Ludwik Nabielak jako nieszczęsny zamachowiec i dyrektor gazowni w Barcelonie

Ludwik Nabielak jako nieszczęsny zamachowiec i dyrektor gazowni w Barcelonie

Dodano: 
Czyli o nieszczęsnym polskim losie
Pożar browaru na Solcu zaczął się za wcześnie, ale za to został szybko ugaszony. Miał być znakiem do rozpoczęcia powstania. Zdezorientowało to spiskowców, a co gorsza zaalarmowało Rosjan. Na dodatek, szybko ugaszony pożar nie mógł przenieść się na pobliskie koszary jazdy rosyjskiej, jak planowano.

Do szturmu na Belweder wyznaczono cywilnych konspiratorów, z tym, że okazało się, że nie potrafią oni obchodzić się z bronią palną. W ostatniej chwili dokooptowano do nich podchorążych.

Część grupy chciała zaatakować Belweder od tyłu. Nie zrobiono jednak wcześniejszego rozpoznania – okazało się, że istniejąca tam skarpa jest nie do pokonania.

Innej grupie powiodło się nieco lepiej. Wtargnęła do Belwederu, gdzie zabiła kilku Rosjan. Biorąc jednego z nich za Wielkiego Księcia, uznała, że zadanie porwania Konstantego zostało wykonane z nawiązką. Tymczasem Konstanty ukrył się na strychu, a następnie w przebraniu kobiety zbiegł.
To był jedyny sukces powstańców tego dnia – Wielki Książę został ośmieszony.

Dalej było gorzej.
Powstańcy wybiegli na ulice Warszawy. Niestety, nawoływania do broni natrafiły na odpowiedź w postaci huku zamykanych okiennic.

To ulice stały się miejscem gorączkowego i groteskowego poszukiwania przywódcy powstania.
Można sobie wyobrazić miny zatrzymywanych polskich generałów, którzy dawniej dawali przykłady męstwa i patriotyzmu. Odmawiali z wielu powodów, co chyba jasne. Bali się np. prowokacji. Ale spiskowcy coraz bardziej wpadali w panikę. Generałom przykładano broń do piersi i żądano objęcia zaszczytu, a gdy odmawiali, ginęli na miejscu.

Wieczorem powstańców wsparła biedota, którą, w zależności od zapatrywań można nazwać hołotą żadną krwi i rabunku albo patriotycznym ludem.

Noc z 29 na 30 listopada 1830 upłynęła względnie spokojnie.

Na drugi dzień rano zaczęły się rodzić koncepcje polityczne. Od razu powstało wiele różnych komitetów, które tyleż zajęły się walką z Rosjanami, co zwalczaniem siebie nawzajem.

Dalszą historię nieudanego listopadowego znamy, choć zdaje się, bardziej w uładzonej wersji czytankowej.

Jedną z głównych postaci w kręgu spiskowców był Ludwik Nabielak.
Wywodził się z moich stron – urodził się w Stobiernej koło Rzeszowa i ukończył słynne dzisiejsze I LO.

Jego rola w powstaniu a potem losy na emigracji (a jakże) są symptomatyczne.

To on dowodził nieszczęsnym atakiem na Belweder. To właśnie Nabielak był pierwowzorem Kordiana z arcydramatu Słowackiego – owego romantycznego bohatera, bezsilnego wobec najpoważniejszego zadania. Na pewno nie można mu było odmówić patriotyzmu. Stał się symboliczną postacią w innych arcydramatach. U Mickiewicza w dziadach występuje jako N… , uczestnik patriotycznych spisków w Warszawie, a u Wyspiańskiego w „Nocy listopadowej” pod pełnym swoim imieniem i nazwiskiem.

Ale mnie interesują dalsze losy Nabielaka.
Oczywiście emigracja, Paryż. Działa w kręgu Mickiewicza (tu anegdotka: na jednym ze spotkań, gdzie Mickiewicz długo a mętnie improwizował, Nabielak zgasił go – Adam, chyba za dużo dziś wypiłeś, za co Wieszcz zwyzywał go od prostaków) i księcia Czartoryskiego.

Ale nie poprzestaje na tym. Kończy studia na paryskiej Ecole de Mine jako inżynier górnik. W kilku francuskich kopalniach zostaje dyrektorem. Podobnie w Maroku. Wreszcie obejmuje posadę dyrektora gazowni w Barcelonie. Gazownia to w ówczesnych miastach istotna instytucja – gaz daje światło.

Chłopak spod Rzeszowa buduje cywilizację w Barcelonie, mieście, które jest obecnie jednym z najbardziej charakterystycznych miast Europy.

Chce budować cywilizację także w Krakowie. Niestety, jego wizyta kończy się niczym. Za to w tym samym roku w Krakowie wybucha powstanie. Także nieudane.

Wraca do Francji, gdzie pracuje w górnictwie i gazownictwie.

Czy muszę dodawać, że te dokonania Nabielaka zupełnie nie są znane?

