Wstydu nie ma, ale jest niedosyt. Michniewicz ma pracę domową na wakacje

Wstydu nie ma, ale jest niedosyt. Michniewicz ma pracę domową na wakacje

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza/ Fotoptyk
Nie zdołaliśmy nawet zremisować, ale myślę, że wstydu też nie było – mówił po wtorkowym meczu reprezentacji Polski bramkarz Wojciech Szczęsny. Ma rację, wstydu nie ma, ale jest za to poczucie niedosytu. Wszystko zależy od poziomu oczekiwań. Jeśli ten poziom wyznacza klęska 1:6 w Brukseli, to w rewanżu z Belgami w Warszawie (0:1) oczywiście było lepiej. No, ale lepiej, nie oznacza, że było dobrze.

Mamy prawo mieć poczucie zmarnowanej szansy, bo wywalczenie remisu było o włos. Dwie świetne sytuacje Karola Świderskiego (uderzenie w słupek oraz strzał z woleja nad poprzeczką) i niewykorzystana okazja Nicoli Zalewskiego (piłka przeleciała tuż obok bramki) przed przerwą, mogły nam przynieść nawet wygraną. Oczywiście Belgowie byli lepsi pod każdym względem – kultury gry, posiadania piłki, liczby wymienionych podań czy celnych strzałów na bramkę – ale urok futbolu polega właśnie na tym, że nie zawsze wygrywa lepszy.

Opisywanie przewag Belgów nad Polakami ma mały sens, bo to drużyna z innej półki. Wymienianie ich atutów jest materiałem na małą encyklopedię, szkoda więc na to miejsca i czasu. Skupmy się na Biało-czerwonych. Drużyna Czesława Michniewicza przegrała z Belgią nie przez zmarnowane okazje. Straciliśmy punkty przez sposób gry, szczególnie w pierwszej połowie.

Belgowie nie forsowali tempa, grali trochę w chodzonego. Przy swojej bajecznej technice, dużej ruchliwości, jakości piłkarskiej, świetnym rozumieniu taktyki, mieli duży komfort w rozgrywaniu piłki. Reprezentacja Polski, która wyszła na boisko bez swoich dwóch „bulterierów”: Grzegorza Krychowiaka oraz Jacka Góralskiego, podeszła do rywali ze zbyt dużym respektem.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także