W piątek sąd rejonowy zwolnił Bąkiewicza z zakazu zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych – informuje Polska Agencja Prasowa. 30 stycznia wymiar sprawiedliwości w Gorzowie Wielkopolskim uchylił w całości postanowienie prokuratury także o innych środkach zapobiegawczych, które zastosowane zostały wobec byłego prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości.
Prezeska sądu – Olimpia Barańska-Małuszek – ujawniła, jak decyzja ta została uzasadniona. – Po rozważeniu wszystkich argumentów i zbadaniu sprawy sąd uznał, że były przesłanki ogólne do zastosowania środków zapobiegawczych, ponieważ jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów. Natomiast nie zostały spełnione przesłanki szczególne, to znaczy – nie ma obawy ucieczki i ukrywania się podejrzanego – poinformowała, cytowana przez PAP.
Robert Bąkiewicz zabrał głos. Gorzko ocenił decyzję prokuratury. „Rodzaj represji”
Polskie Radio 24 przypomina, że od sierpnia ubiegłego roku prezes Stowarzyszenia Roty Niepodległości – po tym, gdy usłyszał zarzuty postawione przez prokuraturą okręgową – musiał szerokim łukiem omijać polsko-niemieckie przejścia graniczne (mógł podejść do nich jedynie na odległość 1000 metrów). Ponadto obowiązywał go policyjny dozór i obowiązek informowania o chęci opuszczenia miejsca swojego dotychczasowego pobytu.
Pełnomocnicy Bąkiewicza złożyli jednak zażalenie na decyzję organów ścigania. Po wyjściu z sali rozpraw, w budynku sądu, były prezes MN powiedział, że środki zapobiegawcze, które wobec niego zastosowano, w jego ocenie były „rodzajem represji, ograniczeniem jego wolności i swobody poruszania się”. – W postępowaniu prokuratury nie ma żadnych podstaw. Nie ma żadnych podstaw zasadniczych w stosowaniu wobec mnie nie tylko tych represji – komentował.
Czytaj też:
Budynek ambasady Turcji w Polsce zdewastowany. „Morduje kobiety”Czytaj też:
Polak wśród adresatów korespondencji od Jeffreya Epsteina. „Należeliśmy do kręgu”
