Cieszyliśmy się niezawisłym bytem państwowym raptem dwa i pół miesiąca. Nasza armia zajęta była walką z bolszewicką Rosją i Ukraińcami o granicę wschodnią – i w takim momencie armia czechosłowacka zaatakowała Śląsk Cieszyński, zamieszkały w większości przez Polaków. Trudno mówić o zdradzie, bo Warszawa z Pragą w żadnym formalnym sojuszu nie była. Było to bezwzględne wykorzystanie skrajnie trudnej sytuacji państwa polskiego, które zajęte było utrwalaniem niepodległości oraz walką o kształt granic. Władze w Pradze wiedziały, że jeśli na tych terenach alianci (konkretnie Wielka Brytania i Francja) zarządzą referendum, to mieszkańcy tych ziem z całą pewnością zagłosują za Polską. Dlatego jedyną możliwością przejęcia tego terytorium przez państwo Czechów i Słowaków (bardziej jednak Czechów) był militarny rabunek.
Warto tu zresztą dodać, że o tożsamości narodowej mieszkańców tych ziem świadczy fakt powołania spośród mieszkańców specjalnego Legionu Śląskiego, który w sile sześciuset ochotników walczył jako II Brygada Legionów pod dowództwem słynnego generała Józefa Hallera (tego od „Błękitnej Armii”, jego rodzony brat Stanisław, też generał, został zamordowany przez Sowietów w Katyniu w 1940 r.).
W efekcie tej napaści Czechosłowacji na nasze ziemie na mocy najpierw porozumienia z lutego 1919, a następnie decyzji Rady Ambasadorów z lipca 1920 roku Śląsk Cieszyński został podzielony tak, że jego większość znalazła się, niestety, w rękach naszego południowego sąsiada: Polsce przypadło jedynie 44 proc. tego terytorium, a bardzo duża liczba Polaków, szacowana na 150 tys. znalazła się wbrew swojej woli na terenie Czechosłowacji.
Ziemie te wróciły do Polski po niemal dwudziestu latach. Jednak Polacy na Zaolziu i państwo polskie cieszyło się tym terytorium krótko, bo do początku II wojny światowej.
Ten sam numer Czechosłowacja chciała uczynić tuż po wojnie, próbując zająć... Kłodzko i okolice! Tym razem jednak to się im nie udało. Charakterystyczne, że spór graniczny między Polską a naszym południowym sąsiadem trwał jeszcze aż trzynaście lat po wojnie i zakończył się dopiero w roku 1958. Warto pamiętać o tych w sumie czterech dekadach. Choćby po to,żeby uzmysłowić sobie, że Rzeczpospolita nie miała wrogów tylko na wschodzie i zachodzie...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.