Ambasador Chin w Senacie, czyli inne oblicze polityki

Ambasador Chin w Senacie, czyli inne oblicze polityki

Posłowie i senatorowie, którzy pierwszy raz zasiądą w parlamencie, będą zaskoczeni, jak wygląda w nim codzienna praca i w ogóle praca deputowanego. Przykładem odmiennego niż medialne oblicza polityki może być Parlamentarna Grupa Polsko-Chińska.

Na ogół Sejm i polityków postrzegamy przez pryzmat kłótni i zaciekłych awantur na sali obrad, czy w telewizyjnych studiach. Ostatnio też mogliśmy podziwiać wypowiedzi nowych, młodych posłanek i posłów, debiutujących w Sejmie, którzy nawet nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, ilu deputowanych liczy izba niższa. Można przypuszczać, że oni też wyobrażają sobie nową pracę jako pasmo emocjonujących sporów, nieprzejednanych podziałów i brutalnych ripost.

Rzeczywistość jest inna. Codzienna praca w parlamencie jest żmudna, by nie powiedzieć - nudna. A i polityczne podziały nie zawsze są tak głębokie, jak się zewnętrznym obserwatorom wydaje. Tuż przed wyborami w Senacie spotkali się przedstawiciele Parlamentarnej Grupy Polsko-Chińskiej. Spotkanie było poświęcone podsumowaniu prac grupy a gościem był J.E. Liu Guangyuan, Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny ChRL w Rzeczypospolitej Polskiej.

Na początku przewodniczący grupy, senator Prawa i Sprawiedliwości, dr Grzegorz Czelej, wyliczając jej osiągnięcia w zacieśnianiu współpracy między Polską a Chinami zaznaczył, że dla niego fundamentalną kwestią było stworzenie zrównoważonego prezydium z reprezentacją wszystkich partii politycznych oraz takie prowadzenie prac, aby były poza sporami politycznymi. Co na to wiceprzewodniczący z opozycyjnych klubów? Ano potwierdzili, że senatorowi faktycznie udało się zachować ponadpartyjny charakter prac i że ich efekty są w dużej mierze jego zasługą.

Tak, że z tymi „politycznymi podziałami nie do przezwyciężenia” różnie bywa i poselscy debiutanci mogą być czasem zaskoczeni. Podobnie jak codzienną pracą – długimi posiedzeniami w sejmowych komisjach i podkomisjach, studiowaniem zawiłych projektów ustaw i rozporządzeń, zgłębianiem opinii prawnych, tworzeniem własnych dokumentów, choćby interpelacji poselskich. Kto chce poczuć smak szarego posłowania, niech na sejmowej stronie obejrzy nagranie z posiedzenia jakiejś komisji albo przeczyta „Projekt Ustawy o Zmianie Ustawy”.

A do tego przecież jeszcze dochodzą posiedzenia klubowe, wysłuchiwanie żali podczas dyżurów poselskich czy tzw. praca w terenie – uroczystość odsłonięcia pomnika, otwarcia przychodni, dożynki czy spotkanie z kierownictwem fabryki. Plus nieoficjalne spotkania z innymi politykami, bez których trudno wiedzieć, co się dzieje w partii, z kim warto trzymać sztamę a kogo lepiej unikać żeby samemu nie podpaść. No i jeszcze udzielanie się w mediach, jeśli będzie na to zgoda szefostwa.

Wypadałoby też zapisać się do jakiegoś parlamentarnego zespołu czy którejś z grup. Weźmy na przykład tę Parlamentarną Grupę Polsko-Chińską. Żeby w niej efektywnie działać i nie biegać za matołka, należałoby wiedzieć, ile miliardów i dlaczego może wpaść do budżetu państwa dzięki temu, że wartość chińskiego eksportu do UE wynosi 600 mld dol. rocznie. Lub że liczba patentów rejestrowanych na świecie w połowie należy do Chin i dlaczego toczą się dyskusje, czy aby Państwo Środka nie osiąga już przewagi technologicznej nad Stanami Zjednoczonymi.

Ale też - jak to się stało, że żyjący w XVII wieku Michał Boym, polski jezuita i misjonarz, został europejskim posłem ostatniego cesarza z dynastii Ming. I jakie odmienne filozofie kryją się za popularną w naszym kręgu cywilizacyjnym grą w szachy i dominującą w Chinach grą Go. No i skąd u Chińczyków taka miłość do utworów Chopina. Tylko jak opanowywać tę wiedzę, skoro trzeba studiować akty prawne w swojej komisji?

„Dalej kasuję bilety w tramwajach” – zwierzyła się w medium społecznościowym jeszcze przed zaprzysiężeniem nowa, młoda posłanka – debiutantka z Warszawy. „Już dawno w życiu nie wiedziałam tylu rzeczy, gdzie będę mieszkać, gdzie będę miała biuro poselskie, kto będzie asystentką albo asystentem” – cieszyła się jak dziecko z ogromu nowej wiedzy. No to się pewnie też ucieszy, gdy dostanie do rąk projekty ustaw wraz z uzasadnieniami, opiniami prawników i ekspertów.

Istnieje pogląd, że Sejm jest dla wielu posłów najdroższym uniwersytetem świata. Nie wszystkim z nich udaje się przedłużyć edukację o kolejne cztery lata.

 1
  • No cóż. Wszystkim się wydaje, że "praca" w sejmie jest lekka, łatwa i przyjemna. Że posłowie sobie siedzą, wysłuchają i nacisną guzik aby zagłosować. A prawda jest inna. To są często godziny siedzenia, wysłuchiwania i analizowania projektów. Często do godzin nocnych. I często nie zawsze wybory - głosowania po naszej myśli.
    Idąc do polityki musimy być twardzi - bo to nie zabawa. Aaa i bądźmy przygotowani - bo jednak wstyd nie wiedzieć "co i z czym się" ;)

    Ostatnie wpisy