Dziesięć przykazań wyborczych

Dziesięć przykazań wyborczych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Odłóż politologiczne dzieła i poradniki marketingowe. Traktaty o etyce włóż między bajki, są dobre dla ostatnich naiwnych. Zamiast teorii zastosuj dziesięć praktycznych wskazówek, dzięki którym pomnożysz swe szanse na wyborczy sukces. Są to porady dla ciebie, rozumiejącego że w rodzimej polityce liczy się jedno – zwycięstwo. Czyli pognębienie wrogów, elegancko nazywanych konkurentami. Wrogiem jest ten, kto nie jest z tobą i za tobą. Albowiem za tobą są prawda, honor, prawo i sprawiedliwość. Ale pomińmy te frazesy, przejdźmy do rzeczy.
Po pierwsze – grzej. Określaj konkurentów mianem zdrajców, alkoholików, homofobów, chamów, szowinistów, fałszywych Polaków, dewotów, bezbożników – w zależności od tego, z listy jakiej partii startujesz. W ten sposób podgrzewasz i cementujesz własny elektorat. Ale pamiętaj, aby na koniec grzania zaapelować „o umiar w debacie”, wtrącając na przykład zdanie: „Trochę więcej kultury, panie pośle”. Ludzie lubią takie apele. A media, szczególnie tabloidy, lubią grzanie, będą o tobie gadać na okrągło.

Po drugie – obiecuj. Co i komu? Wszystkim wszystko, bo i tak po wyborach nie będzie niczego. Obiecuj wyższe pensje. Pensje dla matek. Wyższe dopłaty. Dopłaty do mieszkań. Komputery dzieciom. Tanie książki rodzicom. Pomoc młodym. Pomoc starym. Zniesienie biurokracji. Budowę dróg. Likwidację bezrobocia. Likwidację dziury budżetowej. Obniżkę podatków. I nie przejmuj się pytaniami, skąd brać na to pieniądze. Mów enigmatycznie że są w bankach, w marketach, że Bruksela da, że ewentualnie dowali się podatkami w lepiej zarabiających. Tych ostatnich nie ma aż tak wielu, więc niewiele głosów stracisz. No i obiecuj prowadzenie polityki zagranicznej na wyprostowanych nogach, godnej tak dużego, ważnego kraju. Znaczna część wyborców lubi, jak się ich dowartościowuje godnościowo.

Po trzecie – obłaskawiaj media. Spotykaj się na kawie z przychylnymi ci dziennikarzami, podbechtując ich próżność zwrotami typu „ależ świetny tekst pan/pani napisał/ła”. Udawaj, że cię szalenie interesują ich przemyślenia. Sprzedawaj im smaczki i ciekawostki. Sugeruj niektórym kierownicze fotele w mediach publicznych. Dzięki temu zacytują twoją wypowiedź o kryzysie ekonomicznym. Choć guzik o nim wiesz, wyjdziesz na męża stanu. Natomiast dziennikarzy wobec ciebie krytycznych omijaj na odległość kija. Mów, że są stronniczy. Uradujesz tym tobie przychylnych, którzy konkurują z nieprzychylnymi.

Po czwarte – kituj. Wciskaj dziennikarzom i komu się da niekorzystne dla konkurentów kity. Na przykład, że polityk X chce zakazać produkcji tanich zabawek. Nie musisz dodawać, że chodzi o zabawki szkodliwe dla zdrowia. Ważne, że pojawi się artykuł „X odbiera zabawki dzieciom”. Inne media stadnie podchwycą temat, przemielą i skomentują. Zanim X sprostuje, będzie po wyborach. Część dziennikarzy z lenistwa, braku wiedzy czy czasu nie zweryfikuje tego, co im wciskasz. Są też tacy, którzy z własnej woli podkręcą co im powiedziałeś, bo nie znoszą twoich wrogów bardziej niż ty sam. A gdy zaatakują ciebie, odwracaj kota ogonem. Gdy media napiszą, że sąsiedzi uważają cię za bałwana i awanturnika to mów, że sąsiedzi cię oczerniają, bo jesteś twardy i domagasz się od nich przestrzegania ciszy nocnej.

Po piąte – zrób ustawkę. Umów się z jakąś redakcją na relację z twojego życia. Jeżeli jesteś z opozycji, to zrób zakupy, narzekając że drogo. Ziemniaki drogie, marchewki drogie, piórniki drogie, no i wina, wina, proszę państwa – Tuska oczywiście. Poza tym opalasz tors lub biust na plaży. Skaczesz na motolotni. Wyciskasz sztangę. Tańczysz kujawiaka. Młócisz obiad z rodziną rolnika (pamiętaj aby twoi asystenci nie stawiali na stole np. carpaccio, ma być schabowy). Głaszczesz psa. Głaszczesz dzieci (swoje lub cudze). Przeprowadzasz babulkę przez jezdnię. I tak dalej.

