Wokół złotego pociągu od lat krąży jedna z najbardziej znanych legend Dolnego Śląska. Jej popularność wybuchła szczególnie w 2015 roku, kiedy media z całego świata zaczęły relacjonować poszukiwania rzekomego niemieckiego składu. Piotr Koper i Andreas Richter ogłosili wówczas, że legendarny skład znajduje się w okolicach 65. km trasy kolejowej z Wrocławia do Wałbrzycha.
Złoty pociąg to ściema? Ekspert zwraca uwagę na ważny szczegół
Jak opowiada Alan Paczuszka, twórca kanału YouTube „Alan Paczuszka – Historie”, sprawa od początku budziła jego wątpliwości. — Czy złoty pociąg istnieje? Tak. Czy wiemy gdzie się znajduje? Tak. Czy w 2015 roku poszukiwania pociągu to jedna wielka ściema i akcja dezinformacyjna? Moim zdaniem tak — mówi na wstępie swojego najnowszego materiału.
W jego narracji kluczowy jest kontekst historyczny. Dolny Śląsk pod koniec II wojny światowej stał się dla III Rzeszy czymś w rodzaju ostatniego bastionu i magazynu. W ramach projektu Riese Niemcy budowali rozległe podziemia, przenosili fabryki i gromadzili zrabowane dobra.
Autor podkreśla, że w chaosie w 1945 roku ewakuowano złoto, dzieła sztuki i dokumenty, a transporty kolejowe często znikały z oficjalnej dokumentacji. Właśnie z tego okresu miały narodzić się opowieści o „pociągach-widmach”, które nocą wyjeżdżały z Wrocławia i znikały bez śladu w rejonie Wałbrzycha. — Składy te odjeżdżały niemal wyłącznie pod osłoną nocy — przypomina ALan Paczuszka, opisując relacje świadków.
Tajemnica złotego pociągu. Co ukryto pod Wałbrzychem?
To właśnie na tej mieszance faktów i niedopowiedzeń zbudowano legendę o pociągu, który miał przewozić złoto, dzieła sztuki, a nawet tajne archiwa III Rzeszy. Z czasem historia rosła, a każdy kolejny świadek lub „odkrycie” dodawał jej nowych warstw.
Kulminacja nastąpiła w 2015 roku, gdy dwóch poszukiwaczy ogłosiło, że zlokalizowało rzekomy pociąg za pomocą georadaru. Do Wałbrzycha przyjechały media z całego świata, a władze i wojsko rozpoczęły działania zabezpieczające teren. Jednak badania naukowców szybko ostudziły emocje — nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie składu.
Mimo to legenda nie zniknęła. Jak zauważa Alan Paczuszka, brak dokumentów tylko ją wzmacnia. — Skoro nie ma papierów, to pociąg musiał być tajny — cytuje sposób myślenia zwolenników legendy o istnieniu składu wypełnionego po brzegi kosztownościami.
Dziś większość historyków podchodzi do tematu sceptycznie, wskazując na brak dowodów oraz logistyczne trudności ukrycia tak dużego transportu. Jednak Dolny Śląsk nadal pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych regionów Europy, a podziemia Riese wciąż nie zostały w pełni zbadane.
Czytaj też:
Ten projekt miał przyćmić złoty pociąg. Nastąpił nagły zwrotCzytaj też:
Złoty pociąg to dopiero początek. „Szykuje się hit na całą Polskę”
