Saved to win – Robert Kubica

Saved to win – Robert Kubica

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lato jest piękne, rower jest super ale niestety, jest też polityka. Rzygam nią ale z niej żyję. Trudno, jedyne co mnie trzyma przy życiu to to, że jadę na Hungaroroing! Saved to win – Robert Kubica!
Neokonie amerykańskie i neoosioł Kwaśniewski

W czerwcu minęła chwalebna rocznica wzięcia udziału przesz nasz miłujący pokój kraj w wojnie przedsięwziętej w obronie wszechświatowego pokoju przeciwko strasznemu Irakowi. Miała ona za zadanie obalenie okrutnego tyrana Husajna, któren posiadał zabójcze bronie a także wspierał wszechświatowy terroryzm. Co prawda rychło po niewczasie okazało się, że straszna broń występowała w głowach geostrategów z otoczenia Busha czyli w głowach neokonii, podobnie jak poparcie dla terroryzmu ale na szczęcie rychło poniewczasie więc jankesi ugrzęźli na dobre w Iraku.
Nie wracałbym do tego tematu, gdyby nie fakt, że wojna ta odbija się czkawką do dzisiaj i odbijać będzie. Także i u nas. Przecież my nie gorsi i też mamy naszego, tyle że neoosła.

Pan prezydent Kwaśniewski został poproszony przez Rzepę (a jakże) o wywiad w sprawie chwalebnej rocznicy związanej i z naszym orężem. Pan prezydent stwierdził, że dzięki chwalebnemu zaangażowaniu, za którym on, stał zdecydwanie na obu nogach nie zachwiawszy tym razem ani na moment, staliśmy się ważnym graczem w polityce światowej.
No, tak, tak właśnie to widzimy. Żeby tylko Obsrama olał nas przy okazji swojej ostatniej wizyty w Europie.
Ale Condonliza także nie raczyła tu przybyć.
To nasi – od Niepotrzebnej Fotygi po Psikorskiego latają na wyprzódki do Waszyngtonu.

To tak, jakbym dostał ofertę od operatora sieci kablowej tv a potem lbiegał do niego z moją żoną (o ile bym ją maiał, oczywiście) na zmianę, uzgadniając warunki, a on mi jeszcze robił łachę.


Ważny gracz, którego wszyscy robią w neokonia.

Kwachu owszem, wylewa krokodyle łzy i bije się w pierś, że dał się oszukać naszym amerykańskim przyjaciołom w kwestii strasznych broni itd.. Nie przeszkadza mu to jednak twierdzić, że decyzja była słuszna, bo z terroryzmem trzeba walczyć. Logika niczym u rasowej blondynki – zwalczać terroryzm atakując Irak, choć on nie miał nic wspólnego z terroryzmem. No, chyba, że pan prezydent pozostaje w nieustannym amoku alkoholowym.

Niemniej Kwachu może rozczulić – godna podziwu w tych podłych czasach jest jego lojalność wobec Waszyngtonu. Zrobili go nieźle w bambuko – czyniąc mu wcześniej nadzieję na różne ciepłe posadki – a to gensek ONZ, a to gensek NATO, a to gensek SRATO… chłopak się starał jak mógł, lizał dupę Bushowi a tu wała.
Podobnie jak z korzyściami dla naszego kraju.


Nadchodzą Szymany czyli Kwachu zaczyna trząść gaciami

Ba, Kwachu złamał konstytucję, wysyłając wojska na wojnę poza nasze granice. Chyba, że jemu wolno, skoro to on tę konstytucję promował? Ale Rzepa o tym oczywiście ani słowa i swojego rozmówcę traktuje wyjątkowo tym razem z pelnym zrozumieniem.
Nie ona jedna.
Różni Kwachożercy, którzy w innych kwestiach czepiali się go nieustannie (często w sprawach mniej ważnych), tu akurat stracili bolszewicką czujność.
Z kolei prokwachowski, choć przecie tak czuły w kwestiach naruszenia demokracji (prawdziwych czy mniemanych) Organ Michnika również nabrał wody w usta.
Nie mówiąc o tzw. prawicy, której akurat nie przeszkadzało, że NASZ UMILOWANY OJCIEC ŚWIETY I NAJWIĘKSZY ŻYJĄCY AUTORYTET wojnie w Iraku akurat był przeciwny. Właśnie arcykatolik Marek Jurek chwalił za tę decyzję Kwacha i Lesia Zmillera. Mariusz Kamiński (ten od antykomuszowskich zadym) opiewał słuszną decyzję prezydenta postkomucha i poskomuszego rządu!

