Krzysztof Gawkowski ujawnił nowe informacje o jednym z największych wycieków danych w historii Polski. Wicepremier przekazał w TVN24, że służby zdobywają kolejne informacje o sprawcy lub sprawcach ataku na firmę MyDr. Nie ujawnił jednak, czy wytypowano już konkretne osoby. – Operacyjnie wiemy coraz więcej. W tej sprawie nie będzie żadnej miękkiej gry. Służby, bez względu na to, gdzie ukrywa się ta osoba, będą ją ścigały do upadłego – zapowiedział minister cyfryzacji.
Gawkowski: Motyw najprawdopodobniej finansowy
Z obecnych ustaleń nie wynika, aby za atakiem stały służby innego państwa. Gawkowski zastrzegł jednak, że postępowanie wciąż trwa. – Dzisiaj nie ma żadnych przesłanek, że to jest atak zagraniczny, czyli że stoi za tym Rosja albo jakieś inne państwo. Dużo jest przesłanek, że miało to charakter po prostu zarobkowy – powiedział.
Według wicepremiera przestępcy mogli planować sprzedaż informacji, wykorzystanie ich do szantażu albo zażądanie okupu. Zapytany, czy taka propozycja została już złożona, odmówił udzielenia jednoznacznej odpowiedzi.
Gawkowski podkreślił, że państwo rekomenduje firmom oraz instytucjom publicznym, aby nie płaciły cyberprzestępcom. – Płacisz okup, zachęcasz przestępcę, żeby zrobił to w innej firmie. Nie płacisz, ufasz państwu. Ścigamy go, szukamy, łapiemy, sądzimy – mówił.
Przestępcy pokazali dane ważnego polityka
Wykradziona baza ma zawierać ponad 2 terabajty informacji dotyczących blisko 19 mln osób. Wśród nich mogą znajdować się numery PESEL, dane kontaktowe oraz informacje o wizytach, chorobach i wystawionych receptach.
Gawkowski potwierdził, że przestępcy, chcąc udowodnić, iż rzeczywiście dysponują bazą, przesłali dane jednego z ważnych polskich polityków. Miały wśród nich znajdować się numer PESEL oraz informacje o receptach. Minister odmówił ujawnienia dalszych szczegółów.
Według stanu przedstawionego podczas rozmowy dane nie zostały jeszcze publicznie udostępnione ani wystawione na sprzedaż w darknecie. Nie oznacza to jednak, że nie mogą zostać w ten sposób wykorzystane w przyszłości.
MyDr może zostać ukarane
W wyjaśnianie sprawy zaangażowane są Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i NASK. Gawkowski pozytywnie ocenił obecną współpracę firmy MyDr ze służbami, ale zastrzegł, że dopiero kontrola pokaże, czy jej zabezpieczenia były odpowiednie. – Jeżeli okaże się, że gdzieś nie było odpowiedniego nadzoru, to będą kary. Tu nikt nie będzie zwlekał z żadnymi decyzjami – zapowiedział.
UODO przypomina, że administratorami informacji przetwarzanych przez MyDr są poszczególne placówki medyczne. Muszą one przeanalizować ryzyko i ustalić, czy powinny zgłosić naruszenie urzędowi oraz powiadomić pacjentów.
Gawkowski zaapelował do Polaków o zastrzeżenie numeru PESEL w aplikacji mObywatel. Osoby, które jej nie używają, mogą zrobić to w urzędzie gminy. Państwo przygotowuje również możliwość sprawdzenia, czy dane konkretnej osoby znalazły się w wykradzionej bazie.
Czytaj też:
Sikorski atakuje Muska. Minister zagroził szefowi SpaceX Czytaj też:
Romanowski „polskim wrogiem publicznym”. Mocne słowa Gawkowskiego