Los Nabielaka jest znamienny. Podobnie jak on, wielu, wielu innych wybitnych młodych ludzi musiało emigrować, byli wywożeni na Syberię, czy mordowani w bitwach, egzekucjach czy umierali w kazamatach.


Czy warto było? Czy tak przygotowane powstanie miało szanse?

Dla apologetów powstań – od listopadowego po warszawskie - nie ma wątpliwości. Jarosław Marek Rymkiewicz wręcz chce na przelanej krwi powstańczej budować pogański mit narodu niezłomnego.
Jak każdy mit - nie mający nic wspólnego z rzeczywistością i dzielący świat według czarno-białych kryteriów.

A ja chcę za Stefanem Kisielewskim spytać - A gdzie fortepian i biblioteka Kisiela? Zadał to pytanie przy okazji dyskusji na temat kolejnego nieszczęsnego powstania – tym razem warszawskiego.

Myślę, podobnie jak wielu wyznawców prawicowej szkoły historycznej, że lepiej by było, gdyby taki Nabielak mógł tworzyć gazownię w Krakowie czy Warszawie. Nawet za cenę współzniewolenia, choć przecież Królestwo Polskie miało naprawdę szeroką autonomię i było nowoczesnym i szybko rozwijającym się państwem. Historycy gospodarki twierdzą, że Polska miała szansę dotrzymać kroku krajom Europy Zachodniej.

A wówczas można by stawiać polityczne żądania. I dziś Polska byłaby cywilizacyjnie znacznie dalej. I byłaby silniejsza na zewnątrz. I mogłaby realizować skuteczną politykę zagraniczną. Byłaby partnerem.

A tak pozostają nam gesty, jak ostatnio Pana Prezydenta. Nie dość, że skompromitowanemu Saakaszwilemu pomaga ratować tyłek, to właśnie się przekonał, że może i Rosjanie mają w dupie ustalenia z Sarkozym, ale co gorsza z kolei Unia, a nawet USA, mają z kolei w dupie ten fakt.
I taka jest realpolitik i żadne manifestacje tego nie zmienną. Polska jest zbyt słabym krajem i raczej powinniśmy się wziąć do roboty, tym bardziej, że u drzwi nie Ruskie a KRYZYS.

A czy ktoś dostrzega, że owszem, Ruskie odbudowują swoja potęgę, ale większym zagrożeniem dla Polski jest to, że z Wrocławia do Berlina jedzie się autostradą a do Warszawy jeszcze długo się nie da? I że np. Niemcy planują budowę szybkiej kolei z Berlina do Gdańska?

Czy dzisiejsze Nabielaki dostaną szansę na budowę cywilizowanej Polski, czy raczej wyemigrują – oto jest fundamentalne pytanie.

To jest abc prawicowego spojrzenia.
Fakt – różni się ona od szkoły pseudopostpiłsudczykowskiej, uprawianej przy pomocy spektakularnych choć raczej groteskowych gestów.

PS. Swoją drogą – nikt w Stobiernej czy Rzeszowie o Ludwiku Nabielaku nie pamięta. Ani tym romantycznym ani pozytywistycznym. To też znamienne.



Ostatnie wpisy

  • "Niezwykle atrakcyjny" 11 listopada 8 lis 2011 W Warszawie zapowiadają się "atrakcje", jakich chyba nigdy dotąd nie odnotowano przy okazji Narodowego Święta Niepodległości. Szkoda tylko, że w tym zdaniu niezbędny jest cudzysłów.
  • Rozkaz: nie chwalić się 11 sie 2011 Inauguracja kampanii wyborczej Partii Przewodniej przeszła niezauważona -  afera wyborcza w Wałbrzychu i raport posła Andrzeja Czumy okazały się znacznie bardziej interesujące dla mediów. Na dodatek okazało się, że w czasie kampanii będzie jednak można korzystać z billboardów,...
  • Kaczyński i pięćset kobiet 20 lip 2011 Sensacyjna wiadomość całkiem niedawno obiegła kraj - Jarosław Kaczyński, znany z zatwardziałego starokawalerstwa i ogólnej wstrzemięźliwości jeśli chodzi o kobiety, miał się spotkać nie z jedną, ba nawet nie z dwiema, ale od razu z pięciuset kobietami! Słusznie - trzeba...
  • Kolczyk zamiast sierpa 9 lip 2011 Grzegorz Napieralski w swoim gabinecie zajęty był ważnymi dla partii sprawami - konkretnie ćwiczył przed lusterkiem swoje słynne uśmiechy. Był w tym mistrzem, ale wiedział, że nie wolno absolutnie zaniedbać niczego. Wybory zbliżały się szybkimi krokami, a aborcja dla...
  • Uratuje nas koniec świata? 25 cze 2011 Nie tylko nadchodząca wielkimi kroki prezydencja, ale również kilka innych spraw spowodowało, że premier zaprosił do swojego gabinetu ministra Radka (dla przyjaciół Radosława) Sikorskiego. Donald Tusk zaczął od kwestii, która go niezmiernie zaintrygowała – otóż wyczytał...