Gry naszego dzieciństwa

Gry naszego dzieciństwa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Piksele
Piksele
Z okazji premiery filmu „Piksele” w redakcji zaczęliśmy zastanawiać się nad naszymi ulubionymi grami z okresu dorastania. W końcu okres boomu konsol oraz automatów do gier przypadł dokładnie na moment naszej wczesnej młodości. Przygotowując się więc do seansu dzieła Chrisa Columbusa, postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do krainy wspomnień.

Michał Kaczoń

Pewnie nie będą oryginalny, ale jedną z moich ulubionych gier dzieciństwa był Super Mario Bros i liczne jego wersje. Najlepszą była dla mnie ta, w którą mogłem grać na GameBoyu Color, kolejnej edycji słynnej przenośnej konsoli. Różnorodność plansz oraz strojów Mario umożliwiała różnorodne, niespotykane na co dzień tricki, więc stałe maszerowanie w prawo (aczkolwiek w tej wersji uruchomiono już pójście w lewo!) dawało mi godziny satysfakcji.

Dominika Pietraszek

„Maaamooo, powiedz mu, że teraz moja kolej!” – zakładam, że jeśli urodziliście się w latach 80. lub 90. i mieliście rodzeństwo, powyższa fraza była jedną z częściej przez was powtarzanych. Kiedy to mnie udało się wygrać batalię o podłączony do Pegasusa joystick, najchętniej grywałam w „czołgi” i „kaczki” (Tank 1990 i Duck Hunt, jednak które dziecko używało wówczas tych nazw?). „Czołgi” nie straciły nic ze swej grywalności, o czym przekonałam się, odnajdując niedawno wersję zręcznościówki na smartphone’a. „Kaczki” natomiast, dzięki wykorzystywanemu do gry pistoletowi, dawały wrażenie niesamowitej interaktywności. Oczywiście niesamowitej dla dziesięciolatki, która nie przypuszczała, że za kilkanaście lat wraz z koleżankami drzeć się będzie do plastikowego mikrofonu, a przecież istnieje szereg gier angażujących fizycznie znacznie bardziej niż SingStar. Jednego jestem pewna – dla żadnej z nich nie byłabym już w stanie zaryzykować siniaków i zadrapań, ofiary godnej Pegasusa.

Emilia Koronka

Grą z dzieciństwa, którą pamiętam do dziś jest Duck Hunt. Wydana w 1985 roku przez Nintendo strzelanka, która wykorzystywała pistolet świetlny. Jako kilkuletnia dziewczynka stawałam przed telewizorem i mierzyłam do latających kaczek. Do dziś prześladuje mnie szyderczy śmiech psa, który wyłaniając się zza krzaków perfidnie wyśmiewał moje pudła.Jedyna gra, w którą nie przegrywałam ze starszymi kuzynami. Wspomnienie lat 90 - aż żal, że żaden Pegasus nie ostał się w moim domu.

Igor Szokalski

Prawdopodobnie grą, która w dzieciństwie zrobiła na mnie największe wrażenie, była adaptacja "Moonwalkera" Michaela Jacksona na automat Segi w 1990 r. Dla dzieciaka, który do tej pory grał głównie w rozpikselowane gry na Commodere 64, ten pięknie animowany beat-em-up był wizualną ekstazą połączoną ze świetną grywalnością. Dodać do tego muzykę mojego wówczas ulubionego artysty oraz tę charakterystyczną atmosferę salonów gier wideo,ijuż można się domyślić, gdzie należało mnie szukać popołudniami.

Tamtego lata na żetony do "Moonwalkera" przepuściłem całe swoje kieszonkowe, ale biorąc pod uwagę radochę, jaką to przyniosła, do dziś twierdzę, że to jedna z najlepszych moich inwestycji.

Małgorzata Czop

Nie byłam typem dziecka, które spędza wolne chwile na graniu, a jeśli już coś wybierałam to nie bardzo zajmującego i szybkiego do przejścia. Dużym sentymentem darzę Super Mario Bros, gdzie oszczędna grafika dodawała uroku. Uroczy wąsaty pan stawał w szranki z krwiożerczymi roślinami i potworkami. Skoki, przeskoki i ciche przyczajenia – niby nic skomplikowanego, a potrafiło dawać frajdę.

Anna Pawluczuk

Z gier mojego (wczesnego) dzieciństwa pamiętam nieśmiertelnego „tuptusia” (jak go nazywałam, ze względu na charakterystyczny pseudo-dźwięk kroków), czyli przepychanie paczek przez labirynt. Niewiele rozumiałam, ale uwielbiałam ślęczeć w jego towarzystwie przed ekranem.


Inną - która święciła triumfy w moim około-siedmioletnim życiu była stylizowana na Mario gra, gdzie zdobywało się punkty (monety czy cokolwiek innego) przechodząc planszę i rozwiązując działania matematyczne. Nazwy oczywiście nie pamiętam, ale przeżywanych emocji nigdy nie zapomnę.
 Później - ale to już około czwartej klasy szkoły podstawowej zaczęło królować The Sims, z którymi nie rozstawałam się przez kolejne lata.

Michał Nawrocki

Zanim na dobre zaczęła się moja fascynacja filmami, wcześniej była przygoda z grami... ale i tak moją ulubioną grą była ta inspirowana filmem - choć wtedy o tym jeszcze nie wiedziałem. Miałem 9 lat (zaczyna się prawie jak piosenka grupy Perfect), gdy Commodore 64 w prezencie dostałem. Moja ulubioną grę, uruchamiałem z kasety magnetofonowej (sic!).Była to platformówka o nic nie mówiącym mi tytule. Dwóch panów w garniturach i ciemnych okularach skakało - oczywiście przy mojej pomocy - pokonywało panów w dziwnych mundurach i zbierało pieniądze. A gdy zebrałem odpowiednią ilość monet - był koncert... Mowa oczywiście o platformówce "The Blues Brothers". Do tej pory wspominam ją z wielkim sentymentem.

Czytaj także

 0

Czytaj także