Wracając jednak ze sfery semantyki do sfery merytoryki, rzecz w tym, że jeszcze tak ze dwa lata wstecz szeroko pojmowany Zachód był generalnie bardzo solidarny i jednoznaczny w swoim poparciu dla Państwa Izrael.
Tymczasem w ostatnich dwudziestu paru miesiącach sytuacja ta zaczęła ewoluować, zaś w ostatnich kilku tygodniach owa ewolucja wyraźnie przyspieszyła. Na naszych oczach mur zachodniej solidarności z Izraelem zaczął się kruszyć, potem pękać, a teraz za chwilę stanie się historią. Oto dwa najważniejsze państwa Starego Kontynentu – poza Niemcami, którym oczywiście ze względów historycznych „mniej wolno” – zapowiedziały uznanie państwa palestyńskiego. Chodzi o Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Republikę Francuska.
Pierwszym krajem rządzi od roku lewica, dość niekonwencjonalna, gdy chodzi o politykę międzynarodową. Jedną z pierwszych wizyt zagranicznych nowego szefa MSZ w Londynie był wyjazd do Chińskiej Republiki Ludowej, czym niepomiernie zaskoczył Amerykanów, dla których Londyn był od zawsze sojusznikiem nr 1 w Europie, tak jak po Brexicie w Unii Europejskiej była nim Polska.
Francją, drugą już kadencję rządzi liberalno-lewicowy prezydent Emmanuel Macron, co też może w jakiejś mierze, choć trochę, tę decyzję tłumaczyć. Jednak to nie kwestie polityczno- ideologiczne zdecydowały o zmianie nastawienia Paryża i Londynu. Inny czynnik odegrał tu rolę decydującą. Oczywiście chodzi o znaczący procent muzułmańskich wyborców w obu tych państwach, z którymi ich rządy muszą się liczyć. I to liczyć coraz bardziej i bardziej.
Jednak na Wielkiej Brytanii i Francji nie skończyło się kruszenie dotychczasowego proizraelskiego muru Zachodu. Najpierw do obu europejskich krajów doszła Kanada, też zresztą rządzona cały czas przez lewicę, a potem i Australia. W ciągu najbliższego miesiąca identyczną decyzję – o uznaniu państwa palestyńskiego – podejmie też zapewne Nowa Zelandia. Nie wspomnę tu o podobnej deklaracji sprzed kilku miesięcy rządu niewielkiego kraju europejskiego – też rządzonego zresztą przez lewicę. Chodzi o Słowenię. Trudno ją jednak uznać za europejskiego trendsettera, a Francję i Wielką Brytanię już tak.
Oto na naszych oczach, mówiąc tytułem książki Hanny Malewskiej, „przemija postać świata”. Świata, jaki dotąd znaliśmy...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.