Curry uznawany jest za ikonę kina. Jedną z jego najważniejszych ról była ta w musicalu Jima Sharmana. Film „The Rocky Horror Picture Show” z 1975 do dziś uznawany jest za kultowy i wielu nie wyobraża sobie, by ktoś inny wcielił się w doktora Franka-N-Furtera.
Nie jest tajemnicą, że zagrał także w uwielbianej przez Polaków produkcji: „Kevin sam w Nowym Jorku” (1992). Była to epizodyczna rola pana Hectora – konsjerża.
W środę (26 sierpnia) stacja Thirty-Mile Zone podała, że Curry zmarł w wieku 80 lat.
Uznany aktor nie żyje. Kilka lat temu przeszedł rozległy udar
Aktor od wielu lat miał poważne kłopoty zdrowotne – ponad dekadę temu przeszedł udar. Nie udało mu się odzyskać pełnej sprawności – do końca życia poruszał się na wózku inwalidzkim. Mimo to pozostał aktywny zawodowo. Pojawiał się także na wydarzeniach, które przyciągają fanów horror-ów – nie odmawiał ich uczestnikom wspólnych zdjęć.
Anonimowe źródła, na które powołało się TMZ, przekazały redakcji, że służby ratunkowe pojawiły się w domu aktora w związku z „nagłym zdarzeniem medycznym”. Na miejscu stwierdzono zgon.
Śmierć Tima Curry'ego. Policja wykluczyła udział osób trzecich
Organy ścigania, które brały udział w czynnościach w posiadłości Curry'ego w North Hollywood (Los Angeles, stan Kalifornia), uznały, że nikt nie przyczynił się do śmierci artysty. Nie wszczęto więc postępowania w sprawie możliwego przestępstwa.
TMZ wskazało, że początkowo krytycy nie dostrzegli jego talentu. A jednak uznany został później za ikonę kina, także m.in. dzięki wcieleniu się w Pennywise'a w miniserialu „To” z 1990 r. – adaptacji genialnej powieści Stephena Kinga.
Czytaj też:
Nie żyje aktorka z filmu „Spider-Man: Bez drogi do domu”. Poruszające ostatnie chwile Czytaj też:
Dziennikarka TVN przeszła operację guza mózgu. „Wrócę silniejsza”
