Tłumaczka Tuska komentuje zwolnienie jej z tajemnicy. „Łamanie standardów”

Tłumaczka Tuska komentuje zwolnienie jej z tajemnicy. „Łamanie standardów”

Donald Tusk
Donald Tusk Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Prokuratura po raz kolejny wydała postanowienie o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej Magdaleny Fitas-Dukaczewskiej. Sama zainteresowana odniosła się do tego faktu w mediach społecznościowych. Była tłumaczka wielu polskich prezydentów i premierów, w tym Donalda Tuska, jest świadkiem w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.

Przypomnijmy, prokuratura już raz wydała takie postanowienie, jednak w marcu zostało ono uchylone przez warszawski sąd okręgowy.– Sąd uzasadnił decyzję tym, że prokurator w wystarczającym stopniu nie uzasadnił istnienia przesłanki dobra wymiaru sprawiedliwości dla takiego zwolnienia. Pani świadek nie może składać zeznań w zakresie, w jakim jest związana tajemnicą – tłumaczył wówczas pełnomocnik tłumaczki mec. Mikołaj Pietrzak.

Radio ZET podaje, że w związku ze śledztwem dotyczącym zdrady dyplomatycznej, której po katastrofie w Smoleńsku miał według prokuratury dopuścić się , śledczy chcą przesłuchać tłumaczkę, dlatego po raz kolejny wydano postanowienie o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej.

Co na to tłumaczka?

Fitas-Dukaczewska skomentowała decyzję o zwolnieniu jej z tajemnicy w poście na . Napisała tam, że ta decyzja „w jawny sposób łamie to standardy demokratycznego państwa prawa i narusza standardy zawodu, którego fundamentem jest poufność tłumaczonych rozmów”. Dodała, że obywatele mogą przez to tracić zaufanie do tłumaczy, z usług których korzystają w „często trudnych dla nich sytuacjach życiowych”.

Tłumaczka podkreśliła, że zaplanowanie przesłuchania na czas poprzedzający kampanię przed wyborami do parlamentu oraz w trakcie tej kampanii „każe jej przypuszczać, że  kieruje się tu nie przesłankami związanymi z dobrem śledztwa, lecz interesem politycznym i chce wykorzystać te czynności w kampanii wyborczej”.

Fitas-Dukaczewska przypomniała, ze poprzednie wezwanie na przesłuchanie odebrała w tygodniu przed świętami Bożego Narodzenia, a jego termin był wyznaczony na 3 stycznia. Teraz pismo odebrał jej pełnomocnik i poinformował ją o tym, gdy była już na lotnisku, skąd miała udać się na kilkutygodniowy wyjazd. „Ma 7 dni na napisanie zażalenia. Przypadek? Nie sądzę” – podsumowała.

facebookCzytaj też:
Zamieszki w Białymstoku. MSWiA: Policja ustaliła tożsamość 72 osób