Obóz PiS kapituluje przed imposybilizmem, czyli niemocą

Obóz PiS kapituluje przed imposybilizmem, czyli niemocą

Obóz Prawa i Sprawiedliwości głosił i głosi hasło walki z tzw. imposybilizmem, który miał cechować rządy poprzedniej koalicji. Sprawa zakupu starych australijskich okrętów wykazuje, że walkę przegrywa.

Przymiarki do zakupu 30-letnich australijskich fregat są krytykowane przez część ekspertów twierdzących, że nie będą one odporne na rosyjskie rakiety i w ciągu kilkudziesięciu minut zostaną zniszczone, że po wydaniu 1 mld zł na zakup i włożenia drugie tyle w przystosowanie okrętów przez kilkanaście lat nie zyskamy możliwości obrony przed najnowszymi środkami rażenia na Bałtyku, że zakup może pogrążyć polskie stocznie, które będą miały możliwość co najwyżej malowania kadłubów, itd. itp.

Ale zostawmy spory specjalistów o to, czy australijskie fregaty w razie konfliktu z Rosją pójdą na dno bardzo szybko, czy też tylko szybko. Ciekawy jest wątek polskiego przemysłu stoczniowego. Otóż wydawałoby się, że oskarżenia, wedle których zakup starych australijskich okrętów uderzy w stocznie, zostaną odparte gromkimi zapewnieniami, że ależ skąd, będziemy w nich zamawiać kolejne okręty, że stocznie będziemy wzmacniać! Szczególnie, że premier Mateusz Morawiecki niedawno zapewniał, że „mamy ogromny potencjał w przemyśle stoczniowym, to czego nam brakuje, to dobrej organizacji i przełamania niemocy odziedziczonej po poprzednikach”. Po czym dodał: „Chcemy, żeby Polska była znowu silna przemysłem stoczniowym”.

A tu proszę, niespodzianka. W rozmowie z Portalem Stoczniowym minister Dariusz Gwizdała, zastępca szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego ogłasza, że polski przemysł stoczniowy nie nadaje się do budowy okrętów: „Na razie w polskich stoczniach nie mamy kompetencji do budowania okrętów, których potrzebuje marynarka wojenna”. Pan minister oczywiście wyraża nadzieję, że stocznie kiedyś te kompetencje nabędą, jednak marynarka nie ma czasu, aby na to czekać.

Można powiedzieć, że prezydencki minister po prostu stwierdził fakt. Nie da się, nie mamy kompetencji, nie uda się, nie potrafimy – musimy więc kupić za granicą stare okręty. Ale zaraz – a kto mówił o potrzebie przełamywania imposybilizmu? I co to jest ten imposybilizm? „Generalnie chodzi tu o walkę z imposybilizmem państwowym, czyli niezdolnością do podejmowania poważniejszych przedsięwzięć” – precyzował w jednym z wywiadów prezes Jarosław Kaczyński. A eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki głosił, że swojskimi odpowiednikami tego zwrotu są: „nic się nie da zrobić”, „wicie – rozumicie, nie ma na to siły” albo – „siła złego na jednego”. A premier, jak wyżej czytaliśmy, mówił o „niemocy”.

No więc jak to tak? Partia i rząd twierdzą, że się da radę, a prezydencki minister, że się nie da? Tu warto przytoczyć cytat z pana ministra: „Mówienie, że jesteśmy w stanie zbudować w Polsce okręt podwodny, jest mniej więcej tym samym, co mówienie, że możemy zbudować prom kosmiczny”. Czyli wszyscy, którzy od kilku lat prowadzą rozmowy z koncernami w sprawie budowy okrętów z jak największym udziałem przemysłu polskiego byli w błędzie? Tracili czas, bo to niemożliwe? Ba, minister wypowiedział się też w kwestii zakupu okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi. Dzięki pociskom manewrującym Polska znalazłaby się w elitarnym gronie państw dysponujących bronią strategicznego odstraszania. Jak powtarzają specjaliści, broń ta powoduje, że potencjalny agresor trzy razy się zastanowi, zanim zdecyduje się zaatakować.

Tymczasem pan minister przypomina, że w Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego autorstwa BBN „napisaliśmy, że trzeba się zastanowić, czy wyposażenie okrętów podwodnych w rakiety manewrujące jest konieczne. W naszej ocenie nie jest to kluczowe z punktu widzenia zapewniania marynarce potrzebnych zdolności” a poza tym te pociski to wysokie koszty itp. No to przepraszam, ale nawet rząd PO – PSL, choć kluczył z zakupem okrętów podwodnych jak koń pod górę, nie podważał konieczności wyposażenia ich w pociski manewrujące. To kto tu bardziej utrwala imposybilizm?

