestycje miały umiarkowany wzrost, mimo że nakłady na środki trwałe - ich główny składnik - zwiększyły się o 5,7 proc. rok/do roku z 3,8 proc. w poprzednim okresie.
Trzeba jednak wspomnieć o konsumpcji, drugiej składowej popytu krajowego. Po okresie dość znaczącego spowolnienia (I połowa roku), konsumpcja prywatna przyspieszyła do 2,7 proc. r./r., zbliżając się tym samym do średniej w ostatnim pięcioleciu (2,9 proc.). Do wzrostu wydatków konsumpcyjnych przyczyniła się wyraźna poprawa na rynku pracy. Rosnące wynagrodzenia i zatrudnienie poprawiły nastroje konsumenckie i zachęciły do wzrostu wydatków. O tym, że poprawa funduszu wynagrodzeń od razu przekłada się na wzrost konsumpcji, nikogo przekonywać nie trzeba.
Dane mówią same za siebie. W trzecim kwartale br. realny fundusz płac wzrósł o 3 proc. wobec 1,3 proc. w poprzednich dwóch kwartałach, a sprzedaż detaliczna wzrosła odpowiednio o 6,1 proc. i 2,3 proc.
Prognozy na kolejne kwartały są jeszcze bardziej optymistyczne. Handlowcy już zacierają ręce, licząc, że dopłaty bezpośrednie dla rolników, waloryzacja rent i emerytur, podwyżki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw oraz dodatkowe świadczenia społeczne, tj. becikowe, z pewnością będą stymulować dalszy wzrost spożycia prywatnego.
Również zapowiedzi rządu dotyczące wzrostu absorpcji środków z UE (obecnie 4 proc.), program budowy mieszkań, czy rekordowo niski poziom stóp procentowych powinny wspierać popyt inwestycyjny. Wprawdzie ostatnie dane GUS nie wskazują jeszcze na przełom w inwestycjach, jednak wygląda na to, że może do niego dojść już
w pierwszej połowie przyszłego roku.
Kwestie dotyczące handlu zagranicznego, mimo głównej roli eksportu netto dla tegorocznego wzrostu PKB, celowo pozostawiłam na koniec. Nie oznacza to wcale, że ten element globalnego popytu jest mniej ważny, tylko że dalsze perspektywy jego silnego wzrostu stoją pod dużym znakiem zapytania. Nie chodzi tu tylko o wpływ mocnego złotego, gdyż jak dowodziłam na łamach BW, wpływ kursu ma drugorzędne znacznie dla większości eksporterów.
Martwią mnie natomiast skutki zakazów eksportu polskiej żywności do Rosji, które ostatnio kraj ten wprowadził, oraz czarny PR dotykający polskiej żywności w wielu krajach UE. Mimo to wierzę w polskich eksporterów, ufam, że tak jak w czasie kryzysu rosyjskiego pod koniec lat 90., tak i teraz będą potrafili znaleźć nowe rynki dla swoich towarów.
Podsumowując, cieszę sie, że reguła "do trzech razy sztuka" ponownie się sprawdziła. Mam tylko cichą nadzieję, że obserwowane u nas ożywienie gospodarcze będzie trwało dłużej niż trzy kwartały. Osobiście wolałabym, aby trwało przez co najmniej trzy lata!
Według ostatnich szacunków GUS, popyt krajowy wzrósł realnie o 1,6 proc. w stosunku do analogicznego okresu przed rokiem. Ktoś mógłby skomentować: żadna rewelacja, skoro w ubiegłym roku popyt krajowy wzrósł o 6 proc. Jednak biorąc pod uwagę to, iż w poprzednim okresie odnotowano spadek popytu o 0,5 proc., ostatnie dane wskazują na wyraźne przyspieszenie. Warto przy okazji dodać, że wzrost popytu krajowego był dodatkowo obciążony niekorzystnym efektem bazowym, wynikającym ze znacznego wzrostu zapasów przed rokiem.
Z tego samego powodu całkowite inwestycje miały umiarkowany wzrost, mimo że nakłady na środki trwałe - ich główny składnik - zwiększyły się o 5,7 proc. rok/do roku z 3,8 proc. w poprzednim okresie.
Trzeba jednak wspomnieć o konsumpcji, drugiej składowej popytu krajowego. Po okresie dość znaczącego spowolnienia (I połowa roku), konsumpcja prywatna przyspieszyła do 2,7 proc. r./r., zbliżając się tym samym do średniej w ostatnim pięcioleciu (2,9 proc.). Do wzrostu wydatków konsumpcyjnych przyczyniła się wyraźna poprawa na rynku pracy. Rosnące wynagrodzenia i zatrudnienie poprawiły nastroje konsumenckie i zachęciły do wzrostu wydatków. O tym, że poprawa funduszu wynagrodzeń od razu przekłada się na wzrost konsumpcji, nikogo przekonywać nie trzeba.
Dane mówią same za siebie. W trzecim kwartale br. realny fundusz płac wzrósł o 3 proc. wobec 1,3 proc. w poprzednich dwóch kwartałach, a sprzedaż detaliczna wzrosła odpowiednio o 6,1 proc. i 2,3 proc.
Prognozy na kolejne kwartały są jeszcze bardziej optymistyczne. Handlowcy już zacierają ręce, licząc, że dopłaty bezpośrednie dla rolników, waloryzacja rent i emerytur, podwyżki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw oraz dodatkowe świadczenia społeczne, tj. becikowe, z pewnością będą stymulować dalszy wzrost spożycia prywatnego.
Również zapowiedzi rządu dotyczące wzrostu absorpcji środków z UE (obecnie 4 proc.), program budowy mieszkań, czy rekordowo niski poziom stóp procentowych powinny wspierać popyt inwestycyjny. Wprawdzie ostatnie dane GUS nie wskazują jeszcze na przełom w inwestycjach, jednak wygląda na to, że może do niego dojść już
w pierwszej połowie przyszłego roku.
Kwestie dotyczące handlu zagranicznego, mimo głównej roli eksportu netto dla tegorocznego wzrostu PKB, celowo pozostawiłam na koniec. Nie oznacza to wcale, że ten element globalnego popytu jest mniej ważny, tylko że dalsze perspektywy jego silnego wzrostu stoją pod dużym znakiem zapytania. Nie chodzi tu tylko o wpływ mocnego złotego, gdyż jak dowodziłam na łamach BW, wpływ kursu ma drugorzędne znacznie dla większości eksporterów.
Martwią mnie natomiast skutki zakazów eksportu polskiej żywności do Rosji, które ostatnio kraj ten wprowadził, oraz czarny PR dotykający polskiej żywności w wielu krajach UE. Mimo to wierzę w polskich eksporterów, ufam, że tak jak w czasie kryzysu rosyjskiego pod koniec lat 90., tak i teraz będą potrafili znaleźć nowe rynki dla swoich towarów.
Podsumowując, cieszę sie, że reguła "do trzech razy sztuka" ponownie się sprawdziła. Mam tylko cichą nadzieję, że obserwowane u nas ożywienie gospodarcze będzie trwało dłużej niż trzy kwartały. Osobiście wolałabym, aby trwało przez co najmniej trzy lata!