Bliskie spotkania Wschodu z Zachodem

Bliskie spotkania Wschodu z Zachodem

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Wyznania gejszy" to ciąg dalszy fascynacji Hollywood Dalekim Wschodem. Jednak Amerykanów bardziej pociągają produkty marki Hello Kitty niż filozofia Konfucjusza.
Oscary przyznane w 2001 roku "Przyczajonemu tygrysowi, ukrytemu smokowi" przypomniały w Hollywood, że dalekowschodnia cywilizacja to gigantyczna kopalnia pomysłów i inspiracji, które można dobrze sprzedać. Nie przypadkiem na wyspy japońskie swoich bohaterów wysłała Sofia Coppola kręcąc "Między słowami". Światowe sukcesy horrorów "Dark Water" oraz dwóch części "Kręgu" skłoniły amerykańskie wytwórnie do szybkiej ekranizacji ich remake'ów. Martin Scorsese przygotowuje amerykańską wersję azjatyckiego przeboju "Infernal Affairs". A Tom Cruise nie miał żadnych oporów, aby wcielić się w "Ostatniego samuraja".

"Wyznania gejszy" wpisują się w modny nurt kina inspirowanego kultura konfucjańską, ale nie próbują jej w żaden sposób zgłębić. W tym filmie nie ma nic, co zachwycało w literackim pierwowzorze. Siłą napisanych przez Arthura Goldena "Wyznań gejszy" była wartka akcja wzmocniona bardzo dokładnymi opisami tradyjnego stylu życia Japończyków. Autor przez 10 lat przygotowywał się do napisania książki, ale w efekcie uzyskał dzieło, które erudycyjnie zgłębia magię japońskiej kultury. W filmie tego brakuje - są piękne zdjęcia, stylizowane na oryginalne wnętrza i stroje, ale całość sprawia wrażenie dekoracji rodem z japońskiej cepelii, a nie wiernego wizerunku tej kultury. W rezultacie otrzymujemy film bardzo sprawnie zrealizowany, ale pusty. Już więcej o japońskiej kulturze mówią zabawki typu tamagotchi, czy ubrania firmy Hello Kitty niż ten hollywoodzki produkcyjniak.

Agaton Koziński

"Wyznania gejszy" ("Memoirs of a Geisha"), reż. Rob Marshall, USA, 2005