MEN z kolejną reformą? Nauczyciele ostrzegają przed edukacyjną katastrofą, Nowacka komentuje

MEN z kolejną reformą? Nauczyciele ostrzegają przed edukacyjną katastrofą, Nowacka komentuje

Barbara Nowacka w Chorzowie
Barbara Nowacka w Chorzowie Źródło: PAP / Jarek Praszkiewicz
Na papierze wszystko wygląda dobrze. Kilka przesunięć, kilka godzin mniej. W praktyce może to być zmiana, która mocno wpłynie na przyszłość tysięcy uczniów. MEN zapowiada reformę związaną z ograniczeniem liczby godzin przedmiotów rozszerzonych. Jak ten pomysł ocenia środowisko pedagogiczne?

Od września 2027 roku szkoły ponadpodstawowe mają działać według nowych zasad. Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje reformę, która ograniczy liczbę godzin przedmiotów rozszerzonych i przesunie ich start na późniejsze klasy. Część nauczycieli i ekspertów ostrzega jednak, że te zmiany mogą zaszkodzić uczniom, zwłaszcza tym z mniejszych miejscowości.

Projekt przygotowany przez Instytut Badań Edukacyjnych zakłada, że rozszerzenia nie będą zaczynały się w pierwszej klasie, jak dotychczas. Zamiast tego pojawią się dopiero w drugiej lub trzeciej klasie liceum albo technikum. O tym, kiedy dokładnie, ma decydować dyrektor szkoły.

Dodatkowo zmniejszy się łączna liczba godzin rozszerzeń – z 22 do 18 w całym cyklu nauki.

Uczniowie stracą nawet 120 godzin nauki. Nauczyciele alarmują

Środowisko nauczycielskie na tę propozycję reaguje bardzo ostro. Dr Karol Dudek-Różycki, członek Rady do spraw Monitorowania Wdrażania Reformy Oświaty oraz przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, policzył, że w praktyce oznacza to co najmniej 120 godzin mniej na każdy przedmiot rozszerzony w trakcie nauki w liceum.

Zarówno Rada, jak i Stowarzyszenie przesłały do Ministerstwa Edukacji Narodowej krytyczne opinie. Jedna z nich zawiera bardzo mocną ocenę projektu: „Nie powinien ujrzeć światła dziennego”.

Zdaniem nauczycieli mniej godzin oznacza gorsze przygotowanie do matury, studiów i konkursów przedmiotowych. Obawiają się też, że szkoły w dużych miastach poradzą sobie lepiej niż te w mniejszych miejscowościach.

Ministerstwo tłumaczy. Nie każdy uczeń musi iść na studia

MEN odpowiada, że reforma – nazywana „Kompasem Jutra” – ma lepiej dopasować szkołę do potrzeb różnych uczniów.

Resort podkreśla, że sukces edukacyjny nie dla wszystkich znaczy to samo. Dla jednych będzie nim wysoki wynik z matury rozszerzonej, dla innych samo zdanie matury, a dla jeszcze innych zdobycie konkretnych umiejętności zawodowych.

MEN zwraca też uwagę na uczniów techników, którzy już dziś mają bardzo dużo zajęć, praktyk i egzaminów zawodowych. Według resortu przesunięcie rozszerzeń na później może ich odciążyć.

– Jedni nauczyciele mówią tak, drudzy mówią inaczej. Podstawy, ramówki, które zostały pokazane w tej chwili, są konsultowane i są tworzone przez również nauczycieli. To jest dokument Instytutu Badań Edukacyjnych, trafia do konsultacji, na razie w ramach IBE – uspokajała na antenie TVN24 Barbara Nowacka, szefowa MEN. – Natomiast kiedy rozmawiam z nauczycielami, szczególnie mówimy o technikach, mówią: uczniowie w trzeciej, czwartej klasie są przeciążeni nauką. Oni mają regularne egzaminy zawodowe, przygotowują się na studia, mają bardzo dużo pracy, mają zarówno tę wiedzę ogólną, jak i bardzo specyficzną wiedzę w dziedzinach, które sobie wybrali – dodała ministra edukacji.

Więcej władzy dla dyrektora

Zgodnie z planem liczba godzin pozostających w dyspozycji dyrektora szkoły wzrośnie z trzech do sześciu. Ministerstwo przekonuje, że dzięki temu dyrektorzy będą mogli elastycznie reagować na potrzeby uczniów i organizować dodatkowe zajęcia, także z rozszerzeń.

Nauczyciele widzą w tym jednak poważne ryzyko. Zwracają uwagę, że już dziś szkoły „kombinują”, by zmieścić więcej matematyki czy biologii, ukrywając dodatkowe lekcje pod innymi nazwami.

– Może w ogóle zrezygnujmy z rozszerzeń i będzie po kłopocie – mówi dziennikarzom Gazety Wyborczej Jacek Kaczor, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

Zdaniem nauczycieli duże miasta poradzą sobie z brakami, bo rodzice, samorządy albo rady rodziców sfinansują dodatkowe lekcje. Gorzej będzie w mniejszych miejscowościach.

„Korepetytorzy już zacierają ręce”

Dr Dudek-Różycki ostrzega, że większa swoboda dyrektorów nie zawsze zadziała na korzyść uczniów.

– Znowu skazujemy wsie na banicję intelektualną, a społeczeństwo na jeszcze większe rozwarstwienie. Korepetytorzy już zacierają ręce – mówi.

Podobne obawy ma Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych. W liście do MEN organizacja pisze wprost, że mniej godzin rozszerzeń oznacza więcej korepetycji i większe różnice między szkołami publicznymi a prywatnymi.

Rada do spraw Monitorowania Wdrażania Reformy Edukacji imienia Komisji Edukacji Narodowej dodaje, że późniejszy start rozszerzeń może utrudnić przygotowanie do olimpiad i konkursów, a w trzeciej klasie doprowadzić do „upchnięcia” materiału tuż przed maturą.

Co dalej?

Ministerstwo zapowiada konsultacje społeczne i zapewnia, że jest otwarte na zmiany w projekcie. Reforma miałaby wejść w życie we wrześniu 2027 roku.

Na razie jednak w środowisku nauczycieli dominuje sceptycyzm. Wielu z nich obawia się, że zamiast odciążyć uczniów, reforma przerzuci ciężar nauki poza szkołę – do korepetytorów i prywatnych placówek.

Czytaj też:
Uczniowie mają za dużo wolnego? Wiceszefowa MEN zabrała głos
Czytaj też:
MEN szykuje rewolucję w przedszkolach? Resort Nowackiej chce ważnej zmiany

Opracowała:
Źródło: Gazeta Wyborcza / TVN24