Tragiczny wypadek w Krakowie. Eksperci bezlitośni dla kierowcy

Tragiczny wypadek w Krakowie. Eksperci bezlitośni dla kierowcy

Radiowóz policyjny
Radiowóz policyjny Źródło: Shutterstock
W wypadku na terenie Krakowa zginęły dwie osoby. Trzecia – niemowlę – wciąż znajduje się w ciężkim stanie w szpitalu. Podejrzany o doprowadzenie do tej tragedii twierdzi, że auto zjechało z drogi na chodnik, na co wpływ miał fatalny stan nawierzchni. Co na to eksperci?

W sobotę (22 sierpnia) po południu młody kierowca miał wjechać w parę, która szła z wózkiem. Jak wynika ze wstępnych ustaleń organów ścigania – miał jechać z większą niż dozwolona w tamtym miejscu prędkość (czyli 30 km na godz.).

To właśnie to najprawdopodobniej spowodowało, iż młodzieniec stracił panowanie nad pojazdem – mówił Mariusz Boroń, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie (cytat za Wirtualną Polską). Jezdnia była w dodatku śliska po ulewie.

Kierowca uważa jednak coś innego – w prokuraturze bronił się, wskazując na nieodpowiedni stan nawierzchni. Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu.

Wypadek w Krakowie. Prawda wyjdzie na jaw po odczytaniu zawartości „czarnej skrzynki”?

Marek Konkolewski – zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego – jest innego zdania. Ekspert zauważył, że to, jak kierowca zachowywał się przed wypadkiem, można sprawdzić – odczytując zapisy tzw. czarnej skrzynki, w którą nowe samochody, a takim poruszał się młody mężczyzna, muszą być już wyposażane.

To „kopalnia wiedzy dla śledczych” – zapewnił (cytat za portalem WP).

Konkolewski zwrócił ponadto uwagę, powołując się na statystyki o wypadkach, że „w 90 proc. to człowiek ponosi za nie odpowiedzialność”. – Prawda jest taka, że kierowca powinien dostosować się do warunków na drodze. Tym bardziej, że do wypadku doszło w ciągu dnia. Było jasno, kierowca powinien był widzieć, jak wygląda droga – podkreślił były policjant.

Zauważył, że dozwolona prędkość na drodze, na której doszło do tragedii, jest bardzo mała. Stąd też zdziwiła go linia obrony podejrzanego.

Winna zła nawierzchnia? „Jeśli droga mu nie pasowała, należało dostosować prędkość”

Jeden z funkcjonariuszy zgodził się anonimowo odnieść się do całej sprawy.

– [Kierowca – red.] może tłumaczyć się, jak chce – nawet w najgłupszy sposób. Nie wiem, jak bardzo jezdnia musiałaby być uszkodzona, aby przy rzekomej prędkości 70 km na godz. i normalnej jeździe wypaść z drogi. Zresztą, jeśli droga mu nie pasowała, to należało dostosować prędkość do warunków ruchu. To podstawowa zasada – przypomniał (cytata za WP).

Czytaj też:
Szli z wózkiem, zostali potrąceni. Są nowe informacje ws. dziecka i podejrzanego
Czytaj też:
Tragiczny wypadek szybowca w Lesznie. „Miał wpaść w korkociąg i uderzyć o ziemię”