Mocne słowa Sikorskiego ws. Ukrainy. „Niektóre reakcje przypominają PZPR”

Mocne słowa Sikorskiego ws. Ukrainy. „Niektóre reakcje przypominają PZPR”

Radosław Sikorski, szef MSZ
Radosław Sikorski, szef MSZ Źródło: PAP / Wiktor Dąbkowski
Radosław Sikorski odniósł się do burzy po wystąpieniu polskiego dyplomaty w Ukrainie. Porównał część reakcji do ataków władz PRL na list polskich biskupów.

Radosław Sikorski odniósł się do krytycznych komentarzy po wystąpieniu polskiego dyplomaty w Ukrainie podczas obchodów rocznicy zbrodni wołyńskiej. Według szefa MSZ „część reakcji przypominała ataki władz PRL na inicjatywy zmierzające do polsko-niemieckiego pojednania”.

Sikorski reaguje na spór o Wołyń

Polityk KO, który uczestniczył w spotkaniu unijnych ministrów spraw zagranicznych w Brukseli, zwrócił uwagę, że „zarówno Polska, jak i Ukraina mierzą się z trudną historią”. Przypomniał, że dzień przed rocznicą zbrodni wołyńskiej w Polsce przypada rocznica pogromu w Jedwabnem.

Według szefa MSZ Polska w dużej mierze przepracowała już ten temat. – Polska wykonała większość pracy, a dziś tylko marginalne środowiska kwestionują odpowiedzialność za te wydarzenia – stwierdził. Jego zdaniem Ukraina znajduje się dopiero na początku podobnego procesu.

Mocne słowa Sikorskiego o krytykach Łukasiewicza

Radosław Sikorski podkreślił, że „jednym z fundamentów europejskiej wspólnoty jest pojednanie między narodami po doświadczeniach tragicznej przeszłości”. – Chodzi o to, żeby takie tragedie nigdy więcej się nie powtórzyły – mówił.

Odnosząc się do reakcji na słowa polskiego charge d'affaires w Ukrainie Piotra Łukasiewicza, Radosław Sikorski porównał je do krytyki, jaka spotkała polskich biskupów po skierowaniu w 1965 roku listu do niemieckiego episkopatu ze słynnym przesłaniem: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”.

– Zachęcam do przeczytania reakcji Komitetu Centralnego PZPR z tamtego okresu. Są bardzo podobne do niektórych dzisiejszych komentarzy po przemówieniu pana ambasadora – powiedział szef MSZ.

Burza po wystąpieniu Piotra Łukasiewicza

Wystąpienie Piotra Łukasiewicza podczas uroczystości w Ołyce wywołało spór polityczny w Polsce. Dyplomata, oddając hołd polskim ofiarom zbrodni wołyńskiej, wspomniał również o ukraińskich ofiarach przemocy ze strony Polaków w okresie przedwojennym i podczas II wojny światowej.

Zaznaczył jednak, że nie chodzi o stawianie znaku równości między tymi wydarzeniami. – Nie tworzę symetrii ani nie porównuję skali cierpień. Pamiętamy o wszystkim, co było w naszej historii bolesne i wstydliwe – mówił.

Słowa dyplomaty skrytykował m.in. Marcin Przydacz. Ocenił, że sytuacja pokazuje problemy z doborem osób reprezentujących Polskę za granicą. Podobne zarzuty przedstawił były ambasador Polski w USA i Izraelu Marek Magierowski, który zarzucił Piotrowi Łukasiewiczowi brak wyczucia dyplomatycznego.

Radosław Sikorski ocenił natomiast, że „stanowisko Polski w sprawie pamięci historycznej jest jasne, a przyszłość relacji z Ukrainą wymaga zmierzenia się z trudnymi tematami”. Jak podkreślił, „decyzje władz w Kijowie dotyczące polityki historycznej nie ułatwiają tego procesu”.

Czytaj też:
Kosiniak-Kamysz ostro o prawicy i Ukrainie. Tak stanowczy jeszcze nie był
Czytaj też:
Ukraińskie media o Wołyniu zaskoczyły przekazem. Padły słowa o „histerii” Polaków