W niedzielnym referendum mieszkańcy Krakowa zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z urzędu prezydenta miasta. Głosowanie okazało się ważne, ponieważ frekwencja wyniosła 29,99%, przekraczając wymagany próg ważności (26,98 proc.). Za odwołaniem włodarza opowiedziała się zdecydowana większość głosujących – ponad 171 tysięcy osób.
Premier Donald Tusk, odnosząc się do wyniku referendum, stwierdził, że „takie jest życie” i na tym polegają „uroki i ryzyka” związane z zasadą bezpośredniego wyboru prezydenta, wójta i burmistrza. Jednocześnie zapowiedział, że na wniosek wojewody powoła Stanisława Kracika na komisarza w Krakowie. Z kolei Kracik, po ogłoszeniu, że będzie zarządzał miastem do czasu objęcia władzy przez nowego prezydenta, oświadczył, że w wyborach nie zamierza startować, ale włączy się w kampanię wyborczą kandydata na prezydenta.
Giełda nazwisk ruszyła. Rozpoczęła się też dyskusja, czy to czerwona kartka dla ekipy Donalda Tuska. Zdaniem Mikołaja Wójcika, analityka politycznego, premierowi „nic lepszego w Krakowie nie mogło się wydarzyć”.
Cały odcinek:
„Ireneusz Raś ma duże szanse”
– To wcale nie musi być cios w splot słoneczny Donalda Tuska. Przeciwnie. Ma szansę na wskazanie kandydata, który ma realną szansę na zwycięstwo w wyborach w Krakowie, wyborcy są przewidywalni, a KO ma tam duże poparcie. Jeżeli zgłaszając nowego kandydata pokaże jakąś koncyliacyjność, i dogada się z PSL, który sam w sobie w Małopolsce nie jest mocny, ale jako partia Władysława Kosiniaka-Kamysza – w Krakowie coś znaczy, i pójdzie przekaz, że to nie jest kolejny aparatczyk Donalda Tuska, a w tym kontekście pojawia się nazwisko Ireneusza Rasia, bardzo popularnego krakowskiego polityka, to może się udać – uważa były szef działu politycznego Faktu.
Dużą popularnością w Krakowie cieszy się też Łukasz Gibała, rywal Aleksandra Miszalskiego w wyborach na prezydenta Krakowa w 2024 roku, który wsparł finansowo kampanię referendalną. Choć na razie jasno nie zadeklarował, czy wystartuje w wyborach, Mikołaj Wójcik uważa, że problem leży gdzie indziej – Gibała jest kandydatem niewybieralnym. – Mieszkańcy Krakowa darzą go sympatią, ale ostatecznie i tak na niego nie głosują – mówi Mikołaj Wójcik.
Krakowski PiS w rozsypce
Spory problem będzie mieć też Prawo i Sprawiedliwość ze znalezieniem odpowiedniego kandydata. I, jak przypomina gość podcastu, poprzednie wybory dla PiS-u były tam bardzo trudne – partia zdobyła tylko 12 mandatów radnych i jest w opozycji, a teraz jest w „totalnej rozsypce”. Dlaczego?
– PiS ma przede wszystkim wewnętrzne problemy. Warto przypomnieć, że szefową struktur w Krakowie jest Barbara Nowak, która jako małopolska kuratorka oświaty zasłynęła z przeróżnych historii. Chyba najbardziej z listów miłosnych pisanych do Ryszarda Terleckiego, które wyciekły i ujrzały światło dzienne, a ostatnio z bojkotu religijnych uroczystości, co wprawiło w osłupienie nawet samo jej środowisko. Z kolei w poprzednich wyborach na prezydenta miasta kandydatem był Łukasz Kmita. Od tego czasu przeszedł on drogę od wschodzącej gwiazdy PiS-u do człowieka, który przegrał wewnętrzne głosowania w partii. Takimi wyborami były wybory na marszałka województwa, w których – mimo rekomendacji Jarosława Kaczyńskiego – Łukasz Kmita przegrał kilkukrotnie i w końcu musiał się wycofać – przypomina Mikołaj Wójcik.
