Są zarzuty dla byłych szefów ABW i SKW. Nie dopełnili obowiązków?

Są zarzuty dla byłych szefów ABW i SKW. Nie dopełnili obowiązków?

Siedziba Prokuratury Krajowej
Siedziba Prokuratury Krajowej Źródło: Wikimedia Commons / W.krasno
Prokuratura przedstawiła zarzuty byłemu szefowi Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotrowi P. oraz byłemu szefowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego Maciejowi M. Chodzi o sposób, w jaki korzystano z systemu Pegasus.

W środę 25 lutego Prokuratura Krajowa wydała komunikat, w którym informowała o zarzutach dla byłych szefów służb. Przedstawiali je prokuratorzy z Zespołu Śledczego nr 3 PK.

Były szef ABW z zarzutem z Pegasusa

W przypadku byłego szefa ABW Piotr P. był to zarzut zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych w okresie od października 2018 r. do lutego 2020 r. Chodziło o pozwolenie na korzystanie z systemu Pegasus pomimo dużych wątpliwości. Prokuratura twierdzi, że Piotr P. miał wiedzieć o zagrożeniu dekonspiracją działań operacyjnych ABW.

Co więcej, według prokuratury Piotr P. miał „utrzymywać wykorzystywanie systemu Pegasus” do prowadzenia kontroli operacyjnych, podczas gdy system ten „nie posiadał wymaganej prawnej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego”. PK twierdzi, że ABW nie zweryfikowała, czy wspomniany system pozwala na bezpieczne przetwarzanie w nim informacji niejawnych o klauzulach „tajne” i „ściśle tajne”.

„Skutkowało to brakiem zapewnienia wymaganej przepisami ochrony środków, form i metod realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym kontroli operacyjnych, a także ochrony informacji niejawnych zgromadzonych w toku ich prowadzenia, co stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego” – czytamy w komunikacie. Oskarżony nie przyznał się do winy, odmówił też składania wyjaśnień.

Niebezpieczny Pegasus. Był szef SKW oskarżony

Z kolei Marcin M. jako były szef SKW usłyszał zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych w okresie od czerwca 2018 r. do lutego 2022 r. Przypisuje mu się „dopuszczenie, a następnie wykorzystywanie systemu Pegasus do prowadzenia kontroli operacyjnych, pomimo że system ten nie posiadał wymaganej prawnej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego”.

Prokuratura dodatkowo twierdzi, że odbywało się to „bez uprzedniego ustalenia i przy braku podstawowej wiedzy, czy zapewnia on bezpieczeństwo przetwarzanych w nim informacji niejawnych o klauzulach »tajne« i »ściśle tajne«”.

„Skutkowało to brakiem zapewnienia wymaganej przepisami ochrony środków, form i metod realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym kontroli operacyjnych, a także ochrony informacji niejawnych zgromadzonych w toku ich prowadzenia, co stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego” – czytamy w komunikacie. W tym przypadku oskarżony również nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Czytaj też:
Sąd zdecydował w sprawie Kaczyńskiego. Zaskakujący finał sporu z Brejzą
Czytaj też:
Tyszka wkopał Kowalskiego. „Proponował środki z Funduszu Sprawiedliwości na własne cele”

Źródło: WPROST.pl