Ostatni bój w hucie

Ostatni bój w hucie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wybór Nowej Huty na miejsce PiS-owskiego partaitagu był świetnym pomysłem, choć zdaje się wbrew intencjom pisowskich spin-znachorów.
Pewnie Nowa Huta miała się kojarzyć z miejscem, gdzie wykuwała się lepsza przyszłość, ale tymczasem zjazd PiS-u skojarzył się z upadłym przemysłowym molochem, z którym nie wiadomo co zrobić .

Prezes Kaczyński, który prężył się do skoku od dłuższego czasu, zupełnie spuścił z tonu. Nie demaskował wroga klasowego, nic nie było o rozwalaniu układów, wywracaniu stolików, demaskowaniu agentów, dekomunizacji itp. Ba, przeprosił inteligencję za brzydkie słowa, a rządowi przesłał znak pokoju. Na koniec oświadczył, że PiS to partia młodzieżowa, a w ogóle powinniśmy zbudować duże lotnisko oraz zorganizować olimpiadę, choć nie nakreślił konkretnie, w której pięciolatce.

Ponoć głównym zadaniem PiS-u ma być teraz walka z kryzysem gospodarczym, czyli coś na czym Kaczyński zupełnie się nie zna. Ma to niby pomóc odzyskać wyborców umiarkowanych, ale po cholerę komu takie PO-bis, tyle że w sprawach gospodarki zupełnie niekompetentne? W ostatni piątek w ,,Trójce’’ gościła nowa twarz PiS-u, ekspertka gospodarcza Aleksandra Natali-Świat. Kilka pytań Skowrońskiego (ku jego zaskoczeniu!) wykazało, że nie ma ona o tych sprawach zupełnego pojęcia.
Nie wiadomo też co na umizgi młodzież, znamy za to reakcję Ludwika Dorna, nie bez udziału nieocenionej "Gazety Wyborczej". Oto zjazd zaowocował wydaniem albumu, w którym rozliczne fotografie dają obraz partii, a już szczególnie jej szefa. To byłoby zrozumiałe, szczególnie w kontekście Nowej Huty, ale czujne oko redaktorów wypatrzyło coś jeszcze: wśród rozlicznych zdjęć nie ma w zasadzie ani jednego z udziałem Dorna, zwanego przecież nie bez powodu do niedawna trzecim bliźniakiem. Ale i to nie powinno dziwić, gdyż podobne praktyki były powszechne w czasach, gdy walcownia na zimno w Nowej Hucie walcowała pełną parą. Tymczasem Ludwik Dorn, jakby nowo narodzony, z początku nie wierzył w taką podłość, ale gdy dziennikarze dowieźli mu ów album, oświadczył, że, (cytuję) ,,Zwracam honor >>Gazecie Wyborczej<<’’. I to byłby jeden z niewielu sukcesów zjazdu – zwrócenie honoru Organowi Michnika przez byłego trzeciego bliźniaka.

Niestety nic nie wiadomo jakie miejsce w albumie zajęła inna do niedawna gwiazda PiS – Zbigniew Ziobro. Ba, mówiło się, że w nim cała PiS-owska nadzieja. Pewnie to i prawda, bo jego wystąpienie Kaczyński zaplanował na niedzielę wieczór, gdy większość delegatów mknęła już do domów. Tak więc Ziobro poznał swoje aktualne miejsce w szeregu, tym bardziej, że nie jest kobietą, (choć po prawdzie różne plotki o byłym ministrze nieżyczliwi rozpowszechniali). Otóż przewodniczący oświadczył, że może sobie wyobrazić, że szefem PiS będzie kobieta, choć od razu dodał, że nie będzie to szybko. Czy wobec tego Zbigniew Ziobro gotów jest zmienić płeć? Na dodatek nie wiadomo jak długo miałby czekać?

Jedyne żywsze akcenty w życie partaitagu wprowadzał błazen Palikot, więc w zasadzie PiS powinien mu być wdzięczny, bo inaczej nikt by na zjazd uwagi nie zwrócił.

Choć był ktoś kto zjazd w Hucie potraktował śmiertelnie serio. Tym kimś był premier Donek. Jak raz zaczął poganiać ministrów w kwestii oszczędności, bez ociągania wypieprzył Ćwiąkalskiego, mianując twardziela Czumę a na koniec sam chciał wprosić się na zjazd, by obradować nad kryzysem. Skoro ucieka się do tak groteskowych sposobów, to znaczy, że nie czuje się pewnie. I słusznie.

Właśnie nadchodzi moment prawdy. Już widać, jak nasza duma i nasza sława czyli złotówka okazała się być kolosem na glinianych nogach, co było jasne dla każdego, gdy bez złudzeń patrzył na nasz niedawny mniemany cud gospodarczy. Gdy była ku temu okazja, to nic nie robiono, by reformować kraj i gospodarkę, (bo przecież było nieźle) a teraz rząd oświadcza, że wstrzymuje reformy, bo to nie pora. A tymczasem będzie gorzej. Prezydent, premier, prezes Kaczyński i inni wiedzą, że kryzys może przegonić z lasu całą tą naszą tzw. klasę polityczną. Tą z PiSu, PO, SLD, PSL i kogo tam jeszcze.

Jest też jeden resort, który na kryzysie może, jak zwykle w takich sytuacjach, mocno zyskać. To ministerstwo spraw wewnętrznych, szczególnie policyjni fachowcy zajmujący się tłumieniem masowych demonstracji i zamieszek. Pozostali tam jacy z czasów komuny?
 

Ostatnie wpisy

  • "Niezwykle atrakcyjny" 11 listopada8 lis 2011W Warszawie zapowiadają się "atrakcje", jakich chyba nigdy dotąd nie odnotowano przy okazji Narodowego Święta Niepodległości. Szkoda tylko, że w tym zdaniu niezbędny jest cudzysłów.
  • Rozkaz: nie chwalić się11 sie 2011Inauguracja kampanii wyborczej Partii Przewodniej przeszła niezauważona -  afera wyborcza w Wałbrzychu i raport posła Andrzeja Czumy okazały się znacznie bardziej interesujące dla mediów. Na dodatek okazało się, że w czasie kampanii będzie jednak...
  • Kaczyński i pięćset kobiet20 lip 2011Sensacyjna wiadomość całkiem niedawno obiegła kraj - Jarosław Kaczyński, znany z zatwardziałego starokawalerstwa i ogólnej wstrzemięźliwości jeśli chodzi o kobiety, miał się spotkać nie z jedną, ba nawet nie z dwiema, ale od razu z pięciuset...
  • Kolczyk zamiast sierpa9 lip 2011Grzegorz Napieralski w swoim gabinecie zajęty był ważnymi dla partii sprawami - konkretnie ćwiczył przed lusterkiem swoje słynne uśmiechy. Był w tym mistrzem, ale wiedział, że nie wolno absolutnie zaniedbać niczego. Wybory zbliżały się szybkimi...
  • Uratuje nas koniec świata?25 cze 2011Nie tylko nadchodząca wielkimi kroki prezydencja, ale również kilka innych spraw spowodowało, że premier zaprosił do swojego gabinetu ministra Radka (dla przyjaciół Radosława) Sikorskiego. Donald Tusk zaczął od kwestii, która go niezmiernie...