Kłopotliwy kandydat

Kłopotliwy kandydat

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szał radości rozległ się na Bałkanach tuż po ogłoszeniu wyników wyborów niepodległościowych w Czarnogórze. Te wyniki, to ostatnia łopata grabarza do snu o Wielkiej Serbii, który odchodzi do historii wraz z niedawną śmiercią dyktatora Jugosławii Slobodana Miloszewicza.
Nie da się zaprzeczyć, że rozpad tego sztucznego, państwowego tworu autorstwa Tity, położył kres przelewowi krwi, jaki miał miejsce u schyłku minionego stulecia, a mieszkającym tam ludziom dał wreszcie szansę na decydowanie o swoich losach. Prawdą jest, że geograficznie i kulturowo (jeden język serbski, jedna religia prawosławna) losy Czarnogóry były od zawsze związane z Serbią. Kraj ten znalazł się w składzie państwa serbskiego już w 1170 r. Dwa wieki temu, w okresie wojen bałkańskich, Czarnogóra była kartą przetargową w rozgrywkach między imperium rosyjskim, a Austro-Węgrami i Włochami. Pierwszą, po odzyskaniu niepodległości, konstytucję czarnogórską z 1905 r. wzorowano na serbskiej. U progu dwudziestego wieku król maleńkiej Czarnogóry Mikołaj I próbował nawet przejąć kierownictwo nad zjednoczeniem Serbów.

Dziś, odrywając się od Serbii Czarnogóra zbliża się do europejskiej cywilizacji zachodniej, ale tym razem Zachód, a dokładnie Unia Europejska, najwyraźniej nie jest przygotowana na to towarzystwo. Hiszpania obawia się, że pokojowy rozwód Serbii i Czarnogóry może posłużyć jako niebezpieczny wzór do naśladowania dla Kraju Basków i Katalonii. Precedensu na Bałkanach obawiają się Belgowie i Brytyjczycy. I tylko Niemcy siedzą cicho, bo jako największy kraj UE pierwsze uznały niepodległość Chorwacji i Słowenii, popierając tym samym prawo innych narodów byłej Jugosławii do niezależności.

Unia ma też inne, nie mniej ważne, obawy. Przyjęcie kolejnych, podobnych Czarnogórze minipaństw, które mogą niebawem dołączyć do listy ubiegających się o członkostwo ( np. Kosowo) może wręcz grozić paraliżem przy podejmowaniu decyzji w ramach Wspólnoty. Wystarczy wspomnieć prawo veta, które gwarantowane jest wszystkim członkom. Nie mówiąc już o większych wydatkach budżetowych.

Czarnogórcy doskonale jednak wiedzą, że tylko tą drogą mogą wybić się z cienia Serbii i związanego z tym zacofania cywilizacyjnego. W Unii Europejskiej są już przecież równie maleńkie: Luksemburg, Malta i Cypr. Dziś bogate, ale 30 lat temu wcale takie nie były. Stały się zamożne właśnie dlatego, że są niepodległe i dzięki temu mogły prowadzić politykę na miarę swoich ambicji. Czarnogóra też ma do tego prawo.

Krzysztof Grzegrzółka