Minął rok od momentu wprowadzenia do Polski przepisów o „tymczasowym zawieszeniu prawa do wnioskowania o udzielenie ochrony międzynarodowej”. Rząd ogłosił sukces – ma powody do zadowolenia, bowiem liczba składanych wniosków o azyl wyraźnie spadła.
Jak wskazują jednak organizacje pozarządowe, „to nie oznacza, że ci ludzie zniknęli”. Aleksandra Gulińska ze stowarzyszenia We Are Monitoring podkreśla, że jeśli odebrano im jedyną legalną możliwość pobytu w Polsce, szukają innych na to sposobów.
Przepisy obowiązują od 27 marca ubiegłego roku i pozwalają funkcjonariuszom Straży Granicznej odmawiać przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową na granicy polsko-białoruskiej. Wcześniej ich złożenie gwarantowało legalny pobyt na czas procedury – to standard stosowany w większości państw Unii Europejskiej.
Twarde środki kontra jedno narzędzie prawne
W ostatnich miesiącach państwo zastosowało szereg kosztownych i rozbudowanych środków ochrony granicy. Jak wymienia Gazeta Wyborcza, było to utworzenie strefy buforowej dostępnej tylko dla służb i mieszkańców, budowa stalowej zapory o wysokości 5,5 metra i długości 180 kilometrów, czy instalacja systemów monitoringu i czujników. Nie sposób pominąć obecności tysięcy żołnierzy, strażników granicznych czy innych funkcjonariuszy oddelegowanych ze swoich jednostek w całej Polsce.
Mimo tego, jak przekonują dziennikarzy przedstawiciele rządu, największy efekt przyniosło właśnie ograniczenie prawa do azylu.
Profesor Maciej Duszczyk, były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji niejednokrotnie podkreślał skuteczność tego rozwiązania. Jak wskazuje GW, „średnio co 60 dni przekonywał posłów, by ponownie poparli zawieszenie azylu”. Teraz schedę po nim przejął wiceszef MSWiA, Czesław Mroczek.
Premier Donald Tusk również broni tej polityki. – Niech dotrze do wszystkich, że tu nikt azylu nie dostanie. Złote czasy przemytników skończyły się wraz z czasami PiS. Nie przyjeżdżajcie tu, nie macie szans przekroczyć granicy – mówił podczas jednego z wielu „przedłużeń” zapisów.
-Wiecie, ile razy słyszałem, że „o Jezu, to niemożliwe, bo przecież konwencje, prawa międzynarodowe!”. Tak, zdaję sobie sprawę, że to ważne, ale nie wtedy, kiedy prawo do azylu jest wykorzystywane przez Białoruś, przemytników, gangsterów. I jest formą agresji na Polskę – stwierdzał premier.
NGO-sy stawiają sprawę jasno. Cierpienie nie zniknęło, zmieniło tylko formę
Organizacje pozarządowe jednak alarmują, że ograniczenie procedur nie rozwiązało problemu, a jedynie przeniosło go w mniej widoczne obszary. – Osoby w drodze pozbawiono możliwości wejścia w jakąkolwiek legalną procedurę. Czy to oznacza, że tych ludzi przybywa na granicę mniej? Otóż nie – mówi Gulińska.
Według niej migranci chcący dostać się do krajów Unii Europejskiej próbują teraz innych tras, często znacznie bardziej niebezpiecznych.
Działacze przyznają, że służby skuteczniej zatrzymują ludzi, ale generuje to spore koszta, a angażujący się w pomoc humanitarną muszą kryć się ze swoimi działaniami. – Tak, tu statystyki faktycznie podskoczyły, jednak przy jednoczesnym utrzymywaniu na granicy bardzo dużej liczby żołnierzy i służb, co dla naszego państwa jest szalenie kosztowne. Musimy się z naszą pomocą ukrywać, chroniąc tych ludzi – podkreśla Aleksandra Gulińska.
Jak wskazują krytycy nowych przepisów – a wśród nich Helsińska Fundacja Praw Człowieka – rozwiązanie obowiązuje już od roku, a pierwotnie zapewniano, że miało być jedynie tymczasowe.
Czytaj też:
Nowy kryzys uchodźczy w Europie? Może dotyczyć miliona osóbCzytaj też:
Białoruś nie odpuszcza z migrantami. Szkoli ich w specjalnych obozach treningowych