Ostatnio taką jedność moralno-polityczną osiągnęliśmy za czasów Gierka. Tyle, że wówczas to ZSRR był Najszczęśliwszym Krajem na Świecie, Miłującym Pokój z którym mieliśmy żyć w Przyjaźni Na Wieki Wieków, odnosząc przy tym niebywałe korzyści. Z krajem, który też walczył o demokrację, tyle, że w Afganistanie. Na szczęście jednak nie oczekiwał, że będziemy mu w tym pomagać.

Niedawną postawę naszej klasy politycznej i komentatorów w kwestii Iraku i lizydupostwa wobec USA nazwałbym polactwem, gdyby termin ten został juz wykorzystany w całkiem innej sprawie.

Ciekawe zresztą co zrobią kwachożercy, gdy rypnie się ostatecznie sprawa Szyman? Kwachu już kiedyś się zarzekał, tak na wszeli wypadek że nic nie wiedział. Ale zdaje się czeka go niezła jazda - zobaczymy, czy wystarczy mu umiejętności w wyślizgiwaniu się z róznych kłopotów. Jeszcze bardziej mnie ciekawi, czy Rzepa , GazPolka i inni będą go bronić w ramach miłości do USA ponad podziałami?

Inny temat to hiperhipokryzja Organu Michnika w sprawie Iraku.
Ale to temat na inne opowiadanie.


Pomarańczowi przyjaciele robią nas na szaro czyli w tryzub

,,Prawicowi'' publicyści przejrzeli za to na oczy w innej sprawie - nasz nowy wielki przyjaciel, z którym zadzierżgiwaliśmy dozgonną miłość na Płoszczadi Swobody leci z nami w bambuko w kwestii rzezi na Wołyniu.

Super, tyle, że należało o tym pomyśleć, gdy na dany przez Organ Michnika znak machało się pomarańczowymi szalikami. Już wówczas było wiadomo, że to właśnie ,,pomarańczowi’’ będą stawiać na nacjonalizm i że popierają ich post-UPA-owscy nacjonaliści, tyleż antyrosyjscy co jeszcze bardziej antypolscy.

Co ciekawe, nagle zauważyli też, że nasz prezydencik też w tej kwestii leci w bambuko udając że nie ma tematu Wołynia. A bo to w tej jednej poleciał?

Na szczęcie na zdobycie się na odwagę w podejmowania trudnych tematów nigdy nie jest za późno - polecam kolegom publicystom i reporterom temat bardziej współczesny: co miejscowi Polacy zyskali na Ukrainie po pomarańczowej rewolucji? Wystarczy pojechać do Lwowa.
No i drugi temat: litewscy nacjonaliści (na czele z innym naszym umiłowanym Landsbergisem) z lekka utrudniają życie miejscowym Polakom.
Pewnie to nie Tybet ale może jednak jakiś protest?

Skądinąd ciekawe – dlaczego Organ Michnika aktualnie nie atakuje okrutnego Łukaszenkę za Polakożerstwo, jak przystało od zawsze broniący polskości dziennik? Dialektyczna mądrość kolejnego etapu? Nowe wytyczne od oficerów propagandowych?

Na marginesie: owe straszne ślady na twarzy naszego umiłowanego Juszczenki, będące jakoby efektem próby otrucia (z sugestią: przez Moskwę, co oczywiste), to humbug, prawdopodobnie spreparowany przez jego speców od marketingu politycznego. Środek, którym miał być truty, owszem jest szkodliwy i pozostawia fatalne ślady, które zresztą z biegiem czasu znikają ale nie jest zabójczy! To na pewno wszystkie tajne służby wiedzą a już na pewno KGB. Znamienne: Juszczenka odgrażał się, że ujawni owych sprawców ale jakoś temat zniknął.

Saved to win – Robert Kubica

Pieprzyć politykę i polityków!
Spełnia się moje wieloletnie marzenie. Jadę na wyścig Formuły 1; na Węgry.
Przyznam (pisałem już o tym), że nigdy nie przypuszczałem, że w takim wyścigu zobaczę Polaka i to jako jednego z faworytów. Gdyby jeszcze te Szkopy nie psuły mu roboty i mógl jeździc na czymś lepszym niż ten niemiecki rzęch.

