Co zostanie po sprawie Kąckiego? Kryminolożka: „Kanapowa lewica” zapomni

Co zostanie po sprawie Kąckiego? Kryminolożka: „Kanapowa lewica” zapomni

Marcin Kącki
Marcin Kącki Źródło: Newspix.pl / Stanislaw Krzywy
Chciałabym, żeby to wyznanie Kąckiego uzmysłowiło mężczyznom, gdzie leży problem w ich zachowaniach w relacjach z kobietami. W ich roszczeniu do bycia seksualnie „obsłużonym” – mówi dr Magdalena Grzyb z Uniwersytetu Jagiellońskiego, kryminolożka, zajmująca się przemocą wobec kobiet.

Krystyna Romanowska: Na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Lund w maju zeszłego roku wygłosiła pani referat o recepcji ruchu #MeToo w Polsce. Czy gdyby dzisiaj go pani pisała – znalazłby się w nim opis aktualnie rozgrywającej się „Kącki Gate”?

Dr Magdalena Grzyb: To dobre pytanie. Na pewno bym go umieściła tuż obok – ucichającej już – afery „Pandora Gate”, w której doszło do licznych przekroczeń i seksualizacji nastolatek.

W przypadku Kąckiego odczytuję ten jego grafomański confiteor („Confiteor” – „Wyznaję” – esej Stanisława Przybyszewskiego o roli sztuki z 1899 r. – przyp. red.) jako swoisty manifest mężczyzn pokolenia X, którzy traktowali i traktują kobiety jako „zaspokajaczki” ich emocjonalnych i seksualnych potrzeb i w ogóle nie widzą lub nie chcą widzieć, że te zachowania mogą krzywdzić kobiety.

Przecież sam sposób opisu tych relacji z kobietami, zamiast oddać im jakiś szacunek (jeśli tekst miał być „ucieczką do przodu”), jest dla nich – o ile nie obraźliwy – to na pewno lekceważący. Przypomina mi się tutaj książka i film „Pokolenie Ikea” – to podobny poziom męskiego egocentryzmu, który zachłysnął się iluzoryczną władzą, pieniędzmi i pompowaniem ego w pracy. Do tego alkohol jako forma zapijania stresu, zmęczenia, emocji.

To nie jest tylko doświadczenie kobiet wokół Marcina Kąckiego czy środowiska mediów, takie rzeczy dzieją się w innych światkach. „Celebryci” są głośniejsi – ich „brudne sprawki” bardziej medialne i atrakcyjniejsze do opisywania.

Przypomnijmy, że początek ruchu #MeToo to rok 2006. Koncentrował się on pierwotnie na czarnoskórych nastolatkach i młodych kobietach doświadczających przemocy seksualnej w swoim otoczeniu. Był oddolnym projektem Tarany Burke, czarnoskórej aktywistki (dostała ona zresztą za swoją działalność tytuł „Człowieka Time”).

Dopiero 11 lat później zdobył rozgłos w internecie za sprawą amerykańskiej aktorki Alyssy Milano, która zachęcała na Twitterze kobiety – ofiary molestowania seksualnego – do umieszczania hasztagu #MeToo. Doprowadziło to m.in. do ujawnienia wielu nadużyć seksualnych w Hollywood.

Jak ocenia pani odbiór ruchu #MeToo w Polsce?

A pamięta pani jakieś głośne afery z polskimi nazwiskami z pierwszych stron gazet na miarę rodzimego Harveya Weinsteina?

Artykuł został opublikowany w 3/2024 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.