Nieoficjalnie: Pod Bydgoszczą spadła rosyjska rakieta. Podano jej specyfikację

Nieoficjalnie: Pod Bydgoszczą spadła rosyjska rakieta. Podano jej specyfikację

Miejsce znalezienia szczątków niezidentyfikowanego obiektu wojskowego w lesie w okolicach miejscowości Zamość
Miejsce znalezienia szczątków niezidentyfikowanego obiektu wojskowego w lesie w okolicach miejscowości Zamość Źródło: PAP / Tytus Żmijewski
Rakieta odnaleziona pod Bydgoszczą to rosyjski pocisk manewrujący Ch-55. Jak nieoficjalnie ustalili reporterzy RMF FM, takiego zdania jest po wstępnych analizach Instytut Wojsk Lotniczych.

Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych miał ustalić, że pocisk manewrujący Ch-55 przyleciał do Polski zza wschodniej granicy naszego kraju. Jasne jest, że w naszej armii nie ma podobnego uzbrojenia ani w magazynach, ani tym bardziej na wyposażeniu.

Rakieta pod Bydgoszczą jednak pochodziła z Rosji?

Tym samym kładzie to kres spekulacjom, mówiącym o rzekomym wystrzeleniu podobnej rakiety na polskim poligonie podczas testów obrony powietrznej. Nasz kraj nie dysponuje takimi pociskami czy systemami rakietowymi, zdolnymi je wystrzelić.

Jak przypominają rozmówcy RMF FM, w połowie grudnia ubiegłego roku Rosjanie prowadzili zmasowany ostrzał całego terytorium Ukrainy. W naszym kraju panowały wówczas potężne śnieżyce. To wtedy właśnie zbłąkana rakieta mogła przedostać się przez terytorium Polski.

Na radarach polskich służb pojawić miał się nawet obiekt, który wleciał do Polski z przestrzeni powietrznej Białorusi. Służby straciły go z oczu właśnie w okolicach Bydgoszczy, mniej więcej dwa kilometry od miejsca, gdzie w kwietniu odnaleziono szczątki rakiety.

Zaniechano poszukiwań rakiety?

O sprawie tajemniczej rakiety, na której szczątki natknął się przypadkowy spacerowicz w lesie w Zamościu pod Bydgoszczą napisał „Fakt”. Z informacji przekazanych przez źródło dziennika wynika, że sprawę rakiety próbowano zamieść pod dywan.

– Kiedy w jednostce dyżurnej rakieta pokazała się na radarach, poderwano parę dyżurną, ale piloci nie odnaleźli obiektu. Chwilę po tym rakieta zniknęła z ekranów i sprawa została, jak by to powiedzieć, wygaszona – powiedział gazecie anonimowy informator, mający wiedzę o śledztwie.

Informator „Faktu” donosi również, że trwające wojskowe śledztwo toczy się nie tylko w celu ustalenia skąd nadleciała rakieta, lecz także kto zaniechał wydania rozkazów poszukiwania jej szczątków do skutku. – Przeleciała przez połowę naszego kraju i wylądowała w lesie, a znalazł ją turysta. Mnie jako oficerowi i żołnierzowi jest wstyd. Ta sprawa to zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. I to jest dla mnie i większości oficerów Sztabu Generalnego rzecz niepokojąca – powiedział w rozmowie z dziennikiem oficer Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.




Raport Wojna na Ukrainie
Otwórz raport


Czytaj też:
Polska naciska na KE ws. transportu z Rosji i Białorusi. Müller: Premier skierował wniosek
Czytaj też:
Błaszczak: Powstaje jednostka złożona z czołgów Abrams i śmigłowców Apache. Ochroni Bramę Brzeską