Ja już mam koszulkę z napisem: Saved to win – Robert Kubica

Proponuję też inne napisy na koszulki czy transparenty dla kibiców, (a będzie nas tam mnóstwo):

Robert, sou can be the last but one as Nick is the last one.

Lub taka wersja:

My Lord, protect me from my mechanics, I will defeat my opponents on my own. R. Kubica

Wiem, że wielu moich przyjaciół z mojej (pierwszejJ) młodości, z którymi pasjonowaliśmy się Formułą 1 a którzy rozsiani są po całym, świecie, będzie oglądać ten (jak i inne) wyścig. Może uda mi się pomachać im do kamery? Wiem, że będziemy w czasie wyścigu razem i razem z Kubicą.

Czy ktoś z czytających wybiera się na Hungaroroing? Niech da
znać:

a.paulukiewicz@wprost.pl


PS I
Pisałem niedawno, że wzorem KRAJÓW MIŁUJACYCH DEMOKRACJĘ I PRAWA CZŁOWIEKA takich jak socjalistyczna Szwecja, będzie i u nas można odbierać dzieci rodzicom, gdy tylko zawodowi pedofile podejmą taką decyzję.
Ale już teraz praktyka wyprzedza u nas nadchodzące rozwiązania.
Na początku lipca w Nowym Dworze Mazowieckim w pewnej rodzinie ojciec zlał syna, który zachowywał się nieodpowiednio. Jakiś kapuś powiadomił policję i ta wyłącznie na tej podstawie tego jednego zdażenia złożyła wniosek o odebraniu całej trójki dzieci rodzicom i umieściła je u rodziny zastępczej. Nie miało znaczenia, że dzieci są zadbane a rozstanie z domem było dla nich i dla ich rodziców tragedią! Na szczęście ktoś się po dwu dniach zreflektował i dzieci wróciły do swojego rodzinnego domu.
Nie bądźmy jednak spokojni. Faszyzm ante portas.

PS II
Przygotowuję sobie T-shirt dla wolności:
Nie płakałem po profesorze.


A za tydzień:

- Jak Serbia i UE przetargowały wolność Miloszewicza, czyli jak po raz kolejny cyniczny Zachód upokorzył Serbów

- i inne równie fajne tematy

Ostatnie wpisy

  • "Niezwykle atrakcyjny" 11 listopada 8 lis 2011 W Warszawie zapowiadają się "atrakcje", jakich chyba nigdy dotąd nie odnotowano przy okazji Narodowego Święta Niepodległości. Szkoda tylko, że w tym zdaniu niezbędny jest cudzysłów.
  • Rozkaz: nie chwalić się 11 sie 2011 Inauguracja kampanii wyborczej Partii Przewodniej przeszła niezauważona -  afera wyborcza w Wałbrzychu i raport posła Andrzeja Czumy okazały się znacznie bardziej interesujące dla mediów. Na dodatek okazało się, że w czasie kampanii będzie jednak można korzystać z billboardów,...
  • Kaczyński i pięćset kobiet 20 lip 2011 Sensacyjna wiadomość całkiem niedawno obiegła kraj - Jarosław Kaczyński, znany z zatwardziałego starokawalerstwa i ogólnej wstrzemięźliwości jeśli chodzi o kobiety, miał się spotkać nie z jedną, ba nawet nie z dwiema, ale od razu z pięciuset kobietami! Słusznie - trzeba...
  • Kolczyk zamiast sierpa 9 lip 2011 Grzegorz Napieralski w swoim gabinecie zajęty był ważnymi dla partii sprawami - konkretnie ćwiczył przed lusterkiem swoje słynne uśmiechy. Był w tym mistrzem, ale wiedział, że nie wolno absolutnie zaniedbać niczego. Wybory zbliżały się szybkimi krokami, a aborcja dla...
  • Uratuje nas koniec świata? 25 cze 2011 Nie tylko nadchodząca wielkimi kroki prezydencja, ale również kilka innych spraw spowodowało, że premier zaprosił do swojego gabinetu ministra Radka (dla przyjaciół Radosława) Sikorskiego. Donald Tusk zaczął od kwestii, która go niezmiernie zaintrygowała – otóż wyczytał...