Pinkas opuścił areszt

Pinkas opuścił areszt

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Podejrzany o korupcję b. wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas po pięciu tygodniach opuścił areszt śledczy przy ul. Smutnej w Łodzi.

Wcześniej łódzki sąd okręgowy uchylił mu areszt po wpłaceniu przez jego żonę 200 tys. zł kaucji.

Przed bramą aresztu na Pinkasa czekały dzieci i żona, które rzuciły mu się na szyję. Wszyscy nie kryli łez. Pinkas mówił roztrzęsionym głosem, że "jak się nie ma poczucia winy, to można to przeżyć", podkreślając, że był to najgorszy miesiąc w jego życiu.

"Konstatacja z tego miesiąca jest taka, że najważniejsza fraza w modlitwie Ojcze nasz jest taka +jako i my odpuszczamy naszym winowajcom+ i to jest niezwykle mądre. Ja to sobie powtarzałem cały czas i dzięki temu przeżyłem. Dzięki temu, że mam wspaniałą żonę, wspaniałego szefa i taką masę przyjaciół, że warto było żyć" - mówił b. wiceminister.

Odnosząc się do zarzutów, które dotyczą okresu, w którym był wiceszefem Instytutu Kardiologii w Warszawie, Pinkas podkreślił, że raz jeszcze zrobiłby dokładnie to samo z tymi samymi ludźmi.

"Najważniejsze było to, że mój Instytut był i jest najlepszym Instytutem w Polsce, że jest niezadłużony, że ludzie zarabiają godne pieniądze, że dałem szansę, żeby partnerstwo publiczno- prywatne rozwijało się w Polsce, żeby to było normalne" - podkreślił.

Pinkas ma nadzieję, że jego przykład nie odstręczy innych menadżerów od tego, "żeby podejmować racjonalne decyzje". "Bo warci są nasi pacjenci tego, żeby nawet spędzić tutaj koszmarne, makabryczne pięć tygodni. Najdłuższy mój pobyt bez dzieci, bez żony, bez żadnego kontaktu. Przeżyłem dzięki temu, że jestem twardy" - mówił.

Zaznaczył, że gdy kilka miesięcy temu wyjeżdżał z żoną do Jemenu, wszyscy mówili mu "gdzie jedziesz, porwą cię". "Wróciłem i tutaj zostałem porwany. Ale to przeżyłem" - mówił. Zapewnił, że dalej będzie dokładnie tak samo postępował w życiu. "Zostałem jeszcze bardziej zahartowany, że jestem twardy i przede wszystkim dziękuję wszystkim tym, którzy za mnie poręczyli. To była niesamowita grupa ludzi. Trochę na tym świecie żyję, pracowałem w różnych miejscach, i wiem, że skoro taka masa ludzi za mnie poręczyła, to warto było to robić. Niczego bym nie zmienił i dalej będę robił to samo" - zapewnił Pinkas.

Na pytanie, skąd zarzuty prokuratury, powiedział, że nie wie. Jego żona podkreśliła, że była i jest bardzo dumna ze swojego męża.

Zdaniem obrońcy Pinkasa, mec. Grzegorza Fertaka, zwolnienie jego klienta z aresztu rozpoczyna nowy etap sprawy. Według niego jego klient zamierza prowadzić aktywną obronę w kierunku całkowitego oczyszczenia się z zarzutów.

"Fakt, że wyszedł w tej chwili na wolność, zwiększa w sposób niewyobrażalny możliwości w zakresie prowadzenia obrony i dowodzenia, że wszystkie pomówienia wobec niego są po prostu nieprawdą. Wiele lat jestem adwokatem i takiej mobilizacji ludzi, którzy znają doktora Pinkasa, to jeszcze nie widziałem. Stąd też mam głębokie przeświadczenie, że ten człowiek jest człowiekiem z gruntu uczciwym" - podkreślił Fertak.

Jego zdaniem Pinkas został "paskudnie pomówiony przez ludzi, z którymi współpracował, i należy te pomówienia wyprostować".

