Śledztwo ws. dawnego resortu Kwaśniewskiego

Śledztwo ws. dawnego resortu Kwaśniewskiego

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przekazał lubelskiej prokuraturze apelacyjnej polecenie wszczęcia śledztwa w sprawie kierowanego przez Aleksandra Kwaśniewskiego Komitetu ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej.
Ziobro, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w Warszawie podkreślił, że wszczęcie postępowania nie przesądza, że doszło do  przestępstwa. Pytany o kwalifikację prawną domniemanego przestępstwa, Ziobro odparł, że to zadanie dla prokuratora, który zajmie się tym śledztwem. Dodał, że jego zdaniem w grę wchodzić może "zagarnięcie znacznej kwoty pieniędzy, oszustwo lub działanie na szkodę kierowanego podmiotu".

"Droga postępowania karnego jest jedyną, która może rozwiać wątpliwości co do tej sprawy. (...) Jeśli okaże się, że zarzuty stawiane panu Kwaśniewskiemu okażą się niezasadne, to będę bardzo zadowolony i chętnie powiem o tym na konferencji prasowej takiej jak ta. Myślę, że także sam Aleksander Kwaśniewski będzie zadowolony" - mówił Ziobro.

Pierwsze materiały w sprawie trafiły już do Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Jak powiedział rzecznik prasowy tej prokuratury Cezary Maj, lubelski Prokurator Apelacyjny "niezwłocznie zdecyduje i wyznaczy jednostkę właściwą do  prowadzenia tegoż postępowania przygotowawczego". Prawdopodobnie będzie to Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Na pytanie, czy Aleksander Kwaśniewski będzie przesłuchiwany, Maj odpowiedział, że za wcześnie, by o tym mówić.

O sprawie nadużyć w kierowanym przez Kwaśniewskiego komitecie, zawiadomił Ziobrę w poniedziałek redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz.

Według Ziobry, tej sprawy, w której w 2000 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła już raz wszczęcia śledztwa, nie  obejmuje przedawnienie. Minister uważa, że dzieje się tak, bo 10- letni okres, gdy Kwaśniewskiego chronił immunitet prezydencki, nie  zalicza się do biegu przedawnienia. Powołał się na paragraf 1. art. 104 Kodeksu karnego, który mówi: "przedawnienie nie biegnie, jeżeli przepis ustawy nie pozwala na wszczęcie lub dalsze prowadzenie postępowania karnego (...)".

Według "Gazety Polskiej", która publikuje swój wniosek do  Ziobry, skarb państwa utracił około 100 mln dolarów w wyniku "bezprawnych działań" w okresie, gdy Aleksander Kwaśniewski kierował Komitetem ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej (1987-1990).

Z pieniędzy wyprowadzonych wtedy z komitetu, jak pisze "GP", "powstało wiele nomenklaturowych spółek. Istnieje poważne podejrzenie, że było to jedno z ważniejszych źródeł tworzenia systemu nielegalnych powiązań pomiędzy światem polityki i  biznesu". W liście do prokuratora generalnego "GP" napisała, że  pieniądze w większości miały zasilić konta spółek i organizacji "politycznie i towarzysko bliskich" Kwaśniewskiemu - np. Juventur, określany jako "agenda Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej".

"GP" pisze, że w 1989 r. Kwaśniewski miał rozpocząć operację wyprowadzania pieniędzy z kont funduszy podlegających komitetowi. Według gazety, udzielał "zaprzyjaźnionym organizacjom i spółkom" pożyczek na kilka procent, w czasie gdy inflacja sięgała kilkuset procent - w ten sposób pożyczki, jak pisze gazeta, stawały się darowizną.

Autor doniesienia o przestępstwie powołuje się na świadka -  główną księgową komitetu, która miała się w tamtym czasie listownie domagać wyjaśnienia, czy pieniądze przekazywane z konta dolarowego były pożyczką, czy dotacją.

Przypomniano w nim też, że sprawą zajmowała się już Najwyższa Izba Kontroli, która dopatrzyła się w działaniach m.in. Kwaśniewskiego złamania prawa. "Gazeta Polska" także w 2000 r. zawiadamiała o tym prokuraturę, która jednak nie wszczęła wtedy śledztwa.

Sprawa finansów w kierowanym przez Kwaśniewskiego Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej była już badana przez Najwyższą Izbę Kontroli, która w 1992 r. zawiadomiła o niej prokuraturę. Ta  umorzyła wtedy postępowanie. Sprawa wróciła osiem lat później.

