Protest ws. inwestycji Czech przy granicy z Polską. „To podobna afera jak o elektrownię w Turowie”

Protest ws. inwestycji Czech przy granicy z Polską. „To podobna afera jak o elektrownię w Turowie”

Vidnava
Vidnava Źródło:Shutterstock / Chawranphoto
Mieszkańcy terenów przygranicznych Polski i Czech protestują ws. kopalni odkrywkowej. W jednej z wsi po polskiej stronie granicy znajduje się studnia wiercona będąca źródłem wody pitnej dla mieszkańców. Sprawa podobnie wyglądała przy głośnym konflikcie o Turów.

Mieszkańcy przygranicznych wsi w gminie Otmuchów (woj. opolskie) protestują przeciwko planom czeskiej firmy, która tuż przy granicy z Polską chce wyciąć 60 hektarów lasu i zrobić tam głęboką na 70 metrów odkrywkę – informuje Wirtualna Polska. Celem jest wydobycie siedmiu milionów ton kaolinu – glinki wykorzystywanej przy produkcji płytek ceramicznych, porcelany i materiałów budowlanych. Wartość surowca ma wynieść 1,5 mld euro.

Kopalnia kaolinu funkcjonowała w XIX wieku, a teraz miałaby być uruchomiona ponownie. Spółka na swoich stronach chwali się, że odnowienie wydobycia kaolinu „wzmocni niezależność surowcową Czech, otworzy nowe miejsca pracy i gwarantuje korzyści gospodarcze dla regionu”. Do tej pory kaolin był wydobywany w Donbasie, więc jego ponowne wydobywanie w Vidnawie ma być „korzystne w skali europejskiej”.

Chcą powstrzymać czeską inwestycję

Inaczej sprawę widzą Czesi i Polacy mieszkający w pobliżu granicy, którzy chcą zablokować realizację planu. – To podobna afera jak o elektrownię w Turowie. Tylko teraz to my musimy powstrzymać Czechów – mówi jeden z rozmówców. Mieszkańcy wsi w gminie Otmuchów obawiają się, że ulokowanie kopalni odkrywkowej w odległości ok. 500 m od granicy wpłynie na obniżenie poziomu wód gruntowych po polskiej stronie, co wywoła katastrofę środowiska naturalnego.

We wsi Łąka przy granicy znajduje się studnia wiercona będąca źródłem wody pitnej dla mieszkańców. Sprawa podobnie wyglądała przy głośnym konflikcie o kopalnię węgla brunatnego w Turowie, na co skarżyli się Czesi. Właścicielka pensjonatu agroturystycznego we wsi Jarnołtów zastanawia się, „kto przyjedzie, jeśli z czeskiej strony wykopią wielką dziurę, a 170 ciężarówek dziennie będzie wozić urobek do Polski”. – To oznacza hałas, zapylenie i zrujnowanie turystyki w regionie – dodaje kobieta.

Emocjonalny apel Brytyjczyka do polskich urzędników. „Obudźcie się”

– Polscy urzędnicy, obudźcie się. Oni zniszczą środowisko – komentuje z kolei Brytyjczyk i właściciel pałacu w Piotrowicach Nyskich, który osiadł w Polsce. Jim Parton relacjonuje, że wydobycie jest planowane na 20 lat. Były bankier inwestycyjny obawia się, że czeska inwestycja oznacza „koniec lokalnej turystyki”, a firma „nie odejdzie po cichu” z powodu z powodu wartości inwestycji. Swój sprzeciw wobec kopalni w referendum wyrazili m.in. mieszkańcy czeskiej wsi Vidnava.

Urzędnicy bronią się, że od maja 2022 r. mieszkańcy terenów przygranicznych byli kilkakrotnie poinformowani o powstaniu kopalni i nie wpłynęły żadne wnioski czy obawy. Mieszkańcy twierdzą, że powiadamianie polegało na rozwieszeniu kartek na m.in. słupach energetycznych we wsiach, ale wtedy mało kto zdawał sobie wtedy z powagi inwestycji. Dyrektor RDOŚ w Opolu Alicja Majewska zapewniała, że inwestycja nie wpłynie na przekroczenie norm hałasu, czy zanieczyszczeń.

Czytaj też:
Zagraniczne apartamenty tańsze niż w Polsce. Inwestorzy kupują nieruchomości na całym świecie
Czytaj też:
Turystyczny hit tylko 50 km od Polski. Oto Czeska Szwajcaria

Źródło: Wirtualna Polska