Święta w Portach Lotniczych zagrożone

Święta w Portach Lotniczych zagrożone

Problemy w Portach Lotniczych
Problemy w Portach Lotniczych / Źródło: FreeImages.com
Wprost dotarł do pisma, jakie pracownicy spółki PPL wysłali do szefa jednego z sześciu związków zawodowych. Apelują w nim o zawarcie porozumienia z zarządem. To kolejna odsłona konfliktu jaki się toczy w spółce zarządzającej największym portem lotniczym w Polsce.

Pracownicy, których interes ma reprezentować związek proszą, by ten przerwał spór i podpisał porozumienie, bo działa na ich niekorzyść. Już wiadomo, że przez upór związkowca, premii świątecznych w tym roku w spółce nie będzie. A to kwota średnio na jednego pracownika blisko 14 tys. zł i nie jest to pierwsza premia. W firmie wypłaca się bowiem dwa roczne bonusy. W praktyce to „trzynastka” i „czternastka”. Przy czym średnia wysokość pensji w „Portach Lotniczych” jest niemal dwukrotnie wyższa niż średnia krajowa i wynosi 9.300 zł brutto.

Dla porównania, średnia zarobków w zawodzie pielęgniarki wynosi 2.850 zł, a u protestujących nauczycieli to 3.200 zł, czyli trzykrotnie mniej niż w „Portach Lotniczych”! Praktycznie w żadnym zawodzie nie można również liczyć na 14 pensji w roku. A PPL na tegoroczne świąteczne nagrody przygotował ponad 20 mln zł. Mimo takich warunków finansowych, w PPL-u trwa permanentny stan sporu zbiorowego i groźba strajku. Tak jest w tym roku, tak było również w poprzednim. Mało tego, Związek Zawodowy Pracowników Lotnictwa Cywilnego zażądał od pracodawcy gwarancji zatrudnienia pracowników na okres 5 lat oraz rekompensaty za zwolnienie w wysokości nawet 3-letniej pensji. Zapytaliśmy lidera związku, Marka Żuka skąd tak wygórowane oczekiwania.

- Żądania są skutkiem narastającej fali zwolnień w PPL i oczekiwań pracowników domagających się słusznie od związków zawodowych obrony ich miejsc pracy. Do tego są ustawowo powołane. Poprzednie gwarancje pracy, które obowiązywały w PPL przez trzy lata do końca września 2017 r, nie wygenerowały żadnych kosztów dla PPL. Obecne żądania dotyczą wyłącznie niezwalniania pracowników z przyczyn ich niedotyczących. Co do wysokości gwarancji – pracodawca w odpowiedzi nie zaproponował nawet złotówki na gwarancje. Nie wiemy, co ukrywa przed pracownikami. My jesteśmy gotowi na daleko idący kompromis.

Prezes PPL-u Mariusz Szpikowski, w negocjacjach z 6 związkami zawodowymi podniósł premię z 10 proc. rocznego wynagrodzenia do 19 proc. i uzależnił jej wypłacenie od podpisania porozumienia i wyjścia z patu sporu zbiorowego. To jednak Marka Żuka nie satysfakcjonuje. Redakcja „Wprost” dotarła do pisma, które skierowali pracownicy „Portów Lotniczych” do związkowca. Już kilkuset pracowników podpisało petycję, by ten nie blokował wypłacenia dogadanych z zarządem nagród.

- Szanowny Panie Przewodniczący! My, Pracownicy PPL, należący i nienależący do związków zawodowych, zwracamy się do Pana z prośbą o podpisanie Porozumienia w sprawie wypłaty nagrody i zakończenia sporu zbiorowego z Pracodawcą. W ten sposób udowodni Pan, że faktycznie leży Panu na sercu los Pracowników, którzy czekają na wypłatę nagrody – czytamy w oficjalnym piśmie. - Panie Przewodniczący! Obecnie Pana związek jest jedynym, który blokuje wypłatę nagród dla nas, wszystkich Pracowników PPL należących i nienależących do związków zawodowych. Wzywamy Pana do podpisania dokumentu, abyśmy mogli otrzymać nagrodę za nasz ogromny tegoroczny wysiłek.