W marcu 2000 r. Aleksander Kwaśniewski powiedział, że kierując Komitetem ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej działał zgodnie z  prawem i obowiązującymi przepisami. "Zgodnie z tym prawem były udzielane pożyczki zarówno instytucjom turystycznym jak i  organizacjom młodzieżowym" - dodawał. Wyjaśniał zarazem, że część pożyczek "zgodnie z prawem mogła być umorzona i została umorzona, inne były spłacane".

B. prezydent podkreślał też, że "w tej sprawie były kontrole NIK, które nie przyniosły żadnych wniosków. Wobec dyrektora departamentu ekonomicznego toczyło się postępowanie prokuratorskie, które zostało umorzone". "Ja miałem okazję wtedy też zeznawać jako świadek i sprawa została zamknięta" - mówił.

W sprawie finansów komitetu ds. kultury fizycznej i młodzieży złożono w 2000 r. w Sejmie pierwszy wniosek o powołanie komisji śledczej. Wniosek posłów AWS nie zyskał większości.

W wywiadzie opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" 25 lutego 2000 r. ówczesny minister sportu Jacek Dębski powiedział, że na przełomie października i listopada 1999 r. "wysoki funkcjonariusz AWS" zażądał od niego "kwitów" na Aleksandra Kwaśniewskiego i  Stanisława Paszczyka, niegdyś szefów tego Urzędu. "Usłyszałem od  wysokiego funkcjonariusza AWS: jeśli ty nie znajdziesz 'kwitów' na  Kwaśniewskiego, to my znajdziemy 'kwity' na ciebie" - twierdził w  wywiadzie Dębski. Śledztwo w sprawie tego domniemanego szantażu zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

Zdaniem Ryszarda Kalisza (SLD), który w okresie prezydentury Kwaśniewskiego był sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, a  potem pełniącym obowiązki szefem Kancelarii - powrót do sprawy nadużyć w kierowanym pod koniec lat 80. przez Kwaśniewskiego Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej jest motywowany politycznie.

"Nie kwestionuję roli ministra sprawiedliwości, on ma swoje kompetencje w państwie, niech wyjaśnia. Ja jednak uważam, że tu są motywy polityczne" - powiedział Kalisz dziennikarzom w  Sejmie.

Wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) konferencji prasowej powiedział, że każde przestępstwo i każde nadużycie powinno być ścigane. Polityk wyraził jednak nadzieję, że  "minister sprawiedliwości pięć razy się zastanowi czy warto uruchamiać następny proces z tytułu spraw, które miały miejsce dwadzieścia lat temu i które dotyczą byłej głowy państwa".

"Nie oczekuję tuszowania tego rodzaju spraw, natomiast oczekuję od ministra sprawiedliwości roztropności. Bądź co bądź jest to  kwestia dotycząca byłej głowy państwa. Były prezydent powinien podlegać pewnej formie ochrony" - uważa Komorowski

"Rzeczą najfatalniejszą - dodał - byłoby, co zdarza się bardzo często PiS-owi, gdyby wysunięto oskarżenie, które następnie nie  znajdzie potwierdzenia. Powstałoby wrażenie, że jest to jakaś zemsta polityczna, czy że obowiązuje zasada lekkiego podchodzenia do prestiżu państwa polskiego" - mówił Komorowski.

Zdaniem Wojciecha Wierzejskiego (LPR), minister Ziobro mógł zająć się sprawą byłego prezydenta, gdy był prokuratorem krajowym a  ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński. "Dlaczego wówczas tych spraw nie ujawnił? Teraz, jakby na zamówienie polityczne, chcąc mieć codziennie newsa, odpala sprawę sprzed 20 lat. Jest to  żenujące" - powiedział Wierzejski. Dodał jednak, że warto badać wszystkie sprawy, ponieważ "powinna być pełna jawność życia publicznego".

Wiceszef klubu Samoobrony Janusz Maksymiuk powiedział, że  jeżeli prokurator miał "poważne" podstawy do wszczęcia postępowania w stosunku do Kwaśniewskiego, to podejmując taką decyzję zrobił słusznie. "To nie jest żadna walka polityczna. Jeśli jest coś na rzeczy, to po prostu trzeba wszystko dokładnie sprawdzić" - zaznaczył.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0