Podobną tendencję widać w poszczególnych państwach UE. W Belgii 13 miesięcy temu doszło do pierwszej tego rodzaju sytuacji w Europie, w której wybory do parlamentu wygrali eurorealiści przed... eurosceptykami. Podobnie, choć nieco inaczej, może być jesienią 2025 w Czechach, gdzie wszystkie sondaże pokazują, że w wyborach parlamentarnych wygrają z kolei eurosceptycy przed eurorealistami.
W Polsce wybory prezydenckie wygrał kandydat prawicy. W Rumunii prawicowiec przegrał w drugiej turze, choć zdecydowanie wygrał pierwszą – ale i tak osiągnął najlepszy wynik w historii – dotychczas rachitycznej, eurorealistycznej prawicy w tym kraju.
Problemem szeroko prawicy w Europie są jednak bardzo znaczące podziały. To dlatego eurrealiści nie dogadali się w Królestwie Belgii sprawie utworzenia rządu z eurosceptykami i po półrocznych negocjacjach powstała w końcu w Brukseli Rada Ministrów z eurorelistą – premierem Bartem De Waverem (liderem Nowego Sojuszu Flamandzkiego). Podziały te były tam i są tak głębokie, iż mimo, że obie zwycięskie partie odwołują się do flamandzkiego nacjonalizmu, to jednak nie potrafiły się porozumieć.
Podobnie może być już za parę miesięcy w Czechach, gdzie raczej trudno będzie sobie wyobrazić koalicję obecnie rządzącej eurorealistycznej ODS premiera Petra Fiali (podobnie jak formacja szefa rządu Królestwa Belgii jest ona w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE) z eurosceptyczną partią byłego z kolei premiera Andreja Babisza (jego ANO należy w europarlamencie wraz z partiami Victora Orbana i Marine Le Pen do UE – sceptycznej frakcji „Patrioci dla Europy").
Owe podziały na prawicy najbardziej widać właśnie w parlamencie z siedzibami w Brukseli i Strasburgu. Politycy prawicy należą tam aż do trzech grup politycznych, a dodatkowo sporo ich jest wśród posłów niezrzeszonych. Można oczywiście pocieszać się, że w wielu głosowanych eurorealistyczni konserwatyści, uniosceptyczni Patrioci dla Europy oraz UE – negatywistyczni suwereniści głosują razem, ale nie zmienia to w niczym faktu, że formalnie w PE są podzieleni i to – uwaga! – jeszcze bardziej niż w poprzedniej kadencji PE!
Gdyby połączyli siły, byliby zdecydowanie największą frakcją w europarlamencie. Dlaczego tak się nie dzieje? Ponieważ prawica w dużo większym stopniu niż lewica czy liberałowie odwołuje się do interesu narodowego i państwowego swoich nacji, a to w oczywisty sposób utrudnia współpracę. Czy ją jednak uniemożliwia? Nie. Wręcz przeciwnie ! Czas najwyższy, aby prawica działała coraz bardziej ponad swoimi podziałami...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.