Postać Jadwigi Staniszkis przez lata budziła sporo emocji, zwłaszcza gdy zaczęto ją kojarzyć z obozem Prawa i Sprawiedliwości. Jej droga nie była jednak prostym „skrętem w prawo”, tylko raczej wynikiem rozczarowania tym, jak potoczyły się przemiany po 1989 roku.
„Solidarność” a zbliżenie Jadwigi Staniszkis do PiS
Henryk Domański podkreśla na łamach książki „Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis” autorstwa Krzysztofa Katkowskiego, duże znaczenie miały doświadczenia transformacji. W opinii socjologa „przejście Staniszkis w stronę obozu Prawa i Sprawiedliwości wiązało się z rozczarowaniem tym, jak wyglądała transformacja w latach dziewięćdziesiątych”.
„Dało się zaobserwować, że mechanizmy gospodarcze i scena polityczna zaczęły odbiegać od solidarnościowego etosu sprawiedliwości społecznej, opierającego się w znacznym stopniu na walce z nierównościami. Zmierzało to w kierunku elitarnej pseudomerytokracji. Część socjologów miała podobne odczucia. To rozczarowanie, w połączeniu z krytyką wolnorynkowego podejścia do zmian systemowych, zbliżyło ją do prawicowo-socjalnego nurtu reprezentowanego przez PiS. W jej przypadku doszło do połączenia roli badaczki z wyraźnymi preferencjami politycznymi” – czytamy w książce.
Henryk Domański oceniał, że dla Staniszkis transformacja nie wyglądała tak, jak powinna. Zamiast większej równości pojawiły się podziały, a zamiast realizacji ideałów „Solidarności” – system, który premiował wąskie elity. To poczucie zawodu sprawiło, że zaczęła patrzeć przychylniej na środowiska, które krytykowały liberalny kierunek zmian.
Jadwiga Staniszkis i jej trudna relacja z PiS
Nie oznacza to jednak, że Joanna Staniszkis bezkrytycznie popierała PiS. Jej stosunek do tej partii był dość złożony. Z jednej strony potrafiła docenić polityczny talent Jarosława Kaczyńskiego i skuteczność samej formacji, z drugiej – nie zawsze zgadzała się z jej linią. Według Cezarego Michalskiego „miała też raczej chłodny stosunek do Lecha Kaczyńskiego”.
Zdarzało jej się też krytykować sposób prowadzenia debaty przez polityków PiS. – Za mało w wypowiedziach polityków PiS-u jest racjonalnych argumentów i w związku z tym cała ta kampania jest nieskuteczna, bo ludzie traktują te ekstremalne wypowiedzi z przymrużeniem oka. Sama się zastanawiam, skąd takie ostre zaangażowanie PiS-u w tej sprawie. Może niektórzy mają osobiste doświadczenia w tej sferze? Myślę, że to też zastępcza agresja, która ma przykryć to, co dzieje się w krajowej polityce – mówiła.
Jadwiga Staniszkis nigdy nie była typową „osobą z zaplecza politycznego”. Jak podkreśla Michał Kazimierz Ujazdowski w książce „Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis”, „socjolożka nie wiązała się na stałe z żadną partią i nie czuła wobec niej lojalności i dzięki temu mogła mówić to, co naprawdę myślała, nawet jeśli oznaczało to krytykę tych, którym wcześniej kibicowała”.
Rola socjolożki w samym PiS-ie też bywała wyolbrzymiana. Nie była główną doradczynią braci Kaczyńskich ani kimś, kto współtworzył strategię partii. Raczej uczestniczyła w szerszej debacie ideowej, szczególnie w okresie przed wyborami w 2015 roku.
Po katastrofie smoleńskiej Jadwiga Staniszkis doceniała przede wszystkim polityczną skuteczność tej formacji, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego. Interesowała ją jego zdolność budowania strategii i długofalowego myślenia o państwie. Angażowała się też w debatę ideową wokół środowiska PiS, m.in. przy okazji różnych inicjatyw intelektualnych. W czasie kampanii przed wyborami w 2015 roku wpisywała się w narrację o potrzebie modernizacji państwa i przełamania stagnacji.
Jadwiga Staniszkis o PiS. Od fascynacji do rozczarowania
Kiedy jednak PiS doszedł do władzy i zaczął wprowadzać zmiany, które – jej zdaniem – naruszały zasady państwa prawa, Jadwiga Staniszkis zaczęła się od tego środowiska dystansować. Coraz bardziej krytycznie oceniała działania rządzących, zwłaszcza w obszarze instytucji państwa. Kluczowe było dla niej to, że reformy – które sama uważała za potrzebne – zaczęły być wprowadzane w sposób naruszający zasady państwa prawa.
Z czasem dystans się pogłębiał. Staniszkis zaczęła otwarcie krytykować konkretne decyzje i styl rządzenia, wskazując na chaos, brak spójności czy zbyt ostre konflikty polityczne. To nie była jednak zmiana „o 180 stopni” w sensie nagłego zwrotu, tylko raczej stopniowe wycofywanie poparcia w miarę tego, jak rzeczywistość coraz bardziej rozmijała się z jej oczekiwaniami.
Przez cały czas jednak Jadwiga Staniszkis nie stała się klasycznym przeciwnikiem PiS w sensie partyjnym. Najpierw widziała w PiS odpowiedź na pewne problemy, później uznała, że sposób ich rozwiązywania jest nie do zaakceptowania.
Czytaj też:
Co dalej z Ziobrą i Romanowskim? Polacy bezwzględni w sondażuCzytaj też:
Lech Wałęsa zwrócił się do Donalda Tuska. „Tu potrzeba męskiego działania”