Sytuacja jest co najmniej, niecodzienna. 5 związków zawodowych wynegocjowało z prezesem PPL-u nagrody roczne w wysokości 19 proc. ich rocznej pensji. Związkowiec Marek Żuk żądał w tym samym czasie nagród na poziomie... 10 proc i blokował dalsze porozumienie.

W przypadku braku porozumienia Żuka z prezesem Mariuszem Szpikowskim, premii nie otrzyma 1.400 uprawnionych do tego osób. Sytuacja jest niezwykle napięta, bo cała załoga PPL-u na te pieniądze liczyła przez cały rok. Do naszej redakcji napisał jeden z pracowników Portów.

- Panie Przewodniczący. Proszę, niech Pan wytłumaczy mojej dziewięcioletniej córeczce, dlaczego w tym roku nie przyjdzie do niej Mikołaj! Pracuję w PPL od kilku lat i strasznie lubię tę pracę, może dlatego, że pracuję z podobnymi sobie wariatami lotnictwa. Zarabiam nieźle, choć poniżej średniej windowanej przez kominowe płace Pana i Pana kolegów. Jak wielu Polaków mam kredyt hipoteczny, spłacam zobowiązania, które musiałem zaciągnąć, aby wyjechać z dzieckiem na wakacje. Kiedy zapłacę za mieszkanie, prąd, zostają mi grosze, za które – bez szaleństw – udaje mi się przeżyć do końca miesiąca. W listopadzie miałem jednak większe wydatki – najdrożej w Polsce jest chorować, zwłaszcza, jeśli chodzi o dziecko. Płaciłem za recepty – liczyłem, że w grudniu otrzymam nagrodę, na którą naprawdę bardzo ciężko zapracowałem wiele razy poświęcając mój czas dla rodziny. W tym momencie jestem bez grosza przy duszy. Nie dałem rady opłacić czynszu. Nie kupiłem prezentu dla córeczki – choć ona dalej wierzy, że to Mikołaj przynosi podarunki. Wiem, niesłusznie pielęgnowałem w niej tę dziecięcą niewinność, powinienem jak najszybciej rozbić jej bajkowy świat. Dziękuję za to Panie Przewodniczący. Może dzięki Pana działaniom moje dziecko zahartuje się i zrozumie, że nie ma sensu marzyć i wierzyć w bezinteresowne dobro. Może to i dobrze, że w tym roku nie będę miał choinki w domu – przecież ona tak zagraca zawsze mieszkanie. Dziękuję też za zbliżenie mnie do rodziny – dzięki Panu będę musiał wprosić się na wszystkie świąteczne dni do moich rodziców emerytów, bo z pewnością nie dam rady zapewnić rodzinie świątecznego posiłku. Mam tylko prośbę do Pana – niech Pan nie mówi, że Pana działania są w mojej obronie. Gdyby działał Pan w interesie moim i mojej rodziny, podpisałby Pan porozumienie, dzięki któremu mógłbym kupić córeczce prezent, a ona dalej wierzyłaby w Mikołaja!

O to, dlaczego związkowiec, który powinien reprezentować wolę pracowników przed pracodawcą, nie chce posłuchać oficjalnie skierowanego do niego pisma, zapytaliśmy samego zainteresowanego.

- Pan redaktor w sposób nieuprawniony już w pytaniu postawił tezę, że działamy wbrew pracownikom. Nie dodał Pan również, że na liście podpisała się tylko część pracowników PPL. Zdecydowana natomiast część pracowników oczekuje stabilizacji zatrudnienia i wspiera nasze działania. Rezygnacja z obrony miejsc pracy, czego oczekuje od naszego związku prezes, to byłoby właśnie działanie związku wbrew woli i na szkodę wszystkich pracowników PPL. Ustawowym obowiązkiem związków jest ochrona miejsc pracy pracowników.

