Śledczy z Kielc przyznają, że „takiej sprawy jeszcze u nich nie było”. Zarzuty jak dotąd usłyszało już sześcioro lekarzy, a sporo wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec.
10-letni Wiktor trafił do szpitala. Wkrótce zmarł
Wiktor pochodził z Konieczna niedaleko Włoszczowy. Studiował na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Od dziecka był związany z piłką nożną – grał w lokalnych klubach, zdobywał tytuły i medale. Jego ojciec do dziś przechowuje te pamiątki. – Tak długo walczę o sprawiedliwość – mówi Krzysztof Malinowski. Od śmierci Wiktora minie wkrótce pięć lat.
Ojciec Wiktora nie chce wracać do szczegółów tego, co stało się w 2021 roku. Dziennikarzowi Gazety Wyborczej odpowiada krótko, rzeczowo, często przywołując przepisy Kodeksu karnego. Przez lata sam zgłębiał prawo. Nie korzystał z pomocy adwokata.
Jak wynika z jego relacji, 14 lipca 2021 roku Wiktor trafił na oddział psychiatryczny szpitala przy ulicy Kusocińskiego w Kielcach. To placówka podległa Świętokrzyskiemu Centrum Psychiatrii w Morawicy.
Kilka dni później – 25 lipca – rodzina została poinformowana, że doszło do próby samobójczej. Wiktor przebywał wówczas w izolatce.
Został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Tam, 29 lipca, zmarł.
Śledztwo początkowo umorzone
Jak pisze GW, na początku Prokuratura Rejonowa Kielce-Wschód umorzyła sprawę dotyczącą ewentualnego doprowadzenia lekarzy do śmierci samobójczej. Dopiero po zażaleniu ojca sąd nakazał ponowne jej rozpatrzenie. I w ten sposób śledztwo przejęła Prokuratura Rejonowa w Sandomierzu. W 2022 roku zwrócono się o opinię do biegłych z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego i zawieszono postępowanie.
Opinia wpłynęła dopiero w ubiegłym roku – i, jak wynika z ustaleń, jest bardzo krytyczna wobec działań personelu i obowiązujących w placówce procedur.
Ruszyła lawina zarzutów. Sprawa wróciła na wokandę
Śledztwo zostało wznowione, a 27 lutego pierwszy lekarz usłyszał zarzuty. W kolejnych tygodniach postawiono je następnych osobom – w sumie sześciu.
– Konradowi L., Justynie H., Milenie S., Łukaszowi K., Hubertowi D. i Beacie B. postawiono zarzuty dotyczące nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta, narażenia go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także bezprawnego pozbawienia wolności – mówi GW Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Podkreśla, że każdy zarzut ma indywidualny charakter. Ich podstawą są jednoznaczne wnioski biegłych.
– W sprawach medycznych zabezpieczamy dokumentację, monitoring, przesłuchujemy świadków i zebrany materiał dowodowy przedstawiamy do oceny zespołowi biegłych, którzy odnoszą się do prawidłowości procesu leczenia pacjenta. Jeśli uznają, że doszło do błędów, to wskazują, kto jest za nie odpowiedzialny – wyjaśnia. Z nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy wynika, że Wiktor przebywał w sali intensywnego nadzoru, gdzie powinien być stale obserwowany.
Eksperci mają też podważać zasadność umieszczania go w izolatce oraz wskazywać na brak odpowiednich badań.
Równolegle w Prokuraturze Rejonowej Kielce-Zachód prowadzone jest drugie śledztwo – dotyczące monitoringu, który powinien być przechowywany przez rok, ale zniknął wcześniej. Pojawia się też wątek możliwego fałszowania dokumentacji medycznej.
Ojciec Wiktora zapowiada walkę o zmianę kwalifikacji czynu – na zabójstwo.
Lekarze odpierają zarzuty. „Nie mamy jak się bronić”
Szpital nie komentuje sprawy. Powołuje się na trwające postępowanie. W oficjalnym stanowisku podkreślono, że placówka podchodzi do sytuacji „z najwyższą powagą i odpowiedzialnością” oraz apeluje o ostrożność w ocenach.
Żaden z lekarzy nie przyznał się do winy. Odmówili składania wyjaśnień. GW otrzymała natomiast oświadczenie od jednej z lekarek.
„W imieniu moim i wszystkich lekarzy oraz innego personelu, będących przedmiotem tego postępowania prokuratury, mogę powiedzieć, że kierowaliśmy się najlepszą wiedzą i doświadczeniem, wkładając w nasze działania maksimum zaangażowania – również emocjonalnego. Staraliśmy się robić absolutnie wszystko, co mogło temu pacjentowi pomóc. To, że ta historia skończyła się w tak tragiczny sposób, również dla nas jest olbrzymim obciążeniem. To trauma na całe życie. Niestety, w psychiatrii, jak w każdej dziedzinie medycyny, istnieje odsetek przypadków śmiertelnych, którym nie udaje się zapobiec – z taką sytuacją mamy do czynienia tutaj” – stwierdziła Beata B..
Dodała, że „toczy się postępowanie, o okolicznościach sprawy nie możemy mówić, ze względu na obowiązującą nas tajemnicę lekarską. Apelujemy jednak o rozwagę w przedwczesnym ferowaniu wyroków”. Lekarzom grozi do pięciu lat więzienia.
Jak twierdzi GW, nieoficjalnie w szpitalu mówi się o napiętej atmosferze. Lekarze mają bać się, że każdy, kto w tamtych dniach podejmował decyzje, może czuć się zagrożony.
Śledczy nie wykluczają, że grono podejrzanych może ulec rozszerzeniu.
Czytaj też:
Cały świat mówi o 25-latce. Młoda kobieta zdecydowała się na eutanazjęCzytaj też:
Tajemnicza śmierć w szpitalu. 29-latka zmarła dwa dni po przyjęciu
