Byliśmy na przekopie Mierzei Wiślanej. „Korki, tłumy turystów i nowa atrakcja”

Przekop Mierzei Wiślanej

przekop
przekop / Źródło: Wprost / Bolesław Breczko
Przekop miał zabić ryby w Bałtyku i turystykę w Krynicy. Pojechaliśmy na plac budowy, żeby sprawdzić, ile z tych prognoz już się sprawdziło.

Droga z Warszawy do Krynicy Morskiej w tym roku wygląda inaczej. Jak zwykle trzeba przejechać przez Nowy Dwór Gdański, potem Sztutowo, Kąty Rybackie, maleńkie Skowronki, ale tuż przed Krynicą coś się zmienia. Sosnowy, gęsty las, który szczelnie okrywający Mierzeję Wiślaną nagle znika. Jest beton, stal i hałdy piachu. To już Nowy Świat — nazwa lokalizacji między Skowronkami a Przebrnem, dzisiaj częścią Krynicy, a przed wojną punktem granicznym między Wolnym Miastem Gdańsk a Niemcami. Nowy Świat to wieś-widmo. Sto lat temu działała tutaj osada rybacka. W III RP zostały po niej tylko fundamenty. Ale nie historia, tylko geografia i demografia się tutaj liczą. To najwęższy punkt na polskim odcinku mierzei. Ma zaledwie 1,5 km szerokości i zero zameldowanych mieszkańców.

Nic dziwnego, że jesienią 2018 r. to tam Jarosław Kaczyński wbił pierwszą łopatę pod przekop Mierzei Wiślanej. Przeciwnicy mówili wtedy, że budowę mogą utrudniać Rosjanie, że przekop zabije ryby w Bałtyku i turystykę w Krynicy. Zwolennicy z kolei, że uniezależnimy się od Rosji, że zaoszczędzimy w ten sposób kupę pieniędzy, a przy okazji wykopiemy kupę bursztynu. Ile z tych prognoz już się sprawdziło? Postanowiliśmy sprawdzić to na miejscu.

Artykuł został opublikowany w 31/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 4

Czytaj także