- Związkowiec twierdzi, że stoi za nim zdecydowana większość pracowników. Nie dodaje natomiast, że 5 na 6 związków zawodowych porozumienie z prezesem podpisało. Nijak się więc to ma do jego słów. Ten człowiek robi wszystko pod siebie i nastawił przeciwko sobie już olbrzymią część załogi – mówi nam anonimowo jeden ze związkowców.

A atmosfera w firmie w ostatnich dniach naprawdę zrobiła się już napięta. W nieoficjalnych rozmowach, pracownicy mówią wprost – jeśli premie przed świętami nie zostaną wypłacone, po Nowym Roku może dojść do zaostrzenia konfliktu między samymi pracownikami. Tym bardziej, że jak twierdzą nasi rozmówcy, on sam ma bardzo wysokie, jak na jego kwalifikacje i doświadczenie, uposażenie. Niestety nam nie udało się dowiedzieć, ile rzeczywiście zarabia na etacie związkowym. Nie chciał nam tego powiedzieć.

- Zgodnie z obowiązującymi w PPL przepisami, ujawnienie przez pracownika swojego wynagrodzenia lub wynagrodzenia innego pracownika grozi dyscyplinarnym zwolnieniem. Natomiast jedyną osobą w PPL, która może ujawnić publicznie swoje wynagrodzenie jest chyba tylko prezes.

Pozostali szefowie związków nie mogą zrozumieć uporu swojego kolegi oraz ciągłego pozostawania w opozycji do zarządu firmy.

- W mojej ocenie, z pracy związkowej należy wyciąć politykę – uważa Robert Szycko, Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Służb Lotniskowych. - Jak się związkowcy pozbędą polityki, to wtedy mogę powiedzieć, że jest to działalność typowo związkowa. A ja zauważam obecnie elementy polityczne. Nie ważne, kto rządzi w kraju, nie ważne jak rządzi, my pełnimy służbę na lotnisku i mamy ją wykonywać bez względu na wszystko w sposób rzetelny.

Jako mało zasadne i nieracjonalne żądania Żuka względem pracodawcy postrzega także Marian Górecki, przewodniczący NSZZ Solidarność.

- Jeżeli słyszymy, że organizacja związkowa w sporze zbiorowym domaga się takich gwarancji, to po pierwsze są one nierealne, a po drugie w kategoriach zdroworozsądkowych, a mówię tu jako pracownik, mogą one być niekorzystne nie tylko dla przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim dla osób zatrudnionych. Powodem może być chociażby załamanie rynku lotniczego w danym okresie, które spowoduje, że przedsiębiorstwo nie udźwignie tak ogromnych zobowiązań, które musiałoby ponieść w stosunku do pracowników - tłumaczy.

Na poparcie tej tezy można przytoczyć wydarzenia sprzed kilku lat. Podczas ostatniej restrukturyzacji „Portów Lotniczych” wykorzystano zapisy o 36-miesięcznych odprawach. Wówczas pracownicy otrzymywali nawet kilkaset tysięcy złotych odprawy. Łączny koszt zwolnień mógł wynieść 300 mln zł. Tych pieniędzy oczywiście w PPL-u nie było, więc firma zanotowała w 2014 roku 88 mln zł straty. Mało tego, rok wcześniej, mimo że jest monopolistą to jej strata wyniosła aż 318 mln zł!

- Niektórych związkowców wyniki firmy kompletnie nie obchodzą – usłyszeliśmy od jednego z pracowników – oni doskonale wiedzą, że jak swoimi działaniami znowu doprowadzą do potężnego zadłużenia, to i tak całe społeczeństwo się na to zrzuci. A oni nadal będą żyć jak pączki w maśle.

Źródło: Wprost
 1

Czytaj także