Innym problemem PiS jest brak pieniędzy, a jak wiadomo, wybory oznaczają przecież konieczność wkładu w kampanię. – Muszą przyjechać politycy, trzeba zrobić plakaty, zebrać ludzi – to nie jest łatwa rzecz. Więc nieodwołanie rady miejskiej było dla PiS-u głębokim oddechem ulgi. Nie sądzę jednak, żeby ktokolwiek w tej partii miał złudzenia, że ich kandydat ma szansę wygrać wybory w Krakowie. Co więcej, moim zdaniem wejście do drugiej tury to dla nich marzenie ściętej głowy – podkreśla analityk.
„Nie wystarczy być fajnym prezydentem”
Mikołaj Wójcik punktuje też błędy Aleksandra Miszalskiego. – Jeśli ktoś myśli, że może być prezydentem, bo nagrywa TikToki, zatrudnia swoich kolegów i wszyscy są zadowoleni, to coś jest nie tak. Bo tak to nie wygląda. Wprowadzenie stref czystego transportu bez refleksji, co to oznacza dla ludzi i jaki przekaz za tym idzie, pogrążyło Aleksandra Miszalskiego. Pogrąża to też tak naprawdę młode pokolenie polityków, którym wydaje się, że samo to, że są „fajni”, już wystarczy.
– Skoro politycy uprawiają politykę głównie w mediach społecznościowych, to nie mogą mieć pretensji, że nikt ich nie rozlicza w długich cyklach. Zamiast kręcić rolki, jak Aleksander Miszalski, powinni zabrać się za pracę, spełnianie oczekiwań i – co więcej – przekonywanie każdego dnia, że służą ludziom, którzy ich na ten urząd powołali. Czyli potrzebna jest pokora. Niestety dobrze wiemy, że po wyborach tę pokorę bardzo często zastępuje pycha. A to już jest początek końca, bo pycha kroczy przed upadkiem – podsumował Mikołaj Wójcik.
„Rafał Trzaskowski nie wzbudza takich emocji”
Na pytanie, referendum w Krakowie to początek lawiny, która przetoczy się przez Polskę, Mikołaj Wójcik odparł, że nie widzi związku między sytuacją w Krakowie a nastrojami w Rzeszowie, Radomiu, Wrocławiu czy Warszawie. – To są sytuacje nieporównywalne. W referendum krakowskim w ogóle nie pojawiały się argumenty z poziomu dużej, krajowej polityki. Tam była emocja, która przez miesiące dojrzewała na forach internetowych i w mediach społecznościowych. Ona cały czas żyła. Aleksander Miszalski dostarczał tylko kolejnych argumentów, a w pewnym momencie lokalni politycy po prostu wsiedli na tę falę i okazało się, że to zadziałało – akcentuje.
I wyklucza, że podobne referendum może odbyć się np. w stolicy. – W Warszawie nie widzę takiej emocji. Moim ulubionym hasłem, które zawsze wspominam z ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej, jest transparent wywieszony przez kibiców Legii na „Żylecie”: „Trzaskowski zniszczy Polskę tak, jak niszczy Warszawę”. No i kiedy patrzymy na Warszawę, musimy zadać sobie pytanie, czy jest gorzej, czy lepiej. Politycy opozycji powiedzą oczywiście, że jest co wytykać: nieustające remonty, problemy przedsiębiorców z dogadaniem się z ratuszem, traktowanie ich jak petentów czy różne nietrafione inwestycje. Można byłoby stworzyć taką listę i przyczepić się do pana prezydenta, ale sama ta lista nie wzbudza większych emocji. Ale czy sam Rafał Trzaskowski wzbudza emocje? Myślę, że coraz mniejsze – dodaje analityk.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
