Wojna piwa i wódki zapakowanej w małpki

Wojna piwa i wódki zapakowanej w małpki

Walka trwa. Producenci piwa i producenci wódki nagłaśniają kolejne argumenty na rzecz udowodnienia konsumentom, że piwo nie jest bezpieczniejszym alkoholem niż wódka, albo że wódka w małych opakowaniach, zwanych małpkami, jest spożywania w upojnych ilościach. Niektóre argumenty wprawiają w stan oszołomienia.

Na początek dość zabawne zdarzenie, a właściwie zderzenie. Niedawno odbyła się konferencja prasowa, podczas której zaprezentowano rezultat badania „Dokąd płynie mała wódka”, przeprowadzonego przez firmę badawczą Synergion. Z zawartych w raporcie wyników, przedstawionych przez pana z tej badawczej firmy wynikało, że Polacy piją małpki w ogromnych ilościach, we wszystkie dni tygodnia i często od rana, a w dodatku bez wstydu, jako że małpkę można spożyć dyskretnie i szybko. Po panu z Synergion wypowiedział się pan specjalista od terapii uzależnień alkoholowych, który m.in. wyraził zaskoczenie, że Polacy piją wódkę w małych opakowaniach aż w takich ilościach, dodając, że choroby alkoholowe zaczynają się często od nadużywania piwa.

A teraz bum! Bo do głosu doszedł, zasiadający między dziennikarzami, pan ze Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy - w skrócie ZP PPS. Operując konkretnymi danymi sprzedażowymi, pan z ZP PPS dowodził, że wyniki raportu są podwójnie walnięte, bo wódek w małych opakowaniach sprzedaje się o połowę mniej, niż wynika to z szacunków Synergion (raportowe wyniki zostały sporządzone na podstawie szacunków i sondaży). Na przykład wedle raportu Synergion, dziennie sprzedaje się 3 mln sztuk małpek, podczas gdy wedle pana z ZP PPS – 1,4 mln sztuk. Wedle pracowni Synergion sprzedaje się 1 mld małpek rocznie, w rzeczywistości ma to być 510 mln opakowań. Pan reprezentujący producentów z branży spirytusowej przytoczył też dane, wedle których małpki najczęściej są kupowane po południu, a najwięcej transakcji dokonuje się w piątki i soboty.

Zapanowała konsternacja, bo pan z firmy Synergion raczej nie umiał przekonująco bronić się przed argumentami pana z ZP PPS. A pytany przez dziennikarza, czy jeszcze przed publikacją raportu próbował skonfrontować wyniki z danymi sprzedażowymi posiadanymi przez branżę spirytusową odpowiedział, że nie, bo takie konfrontowanie jest już zadaniem dziennikarzy. Na pytanie, czy uzgadniał z producentami piwa kształt badań solennie zapewnił, że ależ skądże znowu, nie uzgadniał. Dopowiedzmy tu bowiem, że raport powstał na zlecenie Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego.

Nie ma absolutnie najmniejszych podstaw, aby nie wierzyć w zapewnienia pana z firmy Synergion. Branża piwna jedynie zleciła wykonanie raportu, a że wyniki szacunków i wywiadów wyszły jak wyszły to trudno, widocznie inne wyjść nie chciały. Natomiast dziennikarze, jak to dziennikarze. Jedni w relacjach z prasowego zdarzenia trzeźwo opisali polemiczne zderzenie, inni poprzestali na publikacji, mało korzystnych dla branży spirytusowej, danych z raportu. W każdym razie wieść o rzekomo ogromnym spożywaniu małpek przez polski naród poszła w świat.

Rzecz w tym, że ta międzybranżowa wojenka jest trochę bezsensowna. Producenci mocnych alkoholi zapewne obawiają się utraty rynku na rzecz producentów piwa i walczą z mitem, że piwo jest bezpieczniejszym alkoholem. Mało kto u nas wie, że pół litra typowego piwa ma więcej alkoholu niż pięćdziesiątka wódki. A codziennie średnio sprzedaje się w Polsce 8,7 mln litrów piwa, co w ciągu roku daje to prawie 3,2 miliarda litrów piwa, czyli aż 13 razy więcej niż wódki. Trzeba zresztą lojalnie jeszcze raz przypomnieć, że podczas konferencji pan specjalista od terapii alkoholowych zaznaczył, że wśród pacjentów ma też wielu takich, którzy wpadli w nałóg nieodpowiedzialnie spożywając piwo.

Szkodliwemu stereotypowi o piwie jako bezpieczniejszym trunku sprzyja polityka państwa, czyli nieprzystające do obecnych realiów przepisy rodem z stanu wojennego, lepsze warunki podatkowe dla producentów chmielowych napojów i możliwość reklamowania piwa. Producentów spirytualiów boli jednak przede wszystkim brak państwowego wsparcia promocji polskiej wódki za granicą. Branża spirytusowa, która i tak płaci miliardowe podatki, nie rozwija eksportowej produkcji, mimo że owoce wzrostu eksportu mogłyby być słodkie dla państwowej kasy. A skoro głównym celem jest wzrost eksportu, to producenci piwa nie powinni odczuwać ze strony producentów wyrobów spirytusowych zagrożenia. Szczególnie, że działania obu branż na rzecz odpowiedzialnego spożywania alkoholu są równie energiczne jak tożsame.

Zaś sama sprawa małpek wydaje się nieco wydumana. Z moich badań, przeprowadzonych na podstawie naocznych wieloletnich obserwacji wynika, że owszem, zdarzają się klienci, którzy rano kupują małpkę, aby ją zaraz spożyć w przytulnej bramie. Jednak na ogół wypicie małpki poprzedza akt zakupu i opróżnienia dwóch puszek pysznego piwa. I naprawdę, nie są to tłumy pijących, w dodatku spieszących do pracy. A teraz, gdyby ktoś chciał przytaczać wyniki moich badań, to bardzo proszę, udostępniam za darmo.

 2
  • ZPPP „Browary Polskie” przyznają że „piwo pozostaje ulubionym napojem Polaków" więc o co to całe halo? Czy to obawa o zdrowie rodaków, czy strach, że Polak zamiast dwóch piw kupi jedną małpkę.
    • hehe niezła firma badawcza, ciekawe czy piwo bedzie z nich jeszcze korzystać, rozumiem granica błeędu 10 proc, ale dane o połowę zawyżone??? i wierz potem mediom i instytucjom badawczym - zreszta jak widze wielu dziennikarzy nie było az tak rzetelnych jak autor bloga - bo sa po prostu przedruki tych badan w necie - daleko nie szukajac na portalu wprost tez znalazłem https://www.wprost.pl/kraj/10206053/alarmujace-dane-po-malpki-codziennie-siega-3-miliony-polakow.html - niestety redakcja nie pokusila sie o sprawdzenie danych

      Ostatnie wpisy