Barbara Nowacka została zapytana w Polsat News o propozycję partii Razem. Ugrupowanie domaga się zmniejszenia grup przedszkolnych z 25 do 18 dzieci przy zachowaniu finansowania. – Niż demograficzny wchodzi w tej chwili do przedszkoli. Ja mam regularne spotkania z nauczycielami w ramach „Kompasu Jutra” i to jest stałe pytanie nauczycieli, co dalej z naszymi miejscami pracy. To nie jest postulat tej, czy innej partii – przekonywała szefowa MEN.
Nowacka zaznaczyła, że „oświata to jest ponad pięć milionów uczniów, 20 tysięcy szkół, 700 tys. etatów nauczycielskich”. – To jest olbrzym i żeby go ruszyć, trzeba wprowadzić ogólnopolskie zmiany. I z jednej strony nauczyciele, szczególnie przedszkolni mówią: Tak, musimy zadbać o to, żebyśmy pracowali w lepszych warunkach. I te mniejsze grupy są słusznym postulatem – stwierdziła minister edukacji narodowej.
Barbara Nowacka o „kroczącej zmianie, żeby zachować etaty nauczycielskie”
Nowacka zastrzegła jednocześnie, że „wprowadzenie tego w tej chwili, tak z roku na rok, w niektórych przedszkolach po prostu by spowodowało duże turbulencje”. Szefowa MEN wyjaśniła, że chodzi np. o kwestie lokalowe, bo dzieci jest więcej. – My się do tego bardzo przymierzamy, bo to jest zmiana, która po prostu będzie postępowała. Taka krocząca zmiana, żeby zachować etaty nauczycielskie – tłumaczyła Nowacka.
Minister edukacji narodowej kontynuowała, że ta reforma nie może być przeprowadzona „ad hoc, bez dogłębnej analizy, jakie to będzie miało skutki dla poszczególnych przedszkoli”. – Widzimy pewien niż demograficzny i ja nie zgadzam się z zamykaniem placówek oświatowych. W tej chwili leży u prezydenta, czeka na podpis, ustawa osłonowa dla małych szkół. To jest jedno z tych działań, które będą wspierały przeciwdziałanie kryzysowi demograficznemu – mówiła Nowacka.
Grupy przedszkolne zostaną zmniejszone? Szefowa MEN: Mechaniczne wpisanie nic nie da
Szefa MEN wytłumaczyła, że niż oznacza wyludnianie się małych miejscowości. Zdaniem Nowackiej weto Karola Nawrockiego oznacza pogłębianie się wyludniania wsi. – Mechaniczne wpisanie, ile ma być dzieciaków, nie spowoduje, że samorządy nie będą podejmowały decyzji o likwidacji. Po prostu będą ją inaczej argumentować, a ja chcę, żeby nie likwidowali, więc daje im możliwość osłony ich instytucji – podsumowała minister edukacji narodowej.
Czytaj też:
„Bardzo niebezpieczne” skutki rozporządzenia MEN. „Haniebny i absurdalny proceder”
