Andrzej Bartkowiak o czujnikach pisał w mediach społecznościowych, m.in. na platformie X. „Niestety dochodzą do mnie niepokojące informacje z całej Polski: czujniki dymu, które miały ratować życie i ostrzegać o zagrożeniu pożarowym – rozdawane w ramach akcji MSWiA i PSP z Radiem ZET – po prostu nie działają. Mamy do czynienia z ogromną awarią. Jeśli to prawda, sprawa musi natychmiast zostać nagłośniona. Nie ma tu miejsca na kompromisy!” – pisał autorytet od spraw pożarnictwa.
Wadliwe czujniki dymu? Sprawę nagłośnił doświadczony strażak
Były Główny Komendant Straży Pożarnej dodał później jeszcze jeden wpis. „Dostaję kolejne informacje. Czujka po aktywacji i teście wchodzi w 8 godzinną przerwę … po której się aktywuje do pracy, po czym jak wykryję zagrożenie włącza alarm i znów się wyłącza na 8 godzin … dziwne zasady działania… nie słyszałem o takich czujkach … strażacy cały czas próbują rozwiązać problem” – informował.
Sprawę zaczęli nagłaśniać też politycy. Michał Woś z PiS na swoim profilu na Facebooku pisał o „skandalu na skalę kraju u ugraniu z ludzkim życiem”. „ Natychmiastowa kontrola, raport i odpowiedzialność – Polacy nie są królikami doświadczalnymi!” – grzmiał.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Państwowa Straż Pożarna odpowiedziały w środę 18 lutego w oficjalnym komunikacie na rządowej stronie. Urzędnicy pisali o „fałszywych doniesieniach” i zapewniali, że urządzenia „są w pełni sprawne i spełniają normy bezpieczeństwa”.
„Do tej pory do służb nie wpłynęło ani jedno zgłoszenie potwierdzające wadliwość dystrybuowanego sprzętu, a wszelkie spekulacje na ten temat są niezgodne z faktami i wprowadzają niepotrzebny niepokój wśród obywateli” – podkreślano.
Zamieszanie z czujnikami dymu. Odpowiedź MSWiA
„Bezpieczeństwo domowników zawsze zaczyna się od wczesnego ostrzeżenia, dlatego dystrybucja 140 tysięcy bezpłatnych czujek dymu i tlenku węgla jest kluczowym elementem dbania o życie i zdrowie Polaków. Urządzenia te, zakupione w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026, są sprzętem w pełni profesjonalnym i certyfikowanym. Każda czujka dymu spełnia wymagania rygorystycznej europejskiej normy EN 14604:2005/AC:2008 i posiada oznakowanie CE, natomiast czujki tlenku węgla są zgodne z polską normą PN-EN 50291-1 i opatrzone znakiem budowlanym B. Oznacza to, że każde urządzenie przekazywane przez strażaków jest zgodne z powyższymi normami i posiada pełną dokumentację gwarantującą skuteczność w sytuacji realnego zagrożenia” – podkreślono w oświadczeniu.
„Użytkownik może w każdej chwili samodzielnie potwierdzić poprawne działanie czujki, naciskając lub przytrzymując przycisk TEST. Alarm akustyczny wraz z migającą diodą LED włączy się, jeśli wszystkie obwody elektroniczne urządzenia, syrena oraz bateria są sprawne. Jednocześnie przestrzegamy przed stosowaniem innych metod testowania czujki niż zalecanych w instrukcji obsługi urządzenia. Niewłaściwe sposoby testowania czujki mogą prowadzić do trwałego uszkodzenia urządzenia. Jeśli czujka wykryje usterkę lub niski poziom energii, sama poinformuje o tym domowników odpowiednim sygnałem dźwiękowym, którego znaczenie jest szczegółowo opisane w dołączonej instrukcji obsługi” – informowano.
„Niezawodność sprzętu idzie w parze z jego właściwym użytkowaniem i montażem. Czujkę dymu należy instalować zgodnie z instrukcją, najlepiej na środku sufitu w korytarzu lub przy sypialniach, natomiast czujkę tlenku węgla na ścianie na wysokości głowy dorosłego człowieka, zachowując odpowiednią odległość (określoną w instrukcji) od urządzeń mogących być potencjalnym źródłem emisji tlenku węgla. Strażacy PSP i OSP, rozdając te urządzenia, przekazują Państwu nie tylko nowoczesny sprzęt, ale przede wszystkim realną szansę na bezpieczny dom. Apelujemy o rozwagę, opieranie się na faktach i zaufanie do urządzeń spełniających normy bezpieczeństwa, które każdego dnia ratują ludzkie życie. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe to nasza wspólna sprawa, w której nie ma miejsca na dezinformację” – podsumowano w komunikacie.
Czytaj też:
Będą walczyć z dezinformacją medyczną. „To zagraża życiu. Dziesiątki tysięcy szkodliwych materiałów”Czytaj też:
Ambasador USA pokazał „wizytę” Trumpa w Krakowie. Internauci w szoku