W imieniu rodziny adwokat podziękował wszystkim osobom, które udzieliły poparcia i poręczeń osobistych za jego klienta oraz, które wsparły finansowo jego rodzinę; wymienił Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie, która "bardzo istotnie" zaangażowała się w pomoc finansową rodzinie Jarosława Pinkasa.

W środę Sąd Okręgowy w Łodzi - rozpatrując zażalenie obrony - zdecydował, że Pinkas może opuścić areszt pod warunkiem, że do 28 maja wpłacona zostanie kaucja w wysokości 200 tys. zł. W piątek przed południem pieniądze trafiły na konto sądu, który wydał postanowienie o uchyleniu aresztu.

Kaucję wpłaciła żona b. wiceministra zdrowia. Przyznała, że ciężko było zebrać 200 tys. zł, bo to bardzo duża suma. Jak mówiła, udało się to dzięki pomocy rodziny, przyjaciół i znajomych. "Bez olbrzymiego wsparcia wielu ludzi, nie udałoby mi się przejść przez to wszystko" - zaznaczyła w rozmowie z dziennikarzami Katarzyna Pinkas. Przypomniała, że ostatni raz widziała męża 16 kwietnia - w dniu zatrzymania. Prokuratura trzykrotnie odmawiała jej widzenia z mężem "bez podania przyczyny".

Pinkas został zatrzymany w połowie kwietnia przez ABW; na wniosek prokuratury sąd rejonowy aresztował go na trzy miesiące. Obrona Pinkasa, który nie przyznaje się do zarzucanych mu przestępstw, złożyła zażalenie na areszt. Argumentowała, że nie ma podstaw do jego stosowania. Wnosiła o jego ewentualną zamianę na inny środek zapobiegawczy. Obrońcy zaproponowali poręczenia osobiste ponad 20 osób oraz 200 tys. zł kaucji.

Zarzuty, jakie przedstawił Jarosławowi Pinkasowi wydział Prokuratury Krajowej w Łodzi, dotyczą okresu, gdy pełnił on funkcję zastępcy dyrektora ds. klinicznych i organizacyjnych Instytutu Kardiologii w Warszawie. Według prokuratury Pinkas w związku z pełnieniem funkcji publicznej przyjął co najmniej 55 tys. zł i wieczne pióro warte prawie 3 tys. zł w zamian m.in. za ułatwienie jednej ze spółek wygrania przetargu zorganizowanego w Instytucie.

Miał on również zażądać od firmy, która wygrała przetarg na świadczenia w zakresie diagnostyki laboratoryjnej w latach 2003- 2005, pokrycia kosztów remontu pomieszczeń służbowych, zajmowanych przez ówczesnego dyrektora Instytutu. Koszt remontu wyniósł prawie 55 tys. zł. Według śledczych, Pinkasowi grozi kara do 10 lat więzienia.

Jako świadek dwukrotnie w śledztwie dotyczącym korupcji w służbie zdrowia przesłuchany został b. minister zdrowia prof. Zbigniew Religa, który przed objęciem resortu w rządzie PiS kierował Instytutem Kardiologii. Religa zapewnił, że wierzy w niewinność Pinkasa i liczył, że zostanie on zwolniony z aresztu. B. szef Instytutu podkreślał, że to on, a nie Pinkas, podejmował wszystkie "kierunkowe decyzje" w Instytucie Kardiologii.

O tym, że Pinkas powinien odpowiadać przed sądem z wolnej stopy przekonani są także m.in.: prezes Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów prof. Andrzej Biedermann, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł, prezes Polskiego Towarzystwa Szpitalnictwa Jan Czeczot czy prof. Zyta Gilowska, którzy wydali specjalne oświadczenie w tej sprawie. Ich zdaniem o ewentualnej winie i odpowiedzialności Pinkasa powinien zdecydować sąd, "ale niech będą zachowane prawa do rzetelnej obrony i domniemania niewinności oraz możliwość odpowiadania z wolnej stopy".

pap, em, ab
 3

Czytaj także