Na początku lutego tego roku, gdy panowały jeszcze mrozy (o których prawie nikt już nie pamięta), poseł Adrian Zandberg udał się na interwencję do jednego ze sklepów na Mazowszu. Niedługo później ze swojej wizyty w Dino opublikował zdjęcia i zrelacjonował to, co miało go tam spotkać. Na zapleczu, gdzie pracowali zatrudnieni ludzie, panować miały temperatury trudne do wytrzymania – termometr, którego fotografię udostępnił przewodniczący Razem, wskazywał zaledwie 8℃.
Niedługo później portal Bankier ujawnił, że Katarzyna Kiwerska, czyli była kierowniczka Dino, która wpuściła do sklepu Zandberga, została zwolniona – przekazało redakcji Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Konfederacja Pracy. Parlamentarzysta, do którego dotarła ta informacja, zapowiedział na platformie X, że tak sprawy nie zostawi. „Jesteśmy w kontakcie ze związkiem [zawodowym, którego członkinią była Kiwerska – przyp. red.] i z odpowiednimi instytucjami państwowymi. Rozmawiałem właśnie w tej sprawie z Głównym Inspektorem Pracy [Marcinem Staneckim – red.]. Mam deklarację ze strony Państwowej Inspekcji Pracy, że państwo nie zostawi pani Katarzyny bez pomocy prawnej” – informował.
Teraz „Fakt” skontaktował się z byłą kierowniczką Dino, by opowiedziała o tym, jak pracowało jej się w sklepie. A także o kulisach interwencji poselskiej.
Co dała wizyta Adriana Zandberga w Dino? „Wywalczyliśmy nagrzewnicę”
Kiwerska twierdzi, że w dniu, kiedy market odwiedził znany poseł, na temp. na kasach wynosiły ok. 14℃, zaś na magazynie – ok. 8℃. Z jej słów wynika, że w przeszłości temp. miały ponoć spadać do 2℃. – Ludzie zaczęli chorować i brać L4 [tak potocznie, skrótowo, mówi się o zwolnieniu lekarskim – przyp. red.], bo odczuwali skutki tych temperatur. Niektórzy prosili mnie o to, czy mogą odmówić pracy ze względu na warunki. Zadzwoniłam do związków o poradę prawną, jak to zrobić, żeby potem nie było jakichś przykrych konsekwencji w stosunku do nas. Więc tutaj związki zapewniły, że udzielą nam wsparcia – powiedziała.
Co ciekawe, nie tylko pracownikom przeszkadzały niskie temp., ale także samym klientom, którzy przychodzili na zakupy. Kiwerska informowała swojego pracodawcę o problemie, ale wciąż otrzymywać miała tę samą, niesatysfakcjonującą odpowiedź. – Że „jest to system sterowany odgórnie”, bo tak to wygląda „i nie ma wpływu na to, jak temperatury są ustawione” – przytoczyła odp. dziennikowi. Następnie zgłosiła sprawę do PIP. – Miałam już tego dość. Zadzwoniłam też do związków zawodowych, czy są w stanie udzielić nam wsparcia, pomocy, bo u mnie część ekipy chciała odmówić pracy – wskazała.
Później Dino odwiedził Zandberg, gdzie przeprowadził poselską interwencję. – Zobaczył te termometry w magazynach, te temperatury i chciał skontaktować się z kimś z Dino, żeby uzyskać wyjaśnienia od pracodawcy. Niestety, jak się okazuje, tych wyjaśnień nie uzyskał. Został natomiast odesłany do biura prasowego. Do sklepu nie przyjechał żaden przedstawiciel Dino, który byłby odpowiedzialny za sytuację i który by to wyjaśnił. Podczas tej inspekcji był tylko mój bezpośredni przełożony – ujawniła Kiwerska „Faktowi”.
Wizyta lidera Razem zaowocowała jednak tym, że w markecie włączono nagrzewnice i zwiększono temp. – Przez miesiąc panował nawet, bym powiedziała, spokój. Nikt jakby nic do mnie nie miał. Pracowaliśmy tak, jak zawsze. Miałyśmy nagrzewnice, zrobiło się cieplej, więc coś tam wywalczyliśmy – powiedziała.
Dyscyplinarka „działaniem odwetowym”?
Niebawem jednak Kiwerska została dyscyplinarnie zwolniona. Jako powód wpisano „wpuszczenie osób nieupoważnionych na teren magazynu”.
Jak jednak wyjaśniła była kierowniczka Dino, „osoba, która brała udział w interwencji, była posłem i okazała legitymację, a sama interwencja miała związek z naruszeniem przepisów prawa pracy”. W ocenie byłej pracownicy sklepu, która uważa się za osobę poszkodowaną, straciła zatrudnienie, ponieważ nagłośniła sprawę – dyscyplinarka miałaby więc być w tym przypadku „działaniem odwetowym”.
twitterCzytaj też:
Potężny cios dla Dino. Kurs runął, a rynek zareagował bez litościCzytaj też:
Wpuściła posła do sklepu i straciła pracę. Teraz PIP zabiera głos w sprawie Dino