To nie koniec. Wszyscy oferenci chcący nam sprzedać okręty podwodne deklarowali gotowość do inwestowania w polski przemysł stoczniowy. Np. prezes francuskiej Naval Group niedawno zapewniał, że jego firma może zainwestować w co najmniej dwie polskie stocznie, że stopniowo będzie wciągać nasz przemysł w budowę kupionych okrętów, że w Polsce powstanie 2 tys. miejsc pracy itp. Jeżeli jednak Polska wyda pieniądze na dwie stare fregaty, to jest nader wątpliwe, aby wydała je w dającej się przewidzieć przyszłości na zakup okrętów podwodnych. Tym samym zagraniczne inwestycje w stocznie rozwieją się jak mgła.

Nakreślona przez wiceszefa BBN wizja – której MON nie zaprzecza - jest więc, mówiąc krótko taka, że wicie, rozumicie, nic się nie da zrobić, siła złego na jednego, trzeba kupić stare australijskie fregaty, po prostu niemoc. Ciekawe, co na to mieszkańcy Wybrzeża, polscy stoczniowcy czy kooperujące ze stoczniami firmy? I czyżby plan walki z imposybilizmem kończył się zgodnie z twierdzeniem pruskiego generała Helmuta von Moltke, że „żaden plan kampanii nie przetrwa pierwszego kontaktu z wrogiem”? Bo trudno uwierzyć w złośliwe pogłoski, że chodzi tylko o wycieczki do pięknej Australii oraz chęć cykania sobie wyborczych fot na tle zakupionych okrętów. Wszyscy wiedzą, że politycy PiS i ministerialni urzędnicy są ideowcami i nie wejdą w buty imposybilizmu dla tak miałkich korzyści.

 17
  • No co zrobisz jak nic nie zrobisz....
    • No i wszystko jasne miały być stare fregaty jest jeszcze gorzej nie ma nic Polska marnarko wojenna znika do lamusa!
      • Problemy są dwa. Po 1 zaniedbania lokalnego przemysłu i odsprzedawanie różnych firm, marek, co sprawia że "nie da się". Firm, które produkują np. autobusy jest wiele. Jednak wiele miast inwestuje w nasze, polskie solarisy. Dlatego, że są być może konkurencyjni, być może dlatego, że wyróżniają się jakością, a być może dlatego że CHCĄ zainwestować w polskie przedsiębiorstwo. Trzeba chcieć budować swój przemysł. Nie wyprzedawać go. Nawet, jeśli faktycznie doinwestowanie obcego kapitału w polskie stocznie nie było warte zachodu, czy nie było możliwe, to tylko pogłębia pogląd, że "się sprzedajemy". Bo inaczej jest, jeśli Państwo inwestuje w swój przemysł regularnie i trafi się kropla w morzu jak choćby stocznie i statki podwodne. Inaczej, jeśli to te krople tworzą morze...
        • No, tak kupmy jakieś okręty. Polska staje się militarną potęgą
          • Naprawdę po co nam starocie sprowadzane . No cóż my słyniemy z tego kupować stare , a nasze stocznie likwidować.

            Ostatnie wpisy

            • Kościół pęka od fundamentów 16 sty 2020, 14:08 Fundamentalne spory w Kościele katolickim zaczynają emocjonalną temperaturą przypominać kłótnie między wojującymi politykami. Na te spory nakładają się problemy Kościoła w Polsce.
            • PRL trwa i trwać ma w fajerwerkowych sporach 10 sty 2020, 10:07 W PRL wszystko było upolityczniane, bo taka była natura władzy zwanej ludową. PRL minęła dawno, ale zwyczaj ideologicznego upolityczniania trwa nawet w sporach o sylwestrowe fajerwerki. I trwać ma, bo jest to wygodne.
            • Odszkodowania podcinają skrzydła lotniskom regionalnym 2 gru 2019, 13:27 Dużo się mówi o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, mało o zagrożeniach przed którymi stoją lotniska regionalne z powodu konieczności wypłat odszkodowań dla właścicieli sąsiadujących z nimi nieruchomości. Winne jest, jak to zwykle bywa, dziurawe prawo.
            • Sektor finansowy powinien w jednakowy sposób chronić pieniądze klientów 22 lis 2019, 13:17 „Chcemy dokonać postępu i odeprzeć niebezpieczeństwa związane np. z możliwym spowolnieniem gospodarczym, bo nie chcę używać słowa kryzys. Mamy plany, by skutki tego spowolnienia były w Polsce minimalne” – mówił podczas prezentacji rządu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ciekawe,...
            • Ambasador Chin w Senacie, czyli inne oblicze polityki 25 paź 2019, 14:04 Posłowie i senatorowie, którzy pierwszy raz zasiądą w parlamencie, będą zaskoczeni, jak wygląda w nim codzienna praca i w ogóle praca deputowanego. Przykładem odmiennego niż medialne oblicza polityki może być Parlamentarna Grupa Polsko-Chińska.