Współcześni uczniowie postrzegają sztuczną inteligencję nie jak technologiczną ciekawostkę, lecz coś oczywistego. Tak jak wcześniejsze pokolenia rodziły się i dojrzewały z internetem czy mediami społecznościowymi, tak dzisiejsze dzieci stają się „AI-native” – osobami, które od najmłodszych lat mają kontakt z algorytmami. Problem w tym, że nie wszędzie i nie wszyscy mają do tego równy dostęp.
Na łamach brytyjskiego dziennika The Guardian opisano zajęcia w jednej ze szkół podstawowych w Wielkiej Brytanii, gdzie uczniowie uczą się trenować własne modele sztucznej inteligencji. Dzieci obserwują, że algorytmy popełniają błędy, poprawiają je i rozumieją, że AI nie działa w magiczny sposób, lecz opiera się na konkretnych zasadach i danych.
Specjaliści podkreślają jednak, że takie lekcje to wciąż rzadkość. Brak systemowej edukacji cyfrowej może sprawić, że różnice w dostępie do wiedzy szybko zamienią się w trwałe nierówności społeczne.
Sztuczna inteligencja a nowy podział społeczny. Jak to możliwe?
Philip Colligan, dyrektor fundacji Raspberry Pi ostrzega, że bez powszechnej edukacji w temacie sztucznej inteligencji może dojść do głębokiego podziału. Z jednej strony będą osoby, które rozumieją działanie algorytmów, potrafią je oceniać i świadomie z nich korzystać. Z drugiej z kolei ludzie zdani na decyzje automatycznych systemów, których mechanizmów nie rozumieją.
Ekspert zauważa, że AI coraz częściej ma wpływ na realne tematy, takie jak decyzje finansowe, dostęp do opieki zdrowotnej, świadczeń społecznych czy wymiar sprawiedliwości. Bez wiedzy o tym, jak działają algorytmy, obywatel traci możliwość kwestionowania takich decyzji i obrony swoich praw.
AI rośnie, zainteresowanie informatyką spada
Paradoks polega na tym, że w czasie gdy rośnie znaczenie sztucznej inteligencji, zainteresowanie nauką informatyki spada. W Wielkiej Brytanii coraz mniej uczniów wybiera egzaminy z tego przedmiotu, mimo że narzędzia oparte na AI stają się codziennością.
Jednocześnie pojawia się narracja, że nauka programowania przestaje mieć sens, bo sztuczna inteligencja i tak „zrobi to za człowieka”. Takie opinie słychać zarówno wśród liderów technologicznych, jak i polityków. Przykładem jest Keir Starmer, który kilka lat temu sugerował, że tradycyjne nauczanie informatyki może stracić rację bytu, skoro AI wyprze ten zawód.
Zdaniem specjalistów to podejście jest krótkowzroczne. Automatyzacja nie eliminuje potrzeby rozumienia technologii, ale wręcz ją zwiększa.
Nie o kodowanie chodzi, lecz o kontrolę
Cytowany przez The Guardian Simon Peyton Jones, współtwórca brytyjskiej podstawy programowej z informatyki podkreśla, że celem edukacji nie jest wychowanie samych programistów. Kluczowe jest zrozumienie, jak działają systemy, które coraz częściej podejmują decyzje w imieniu ludzi.
Jeśli sztuczna inteligencja pozostaje „czarną skrzynką”, jej działanie zaczyna przypominać magię. To z kolei prowadzi do poczucia bezradności i braku wpływu. Jeden z uczniów cytowanych w artykule Dziennikarze portalu zauważają, że AI może być pomocna, ale bezkrytyczne zaufanie jej błędom może mieć poważne konsekwencje. Dlatego – jak mówi – lepiej, by to człowiek sprawował kontrolę nad algorytmem, a nie odwrotnie.
AI jak czytanie i pisanie?
W tle tej debaty pojawia się pytanie fundamentalne: czy rozumienie sztucznej inteligencji nie powinno stać się dziś tak samo podstawową umiejętnością jak czytanie i pisanie. Były wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg zwracał uwagę, że przechodzimy od „korzystania z internetu” do „życia w internecie”.
Jeśli tak, brak kompetencji cyfrowych nie będzie jedynie luką w edukacji, lecz realnym ograniczeniem obywatelskiej sprawczości. Stawką jest zdolność młodych ludzi do rozumienia świata, w którym coraz więcej decyzji zapada poza ich bezpośrednim wpływem. Bez zmian w edukacji sztuczna inteligencja może zamiast wyrównywać szanse – jeszcze bardziej je pogłębić.
Czytaj też:
MEN ma nowy pomysł na edukację zdrowotną? „Nowacka rozważa ten apel”Czytaj też:
Odwołane lekcje w sporej części Polski. MEN tłumaczy