Po szóste – chwal i gań. Opowiadaj jak było znakomicie gdy rządziła – lub rządzi - twoja partia. Chwal lidera, że boski, charyzmatyczny, niezastąpiony. Demonstruj wobec niego posłuszeństwo, bo kto się odchyla od linii partii, tego partia ukarze. Wyliczaj sukcesy twojej formacji kontrastując je z błędami, niedorzecznościami, nonsensami partii konkurencyjnych. Poza garstką komentatorów i amatorów polityki, którzy niestety mają długą pamięć, nikt nie zweryfikuje prawdziwości twych chwalb i nagan.

Po siódme – działaj w Internecie. Niech grupa twoich wolontariuszy czy pracowników udaje zwykłych internautów. I ostro grzeje na serwisach społecznościowych. Inicjuje debaty, jakimi to debilami, kretynami, łobuzami są twoi konkurenci. Niech też atakuje internautów będących zwolennikami twoich wrogów. Niech ich obrzuca stosownymi wyrazami, niech blokuje ich strony zgłaszając administratorom serwisów rzekome nadużycia. Ty sam też oczywiście musisz mieć swoją stronę czy bloga.

Po ósme – mów po ludzku a nie jak jakiś mądrala. Unikaj takich zwrotów jak „restrukturyzacja” (acha, znaczy zwolnienia – pomyśli Kowalski) „ujemna stopa wzrostu” (ki diabeł? – zapyta Kowalska) czy „consensus”. I w czasie wywiadów czy debat nie rozdzielaj włosa na czworo, nie przyznawaj racji dyskutantom, nie dywaguj „z drugiej strony”, nie szukaj porozumienia. Prawda jest jedna a ty jesteś jej emanacją. Siłą rzeczy, twoi przeciwnicy są emanacją kłamstwa, kapitulacji, tchórzostwa. Podkreślaj, że możesz poważnie z nimi debatować dopiero jak to przyznają. Ale też powtarzaj, że zależy ci na porozumieniu. Oczywiście prawdziwym. Są tacy, co w to uwierzą.

Po dziewiąte – podeprzyj się autorytetem. Może to być znany aktor, ekonomista, biskup, poeta, satyryk, sportowiec, obrońca praw kobiet, obrońca praw mniejszości, obrońca praw zwierząt. Może być nawet lider stadionowych kiboli, którym interesuje się prokuratura. Nieważne kto. Ważne, aby swym autorytetem przysporzył ci głosów.

Po dziesiąte – uśmiechaj się. Nieustanne nabzdyczenie, marsowa mina powodują, że kojarzysz się ze smutkiem i trudnościami. Od czasu do czasu w lekkiej tonacji wyszydź przeciwników, np. że uciekają na krzywych nogach. Powiedz coś miłego o urodzie kobiet czy też konkretnej kobiety, może to być dziennikarka lub stojąca obok ciebie długonoga działaczka. W sprzyjającym momencie przytocz ocieplającą twój wizerunek dykteryjkę. Byle nie o tym, jak zapomniałeś zapłacić za benzynę na stacji paliwowej. Poćwicz przed lustrem szczery uśmiech, to nie ma być nerwowy tik. No i panuj nad uśmiechem, nie wyszczerzaj zębów mówiąc o skutkach powodzi. Wbrew pozorom, sztuka uśmiechania się nie jest łatwa.

Na szczery, szeroki, radosny uśmiech będziesz mógł sobie pozwolić gdy okaże się, że po jakże ekscytującej, merytorycznej kampanii zdobyłeś mandat. Czyli wygrałeś wybory.

Ostatnie wpisy

  • Wirtualne spotkania z pisarzami lekiem na pandemię27 maj 2020, 12:27Spotkania on-line z pisarzami coraz bardziej się rozkręcają, co warto odnotować, bo jest to dobry sposób na przetrwanie kultury w czasach pandemii koronawirusa.
  • Kościół pęka od fundamentów16 sty 2020, 14:08Fundamentalne spory w Kościele katolickim zaczynają emocjonalną temperaturą przypominać kłótnie między wojującymi politykami. Na te spory nakładają się problemy Kościoła w Polsce.
  • PRL trwa i trwać ma w fajerwerkowych sporach10 sty 2020, 10:07W PRL wszystko było upolityczniane, bo taka była natura władzy zwanej ludową. PRL minęła dawno, ale zwyczaj ideologicznego upolityczniania trwa nawet w sporach o sylwestrowe fajerwerki. I trwać ma, bo jest to wygodne.
  • Odszkodowania podcinają skrzydła lotniskom regionalnym2 gru 2019, 13:27Dużo się mówi o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, mało o zagrożeniach przed którymi stoją lotniska regionalne z powodu konieczności wypłat odszkodowań dla właścicieli sąsiadujących z nimi nieruchomości. Winne jest, jak to zwykle bywa,...
  • Sektor finansowy powinien w jednakowy sposób chronić pieniądze klientów22 lis 2019, 13:17„Chcemy dokonać postępu i odeprzeć niebezpieczeństwa związane np. z możliwym spowolnieniem gospodarczym, bo nie chcę używać słowa kryzys. Mamy plany, by skutki tego spowolnienia były w Polsce minimalne” – mówił podczas prezentacji rządu prezes PiS...