Wybory parlamentarne na Węgrzech zbliżają się wielkimi krokami. Wielu ekspertów podkreśla, że mogą to być jedne z najważniejszych wyborów od czasu upadku komunizmu. Pojawiają się jednak ostrzeżenia, że głosowanie może nie być do końca uczciwe. Powód? Viktor Orban przez lata systematycznie kształtował reguły gry tak, aby faworyzowały jego partię Fidesz.
Nieuczciwe wybory na Węgrzech?
Przeciwnicy premiera Węgier podkreślają, że mimo iż nikt nie zakazuje kandydatom opozycyjnym startu, ich realne szanse są mocno ograniczone. zasady dotyczące okręgów wyborczych, media pod kontrolą państwa i różne formy „przekonywania” wyborców dają Fideszowi wyraźną przewagę. Mimo że niezależne sondaże pokazują, że partia opozycyjna Tisza pod wodzą Petera Magyara jest popularna, rzeczywiste odsunięcie Viktora Orbana od władzy może być bardzo trudne.
Od momentu powrotu do władzy w 2010 roku Viktor Orban zmniejszył liczbę miejsc w parlamencie i podzielił kraj na 106 okręgów jednomandatowych o zróżnicowanej wielkości, faworyzując te, w których jego partia ma większe poparcie. Pozostałe miejsca przydzielane są proporcjonalnie z list partyjnych. Ostatnie zmiany w 2024 roku dotyczyły Budapesztu, który zwykle popiera opozycję. Takie zabiegi łamią standardy OBWE i zwiększają przewagę rządzącej partii.
Poważne zarzuty pod adresem Viktora Orbana
Do tego dochodzi niemal całkowita kontrola nad mediami. Państwo od 2010 roku przestało zamieszczać reklamy w krytycznych tytułach, prywatni reklamodawcy byli ostrzegani, by nie wspierali niezależnych mediów, a biznesowi sojusznicy Viktora Orbana kupowali upadające tytuły. W efekcie dla wielu wyborców, zwłaszcza z mniejszych miejscowości, przekaz medialny ogranicza się praktycznie wyłącznie do narracji rządowej.
Nie brakuje też innych metod zwiększania przewagi Fideszu. Węgierski premier zaoferował obywatelstwo i prawo do głosowania niemal 2 milionom Węgrów mieszkających w sąsiednich krajach, którzy tradycyjnie głosują na jego partię. Ułatwiono im też oddawanie głosów korespondencyjnie. Z kolei młodsi, mieszkający dalej wyborcy opozycji muszą głosować w ambasadach, co ogranicza ich frekwencję.
Na przestrzeni lat pojawiały się także oskarżenia o kupowanie głosów. W ubiegłych wyborach organizacje obywatelskie zgłaszały, że wyborcom oferowano gotówkę, jedzenie czy inne dobra w zamian za poparcie Fideszu. W tym roku podobne zarzuty powróciły, w tym w dokumencie „The Price of a Vote”, który pokazuje rzekome naciski na mieszkańców wsi i rozdawanie nagród za głosy.
Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Instytut Republikon, opozycyjna partia TISZA ma aktualnie 6 pkt proc. przewagi nad rządzącym Fideszem. Formację Petera Magyara popiera 37 proc. respondentów, natomiast ugrupowanie Viktora Orbana może liczyć na 31 proc. głosów.
Czytaj też:
Tusk nie gryzł się w język. „Nie ma nic obrzydliwszego”Czytaj też:
Rewolucja na Węgrzech? Ten ruch Kaczyńskiego wywołał burzę
