„Cuda nad urnami”. Ostry głos sędziów SN. Jest oświadczenie

„Cuda nad urnami”. Ostry głos sędziów SN. Jest oświadczenie

I prezes SN Małgorzata Manowska
I prezes SN Małgorzata Manowska Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski/Fotonews
W centrum uwagi znajduje się Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego – organ, który zgodnie z obowiązującym prawem ma orzekać o ważności wyborów prezydenckich oraz rozpatrywać protesty wyborcze. Część sędziów SN wydała oświadczenie w tej sprawie. Piszą w nim wprost, że Izba nie jest sądem i decyzji o ważności wyborów pojąć nie może ze względu na podejrzenia dotyczące braku niezawisłości jej członków.

Zamieszanie wokół protestów wyborczych rozpoczęło się od doniesień o ich skali. Jak poinformowała I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, „do SN spłynęło około 56 tys. protestów wyborczych”. W rozmowie z Radiem ZET prezes Manowska sprecyzowała, że „90 proc. z nich to ‘giertychówki’, czyli protesty powielane na wzorze udostępnionym przez posła KO”.

Co więcej, wiele z tych protestów – jej zdaniem – nie spełnia wymogów formalnych. „Kilka tysięcy z nich pozostanie bez rozpoznania przez wady formalne. Ludzie nie potrafili nawet wpisać swojego PESEL-u” – dodała.

Mimo że o ważności wyborów ostatecznie orzeka Sąd Najwyższy, to konkretne sprawy rozpatruje właśnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. To ona odpowiada za analizę treści zgłoszonych protestów i wydaje wstępne decyzje, mające wpływ na końcowy werdykt w sprawie legalności wyborów.

„Izba, która nie jest sądem”

W odpowiedzi na narastające kontrowersje aż 28 sędziów Sądu Najwyższego – w tym m.in. Włodzimierz Wróbel, Piotr Prusinowski, Paweł Wiliński, Dariusz Zawistowski, Michał Laskowski, Marta Romańska czy Karol Weitz – opublikowało wspólne oświadczenie, w którym stanowczo zakwestionowali status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

„Zgodnie z obowiązującym systemem prawnym Sąd Najwyższy jako organ sprawujący w Polsce wymiar sprawiedliwości musi spełniać warunki niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu [...]. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego nie jest sądem” – stwierdzają jednoznacznie.

Autorzy oświadczenia, powołując się na Konstytucję RP oraz wyroki sądów krajowych i międzynarodowych, wskazują, że organ ten nie spełnia wymogów niezawisłości i niezależności. W ich opinii oznacza to, że „Izba ta nie może także realizować wskazanych powyżej czynności w procesie wyborczym przynależnych wyłącznie Sądowi Najwyższemu”.

Wyroki, które podważają status Izby

Sędziowie odwołują się do licznych orzeczeń sądowych, które podważają legalność Izby. W swoim stanowisku przypominają m.in.:

  • wyroki Sądu Najwyższego z 24 kwietnia 2024 r. (II PSKP 21/23) i z 15 stycznia 2025 r. (III PSKP 25/23),
  • postanowienia SN z 10 stycznia 2024 r. (II PUO 2/24), z 8 maja 2024 r. (I KO 25/24 oraz I KO 38/24),
  • wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 21 grudnia 2023 r. (C-718/21),
  • postanowienie TSUE z 9 kwietnia 2024 r. (C-22/22),
  • wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 8 listopada 2021 r. (Dolińska-Ficek i Ozimek przeciwko Polsce) oraz z 23 listopada 2023 r. (Wałęsa przeciwko Polsce).

Wszystkie te decyzje potwierdzają, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie spełnia standardów sądu w rozumieniu prawa unijnego i konwencyjnego.

Sędziowie ukarani za wierność prawu?

Napięcia w Sądzie Najwyższym narastały już wcześniej, kiedy sędziowie Leszek Bosek i Grzegorz Żmij odmówili orzekania w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej, argumentując swoją decyzję brakiem zgodności tej struktury z prawem europejskim. Zamiast spotkać się ze zrozumieniem, zostali jednak wykluczeni z rozpoznawania spraw wyborczych. Decyzję tę uznano za represyjną.

Rzecznik Sądu Najwyższego Aleksander Stępkowski w wywiadzie dla TVN24 ostro skomentował ich postawę: „jeżeli tym sędziom nie pasują ramy instytucjonalne i ramy prawne, w których funkcjonuje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, powinni złożyć urząd”.

Sędzia Grzegorz Żmij, który dotychczas milczał, niedawno zabrał głos, potwierdzając, że nie może uznać tej Izby za legalną. Jego głos zyskał szczególne znaczenie w kontekście obecnego kryzysu.

Polityczne echa i pytania o ważność wyborów

Debata wokół legalności Izby ma ogromne znaczenie, bo to właśnie ten organ będzie decydował o ostatecznej ważności wyborów prezydenckich. Jeśli ich rozstrzygnięcia zostaną zakwestionowane na poziomie międzynarodowym, Polska może znaleźć się w poważnym kryzysie prawnym i konstytucyjnym.

Roman Giertych, którego działania przyczyniły się do masowego składania protestów, również aktywnie komentuje sytuację. Oskarżenia o „giertychówki” i sugestie, że jego inicjatywa doprowadziła do chaosu, tylko podgrzewają atmosferę.

Nie brakuje też głosów, że spór wokół Izby to tak naprawdę odsłona większego konfliktu o kształt i niezależność polskiego sądownictwa oraz wpływy polityczne w wymiarze sprawiedliwości.

Czytaj też:
„Cuda nad urnami”. Manowska uderza w Giertycha. „Masowa bezmyślność”
Czytaj też:
Giertych kontra Sąd najwyższy. „»Informator« zmyśla albo został zmyślony”